Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. Aktualności.
  • Aktualności

    Wakacje w szpitalu. Hulajnoga elektryczna to nie zabawka - apelują lekarze z UDSK

    30.06.2026 11:39
    Autor: Biuro Komunikacji i Popularyzacji Nauki

    38 w roku 2024, 41 w 2025 roku i aż 56 tylko do 24 czerwca 2026 roku - tyle dzieci trafiło do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku po urazach związanych z jazdą na hulajnodze elektrycznej. Pomimo apelów Policji i lekarzy liczby rosną, a wakacje dopiero się zaczęły. Dlatego dziś (30 czerwca 2026 r.) lekarze z UDSK, którzy na co dzień przyjmują małych pacjentów z urazami na SOR, ponownie proszą rodziców o czujność, rozmowę z dziećmi i realną kontrolę nad tym, jak ich pociechy korzystają z hulajnóg elektrycznych. Konsekwencje wypadków bywają dramatyczne.

     

    To nie są wyłącznie otarcia, siniaki czy drobne złamania. Do szpitala trafiają dzieci z ciężkimi urazami czaszkowo-mózgowymi, złamaniami kości czaszki, krwiakami wewnątrzczaszkowymi, stłuczeniami mózgu, urazami oczodołów, szczęki, żuchwy, zębów, kończyn oraz narządów wewnętrznych, w tym płuc, wątroby i śledziony.

     

    Jak podkreślał prof. Adam Hermanowicz, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK, specjalista neurochirurgii dziecięcej, lato - od momentu upowszechnienia hulajnóg elektrycznych, jako środka transportu dostępnego również dla nieletnich, oznacza dla szpitala gwałtowny wzrost liczby urazów.

     

    Mamy lato, dzieci zaczynają wakacje, więc liczba urazów znacząco wzrosła. Obciążenie pracą na izbach przyjęć i SOR-ach jest ogromne. W tej chwili naprawdę królują hulajnogi. A te hulajnogi osiągają gigantyczne prędkości. Standardowo jadą 20–25 km/h, ale zdarzają się takie, które są w stanie jechać znacznie szybciej. Jeżeli dziecko jedzie bez kasku, czasem we dwoje, ryzyko bardzo poważnych obrażeń jest ogromne - mówił prof. Hermanowicz.

     

    Lekarze zwracali uwagę, że najcięższe są urazy głowy. Mogą wymagać leczenia zachowawczego, ale także skomplikowanych operacji neurochirurgicznych, usuwania krwiaków czy repozycji kości czaszki.

    Najcięższe urazy czaszkowo-mózgowe mogą pozostawiać trwałe następstwa: niedowłady, deficyty ruchowe, zaburzenia koncentracji, zaburzenia pamięci. To są bardzo ciężkie urazy, jeżeli chodzi o głowę - podkreślał prof. Hermanowicz.

     

    O tym, jak cienka jest granica między zwykłym wyjściem z domu a walką o życie dziecka, opowiedziała mama 14-letniego Sebastiana. Chłopiec miał wypadek 19 czerwca, niedaleko domu. Wyjechał hulajnogą elektryczną i po około 200 metrach zderzył się z samochodem. Miał kask, ale najprawdopodobniej był on niezapięty albo zapięty zbyt luźno.

     

    Na początku myśleliśmy, że to będą lekkie obrażenia. Dopiero w szpitalu dowiedzieliśmy się, że są bardzo, bardzo poważne. Jego stan zagrażał życiu. Najbliższe trzy, cztery doby były decydujące. Dla nas był to czas straszny, czas oczekiwania na dobrą wiadomość - mówiła mama chłopca.

     

    Sebastian został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W UDSK wykonano tomografię głowy, brzucha i kończyn. Lekarze stwierdzili bardzo poważny uraz głowy, liczne obrażenia czaszki, stłuczenia, złamania, obrzęk mózgu oraz złamanie kości piszczelowej i strzałkowej.

     

    Największym zagrożeniem dla jego życia był uraz głowy. Po wybudzeniu syn obudził się taki jak sprzed wypadku. Widział, słyszał, rozmawiał logicznie. To było dla nas niemal nierealne. Ale wakacje tym razem będą inne. Noga w gipsie, później orteza i rehabilitacja - opowiadała mama Sebastiana.

     

    Jej apel do innych rodziców był prosty: sam kask na głowie nie wystarczy.

     

    Proszę sprawdzać zapięcia. To, że dziecko ma kask założony na głowę, nie znaczy, że jest zabezpieczone. Kask musi być zapięty, musi być ściśle zapięty, nie może być luźny ani rozpięty. Kask założony na głowę nie oznacza, że chroni naszą głowę - mówiła.

     

    Prof. Ewa Matuszczak, zastępca kierownika Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK, specjalista chirurgii dziecięcej, przypominała, że hulajnoga elektryczna jest pojazdem mechanicznym, który może rozwinąć dużą prędkość. Uraz po takim wypadku może być wielomiejscowy i obejmować jednocześnie głowę, kończyny oraz narządy wewnętrzne.

     

    Ciężki uraz może oznaczać długotrwałą, a nawet wieloletnią rehabilitację. Może wymagać kolejnych zabiegów, także korekcