• Aktualności

    Wywiad z JM Rektorem UMB prof. dr hab. Adamem Krętowskim

    17.10.2018 18:04
    Autor: Administrator UMB

     

    Dwa lata kadencji minęły, nastał czas połowinek rektorskich: to dobry moment na świętowanie czy ciężką pracę?

    Prof. Adam Krętowski, rektor Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku: - Jeszcze przed objęciem funkcji powiedziałem, że jestem do dyspozycji Uczelni, że oferuję swoją energię i ciężką pracę na rzecz Uczelni oraz jej społeczności. Tej pracy jest dużo, ale to zespołowy wysiłek wielu osób. Cały czas dużo się dzieje, więc czasu na świętowanie nie ma. Jesteśmy w trakcie wdrażania tzw. Ustawy 2.0 (nowa ustawa o szkolnictwie wyższym - red.), poznajemy ciągle szczegółowe zarządzenia jej dotyczące. Jedyna w tej chwili pewna rzecz, jaka nas czeka to zmiany, zmiany, zmiany...

    Co zatem nas czeka w nowym roku akademickim?

    - Będziemy zobowiązani do wprowadzania znaczących zmian w zakresie funkcjonowania i struktury uczelni. Przede wszystkim w związku z wprowadzonymi dyscyplinami naukowymi nastąpi nowa organizacja prowadzenia prac naukowych i ewaluacji nauki. Ostatecznie, po wielu miesiącach dyskusji, w rozporządzeniu wymienione są w zakresie naszej dziedziny 4 dyscypliny: nauki medyczne, nauki farmaceutyczne, nauki o zdrowiu i nauki o kulturze fizycznej. W ramach tych dyscyplin będzie odbywała się ocena efektów naukowych przez Ministerstwo Nauki oraz prowadzenie szkół doktorskich, przewodów habilitacyjnych czy profesorskich.

    W realiach naszej uczelni oznacza to, że znacząca część naukowców z Wydziału Farmaceutycznego będzie oceniana w ramach dyscypliny „nauki medyczne” razem z kolegami z Wydziału Lekarskiego. Jest to prosta konsekwencja zajmowania się badaniami należącymi do tej dyscypliny i publikowaniu w czasopismach przypisywanych dyscyplinie nauk medycznych. Podobnie na Wydziale Nauk o Zdrowiu znaczna część naukowców pracuje i publikuje w ramach dyscypliny nauk medycznych, a nie nauk o zdrowiu. Warto jeszcze raz przypomnieć, że przyszła ocena uczelni nie będzie już dotyczyć wydziałów, ale właśnie dyscyplin. Słaba ocena dorobku naukowego choćby w jednej dyscyplinie, to znaczące obniżenie finansowania całej uczelni.

    Na początku oznacza to pewne zawirowania, ale chciałbym, żeby odbyło się to płynnie - w sposób ewolucyjny. Docelowo planujemy, że organizacją nauki w ramach dyscyplin będą zajmowały się nowe jednostki na uczelni tzw. kolegia. Podobne zmiany organizacyjne planują też inne uczelnie medyczne, co wynikło z ostatniego wrześniowego spotkania rektorów uczelni medycznych dotyczącego Ustawy 2.0.

     

    Czy uczelniane wydziały zostaną zlikwidowane?

    - Nie. Choć w nowej ustawie nie wymienia się wydziałów, to ustawa daje możliwość zachowania struktury wydziałowej i my ją zachowamy. Mamy tu na względzie tradycję i historię naszej uczelni, a także potrzebę docenienia zaangażowania i wyśmienitej pracy dziekanów i rad wydziałów, a przede wszystkim wykorzystania doświadczeń w zakresie prowadzenia kierunków studiów. Zmieni się zakres pracy wydziałów: będą się zajmowały przede wszystkim dydaktyką. Jak już mówiłem sprawami nauki, postępowaniami doktorskimi i habilitacyjnymi będą zajmowały się kolegia. Oceniamy że na początku na naszej uczelni będą trzy takie jednostki, po jednej w obrębie każdej z dyscyplin. Trzy kolegia będą wspólnie tworzyły Radę Naukową Uczelni.

    Kolejnym tematem, którym trzeba się szybko zająć, to zorganizowanie szkoły doktorskiej. Dotychczas przewody doktorskie robione były na poszczególnych wydziałach. Teraz to się zmieni. Z przepisów ustawy wynika, że na chwilę obecną będziemy mieli jedną szkołę doktorską wspólną w ramach 3 dyscyplin.

    Takich zmian wynikających z ustawy, wpływających na strukturę uczelni jest sporo. Chcemy, żeby te zmiany organizacyjne nie były uciążliwe ani dla pracowników, ani dla studentów.

     

    Dużo wątpliwości wzbudza też nowy sposób oceniania uczelni wyższych?

    - To może być najistotniejsza zmiana z punktu widzenia każdego pracownika naukowo-dydaktycznego. Dotychczas było tak, że osiągnięcia pracowników danego wydziału były oceniane wspólnie. Teraz każdy pracownik będzie oceniany indywidualnie w jednej lub dwóch wybranych przez siebie dyscyplinach. Do oceny uczelni w danej dyscyplinie będą liczyły się 4 osiągnięcia każdego pracownika, który zadeklaruje, że uczestniczy w prowadzeniu nauki. Jeżeli taki pracownik będzie miał tylko jedną czy dwie dobre prace, będzie to zaniżało jego wynik, ale też wynik uczelni. To też oznacza dalszą istotną zmianę polityki publikacyjnej poszczególnych naukowców. Zupełnie nieefektywne będzie publikowanie wielu prac w słabych czasopismach. Choć sumarycznie takie dokonania mogłyby robić wrażenie, to teraz to się już nie będzie liczyło. Ważne będą cztery najlepsze prace. W zakresie naszej dziedziny muszą to być publikacje indeksowane i „wyceniane” jak najwyżej w bazie SCOPUS. Zresztą na naszej uczelni już od jakiegoś czasu staramy się z prorektorem prof. Marcinem Moniuszko mówić, że lepsza jest jedna dobra publikacja, niż kilka słabszych.

     

    A publikacje tworzone przez wielu autorów?

    Publikacja jest uwzględniana w liczbie osiągnięć danej osoby jako wynik dzielenia liczby punktów przyznanych podmiotowi przez maksymalną liczbę punktów za pracę w danym czasopiśmie. Jeżeli będą to publikacje, w których są wszyscy nasi autorzy, którzy złożą oświadczenie o prowadzeniu badań naukowych na uczelni to UMB dostanie 100 proc. punktów, a naukowiec będzie miał zaliczoną całą pracę. Te umowne cztery prace na jedną osobę są to tzw. „ważone” osiągnięcia - to też w praktyce może oznaczać, że ich będzie więcej, jeżeli obliczony przez ustalone zasady udział naukowca w poszczególnej pracy będzie mniejszy. Żeby było jasne - to nie naukowcy będą wybierali swoje publikacje do ewaluacji - zrobi to algorytm systemu POLON, więc nie ma potrzeby „walczyć” o swoje udziały w pracy. W każdym przypadku, czy dotyczy to pracy jednego czy wielu autorów, chcemy, żeby były to publikacje w jak najwyżej punktowanych czasopismach, a gdy zespoły są wieloautorskie, żeby także było ich jak najwięcej.

    Zmienia się także punktacja czasopism. Do tej pory te najlepsze miały po 50 pkt ministerialnych, np. nasz uczelniany „Advances in Medical Sciences miał 15 pkt. Teraz te najlepsze będą miały po 200 pkt, następne po 140 pkt., potem 100 pkt. i tak coraz niżej. Dlatego lepiej mieć naprawdę kilka świetnie opublikowanych artykułów, niż szereg średnich prac. Zmiana punktacji spowoduje, że zróżnicowanie będzie jeszcze większe. Co istotne to fakt, że te zmiany dotyczą już dwóch lat, które minęły. Dlatego trzeba teraz bardzo szybko dostosować się do tych zasad, gdyż brak takich ruchów w tym momencie może skutkować zmniejszeniem funduszów przeznaczonych na wynagrodzenia już za dwa lata. Dla niektórych może to oznaczać, że zamienią etaty naukowe na dydaktyczne i skupią się na karierze dydaktycznej. To także ważny element obecnej ustawy - kariera dydaktyczna staje się równoprawna na uczelni. Jeżeli ktoś jest świetnym dydaktykiem, nie będzie musiał robić habilitacji, żeby zostać np. profesorem. Zapowiadane podwyżki mają także w znaczącym stopniu dotyczyć etatów dydaktycznych. Co więcej, nowa ustawa będzie również premiować finansowo uczelnie z dużą liczbą pracowników na etatach dydaktycznych, szczególnie z tytułami profesorskimi i stopniem doktora habilitowanego oraz adiunktów. Z drugiej strony na pewno trzeba będzie tym, którzy zdecydują się na robienie najlepszej nauki stworzyć jeszcze lepsze warunki finansowe. Wszak to oni będą decydować o pozycji uczelni i wysokości subwencji, w tym także obejmującej część dydaktyczną.

     

    Z tego wynika, że będzie chciał Pan lokować UMB na poziomie uczelni badawczych - najwyższym poziomie naukowym, ale też finansowym, o którym tak często mówi wicepremier Jarosław Gowin.

    - Zawsze mieliśmy takie ambicje. Zawsze wierzyliśmy, że możemy walczyć o najwyższy poziom. W chwili obecnej w kraju jest 18 uczelni, które już spełniają kryteria włączenia do konkursu o status uczelni badawczej. My też tam jesteśmy. Premier Gowin mówi, że wybranych będzie 9, może 10. W praktyce może to być tylko 5-6. Tak więc konkurencja będzie ogromna. Trzeba też sobie uzmysłowić, że miedzy naukowym rajem, kiedy otrzyma się więcej środków na naukę, a codziennymi problemami z utrzymaniem uczelni, jest bardzo mała różnica. Na przykład wystarczy, że któraś z uczelni otrzyma kategorię B w dyscyplinie nauki medyczne i traci możliwość kształcenia na kierunku lekarskim. Więc ta nauka będzie się bardzo przekładała na dydaktykę.

     

    A jakie głosy docierają do Pana w kontekście podziału uczelni na dyscypliny?

    - To jest na ta chwile najważniejsza sprawa, jeżeli chodzi o przyszłość naszej uczelni. Do 30 listopada każdy nauczyciel akademicki będzie musiał złożyć oświadczenie o zaliczeniu go do określonej dyscypliny lub 2 dyscyplin. Na tej podstawie będą oceniane indywidualne osiągnięcia każdego pracownika, co przełoży się na ocenę uczelni w określonej dyscyplinie naukowej już w 2021 roku. Ważne przy tym będzie, do jakiej dyscypliny naukowej należą czasopisma, w których publikujemy. Jeżeli deklarowana przez nas dyscyplina rozminie się z dyscypliną, do której zaliczone będą nasze publikacje, to nie zawsze zostaną one nam i uczelni zaliczone.

    Podam swój przykład. Jako klinicysta złożyłbym oświadczenie o zaliczeniu mnie tylko do „nauk medycznych”. Ostatnio jednak mam dwie dobre publikacje z zakresu żywienia w cukrzycy, w dobrym czasopiśmie „Nutrition”. Tylko że to już nie kwalifikuje się jako medycyna, a dietetyka. A jeszcze niedawno byłyby to nauki rolnicze, teraz nauki o zdrowiu. Tak więc, jeśli nie wybiorę dodatkowo dziedziny „nauki o zdrowiu” to te publikacje nie będą mi się liczyć w liczbie osiągnięć danej osoby w ramach ewaluacji uczelni. Gdybym opublikował je w czasopiśmie o profilu medycznym, to by mi się one zaliczały. W tym kontekście tak ważne jest, by uwzględniając dotychczasowe publikacje i plany na przyszłość, dobrze wybrać te dyscypliny.

    Dlatego wszyscy nauczyciele akademiccy do końca października będą musieli wypełnić ankiety i zaproponować te dyscypliny oraz ocenić swój potencjał publikacyjny w kontekście tych nowych reguł. Oczywiście pan Rektor prof. Marcin Moniuszko wraz z dziekanami i pracownikami Działu Nauki będą pomagać w wyborze dyscyplin, to musi być jak najlepszy wybór także z punktu widzenia uczelni. Ten wybór musi bardzo dokładnie przemyślany, bo będzie miał konkretne finansowe konsekwencje dla całej uczelni.

    Co jest najważniejsze, podjęliśmy decyzję, że w obecnym roku akademickim w praktyce nie zmienia się sytuacja zatrudnienia czy pensum. Ale w ciągu tego roku wszyscy będziemy musieli sobie odpowiedzieć na trudne pytanie: kariera naukowa, naukowo-dydaktyczna czy dydaktyczna? Od 1 października 2019 roku pojawią się np. nowe stanowiska, w tym asystenta czy adiunkta dydaktycznego. Osoby, które będą chciały skoncentrować się na karierze dydaktycznej nie będą oceniane pod kątem osiągnięć naukowych. Znaczące sukcesy naukowe: publikacje w najwyżej punktowanych czasopismach, pozyskiwanie wysokobudżetowych grantów będzie umożliwiało skupienie się na karierze naukowej ze znacznym zmniejszeniem lub rezygnacją z godzin dydaktycznych.

     

    Jak Pan patrzy na nowy twór, jakim będzie Rada Uczelni?

    - W ostatecznej wersji ustawy kompetencje rady i jej wpływ na działanie uczelni zostały zawarte w formule opiniodawczej i kontrolnej, czyli jako organ doradczy. Największą władzę uzyskuje natomiast rektor i senat uczelni. Rada Uczelni co prawda będzie zgłaszała kandydatów na rektora, ale to Kolegium Elektorów będzie go nadal wybierać.

     

    Nowa ustawa przypisuje rektorowi szereg nowych uprawnień.

    - Tak. Kompetencje rektora będą wzmocnione i to w dużym stopniu. Uważam, że może się to okazać korzystniejsze, bo pewne decyzje administracyjnie będą mogły zapaść szybciej. Ustawa daje też rektorowi prawo o decydowaniu o polityce kadrowej, o powoływaniu i odwoływaniu kierowników jednostek. Tak samo silnym organem będzie senat. Jeśli chodzi o podział funduszy statutowych (naukowych) na uczelni, u nas nie będzie zmian, bo i tak mieliśmy ten proces scentralizowany i fundusze te dzielił prorektor ds. nauki.

     

    Przy zmniejszeniu znaczenia wydziałów, jaki los czeka dziekanów?

    - Też zmieni się ich rola, przestaną być organami administracji uczelnianej. Będę próbował przekonać Senat, żeby zostawić w statucie uczelni funkcje dziekana. Będziemy też chcieli stworzyć funkcje kierowników (dziekanów) kolegiów dyscyplin. Widzę to w sposób podobny, jaki mamy teraz, gdy mamy dziekanów i prodziekanów do konkretnych zadań. Niemniej w okresie przejściowym chciałbym, aby było jak najmniej zmian personalnych.

     

    Jako okres przejściowy należy traktować rok akademicki 2018-2019?

    - Tak. W praktyce ustawa wchodzi w życie 1 października tego roku i musimy się dostosować do 1 października 2019 roku. Dziekani przestają być dziekanami 30 września 2019 r. Wtedy też znikają wydziały w dotychczasowej formule. Równocześnie powstaną kolegia dziedzinowe.

    Dziekani będą nadal mieli co robić, bo kształcenie jest bardzo ważne. Znaczną część obowiązków z tego, co obecnie robią rady wydziałów, będzie musiała być przeniesiona do rad kolegiów. Tu pytanie, jak je powoływać? Ja jestem za systemem, który wynika wprost z jakości naukowej. Wydaje mi się, że jak ktoś ma określony dorobek, poparty wynikami i jest ekspertem w danej dziedzinie, to powinien z klucza wchodzić do rady kolegium. To taka osoba by decydowała m.in. o doktoratach, habilitacjach. Nie byłoby uznaniowości. Inny wariant zakłada, żeby jednak organizować wybory do rad kolegiów. Trzeba nad tym popracować.

     

    Obecne rady wydziałów będą rozwiązane?

    - Nie. Chcemy je zostawić, choć będą miały mniej kompetencji. Nie można teraz zrobić wielkiej rewolucji. Nie wiemy, co się wydarzy np. za 5 czy 10 lat. Może znowu coś się zmieni. Dlatego lepiej na początku robić jak najmniej radykalnych kroków.

     

    Pańska kadencja będzie trwała pełne cztery lata?

    - W ustawie 2.0 rektorzy zachowują swoje funkcję do końca kadencji. 1 października 2019 r. przejmują kompetencje wszystkich organów na uczelni. Dlatego tak ważne jest, żeby przez ten najbliższy rok dobrze to wszystko poukładać, żeby uczelnia działała i nie była sparaliżowana. Nad zmianami pracujemy już jakiś czas, nie tylko w samej uczelni, ale też z innymi uczelniami medycznymi. Ostatecznie jednak to rektor będzie proponował nowy statut uczelni. Na niego musi się zgodzić senat. Dlatego dyskusja o tym, jak ma on wyglądać, już trwa na poziomie nie tylko rektorskim, czy dziekańskim, ale włączamy w to administrację uczelni. Działa już komisja, która pracuje nad nowym statutem.

    SZPITALE KLINICZNE

    Nowy rok akademicki to też zakończenie projektu modernizacji i rozbudowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Projekt wart 509 mln zł i w zasadzie bez możliwości porównania z żadną tego typu inwestycją w kraju, bo takich zwyczajnie nie ma.

    - Dokładnie. Kończymy pierwszy etap inwestycji i trzeba bardzo mocno podziękować tym wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Miało to wszystko trwać pięć lat, wyszło dziesięć. To był kawał dobrej roboty. Wszystko rozpoczęło się w 2007 roku w gabinecie rektora, za czasów rektora prof. Jana Górskiego.

    Zabiegamy teraz o drugi etap, czyli o budowę Centrum Psychiatrii. Miałoby powstać za szpitalem USK, w miejscu dawnego „domku szwedzkiego”. Przeszliśmy już wszystkie formalne oceny tego projektu. Mamy już część środków, które deklaruje marszałek województwa. Potrzebujemy część z Ministerstwa Zdrowia. Są tacy, co nie wierzą, że to się uda. Ja wierzę. To szalenie potrzebny obiekt. Będzie tam bardzo potrzebna psychiatria dziecięca, będzie też część dla dorosłych. To znacznie ułatwi życie pacjentom, bo szpital w Choroszczy jest trochę jak stygmat. Nam usprawni pracę, a na dodatek do wykorzystania będziemy mieli całe zaplecze dwóch szpitali klinicznych. To jest duże wyzwanie, ale dzięki temu udałoby się usunąć wieloletnie zaniedbania. Pierwotnie ten budynek był już w pierwszym etapie inwestycji, ale z powodu kosztów musiał wypaść.

     

    W szpitalach klinicznych bardzo dużo mówi się o napiętej sytuacji dotyczącej płac pracowników i zapowiadanych protestach.

    - Finanse, a w zasadzie niedofinansowanie obu szpitali klinicznych, to wielki problem. To właśnie dlatego pensje w wielu grupach zawodowych nie są satysfakcjonujące. Uważam, że moje najważniejsze zadanie jako rektora, to przekonanie decydentów o tym, by zwiększyć rolę szpitali klinicznych w systemie. A to musi się też przełożyć na zwiększone finansowanie. Podam przykład. W roku przed wprowadzeniem „sieci”, szpital USK miał kontrakt o wartości ok. 340 mln zł. Po zmianie sytemu, choć został uznany za ten o najwyższym poziomie referencyjności, zaproponowano nam ryczałt w wysokości ok. 315 mln zł. A już rok wcześniej brakowało nam 30-40 mln zł. Nie możemy zapłacić specjalistom tyle, żeby nie odchodzili do szpitali powiatowych. Gorzej, że nawet ludzi kończących studia nie jesteśmy w stanie zatrzymać w szpitalu uniwersyteckim. To się musi zmienić. Rozmawiałem już o tym z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim. On to rozumie i mówi, że chce to zmienić.

     

    Finansowo oba szpitale miniony rok zamknęły na minusie.

    - Tak, to był ciężki czas. O ile można to powiedzieć, jest to bezpieczny ujemny wynik finansowy. Tyle że nie tylko my jesteśmy w takiej sytuacji. Wiele szpitali klinicznych w kraju ma już tragiczną sytuację. Mają zobowiązania wymagalne, a w Warszawie komornik długi szpitalne egzekwuje z kont tamtejszego Uniwersytetu Medycznego. Boję się, jak zakończy się ten rok. Jeśli będzie to duży wyniki ujemny, to będzie dramat. Jest obecnie ogromna presja na podwyżki pensji, a do tego rosną koszty prowadzenia szpitali.

    Niedawno był duży protest pań pielęgniarek w naszym szpitalu dziecięcym. Te panie mają rację, one zarabiają za mało. Jestem pierwszy za tym, żeby to się zmieniło. Tylko nie mamy z czego wypłacić im podwyżek. Szpital zamyka rok na minusie, a my, jako organ założycielski szpitala, nie mamy im z czego dołożyć. Uczelnia ostatnie lata też była na minusie. Dwa lata temu było to minus 5,5 mln zł, rok później minus 3,8 mln zł. Zmuszeni byliśmy podjąć bardzo trudne decyzje. Trzeba było zwolnić część pracowników, a dodatkowo wdrożyć programy oszczędnościowe. Ten rok zamknęliśmy na zero.

     

    To jak Pan patrzy na zapowiadane przez rząd zwiększenie pensji minimalnych?

    - To dobrze, że rząd dba o te najniższe pensje. Tylko, że przez to w systemie służby zdrowia nie pojawi się więcej środków. Dużo się mówi o zwiększeniu składki zdrowotnej, że dopiero wtedy wzrośnie finansowanie szpitali. Namawiam kolegów rektorów do stworzenia naszego lobby, żeby rząd pamiętał o roli szpitali klinicznych.

    Jesteśmy gotowi przyjmować więcej pacjentów niż obecnie. Nawet to robimy. Tylko że jak przyjmiemy ich ponad wyznaczony ryczałt, to nikt za ich leczenie nie zapłaci. Na różnych poziomach decyzyjnych - w NFZ, ale też tych politycznych - mamy obiecane zwiększenie ryczałtu. Na razie musimy czekać na to, co będzie.

     

    UCZELNIA

    Czy w nowym roku akademickim studenci mogą się spodziewać jakichś nowości?

    - W najważniejszej kwestii nic się nie zmieni: nadal będzie trzeba się uczyć. Dzięki temu nasi studenci mogą liczyć na świetne perspektywy zawodowe. Jako uczelnia jesteśmy od kilku lat w czołówce zdawalności egzaminów końcowych, zarówno tych lekarskich, jak i w stomatologii. To co najcenniejszego możemy zaoferować naszym studentom to właśnie świetna jakość kształcenia.

    Ja osobiście cieszę się z tego, że mamy dobry kontakt z naszymi studentami. Realizujemy projekty nie tylko w sferach dydaktycznych, czy naukowych. Udaje się nam wspólnie budować ducha akademickiego UMB (rektor Krętowski wciąż pamięta porażkę w karnych w meczu piłki nożnej Studenci vs. Kadra UMB - red).

    Jeżeli chodzi o nowości to chciałbym wspomnieć o uruchomieniu anglojęzycznych studiów doktoranckich w ramach programu Horyzont 2020. Na naszej uczelni doktoraty będzie robić grupa młodych osób ze wszystkich kontynentów. To świetna sprawa.

     

    A wyzwania stawiane przed kadrą akademicką?

    - Nadal dużą wagę będziemy przykładali do zwiększania jakości publikacji, zwiększenia liczby aplikacji o zewnętrzne granty naukowe, zdobywania patentów czy komercjalizacji osiągnięć naukowych. W ostatnim czasie bardzo znacząco wzrosła liczba osób starających się o granty. To świadczy o dużym potencjale drzemiącym w naszych naukowcach. Wiele wskazuje na to, że naszą uczelnię czeka zmiana pokoleniowa. Na emerytury odchodzą zasłużeni profesorowie i w to miejsce powoli wkracza młodsze pokolenie. I znowu mamy problem, bo brakuje chętnych asystentów do pracy. To kiedyś było nie do pomyślenia. Etat akademicki to było marzenie, dziś już nie jest. Teraz mówię kierownikom klinik i zakładów, że jak widzą zdolnego studenta, to niech próbują go zatrzymać. Tylko że to się znowu rozbija o wysokość pensji. Jako uczelnia nie jesteśmy w stanie konkurować z innymi pracodawcami na rynku. Nie każdy z młodych asystentów uwzględnia, że dodatkowo może zarobić realizując granty, czy dobrze publikując, później otrzyma nagrodę rektora. Natomiast trzeba wyraźnie podkreślić, że UMB dzięki realizacji szeregu fascynujących i unikalnych projektów naukowych jest obecnie jednym z najlepszych miejsc do uprawiania nauki w świecie.

    A potrzebujemy ludzi do pracy, ponieważ udało się nam zwiększyć limity przyjęć na UMB. Np. na kierunku lekarskim anglojęzycznym mamy 120 studentów, a jeszcze niedawno było ich ok. 40. Przyjeżdżają do nas osoby nie tylko ze Skandynawii, ale też Hiszpanii, Niemiec, czy Polonia z USA. Zresztą chętnych mamy więcej niż miejsc. To potwierdzenie międzynarodowej marki UMB. Dlatego będziemy się starali, żeby nasi studenci - wzorem innych uczelni - mogli odbywać część zajęć klinicznych w swoich krajach. Dzięki temu będziemy jeszcze bardziej rozpoznawalni w świecie.

     

    Luka pokoleniowa grozi też pielęgniarstwu.

    - To też jest kwestia wysokości pensji. Ja to powtarzam podczas wielu spotkań: brak pielęgniarek w szpitalach to nie kwestia zbyt małych limitów na studiach, a zbyt małych pensji dla osób zaczynających pracę w zawodzie.

    Choć obecnie jesteśmy systemowo osłabiani zarówno w szpitalu, jak i na uczelni, to wierzę, że to się zmieni. Kształcimy w zawodach, które są jednymi z najlepszych na rynku pracy. A do tego są bardzo perspektywiczne.


     

     

    Powrót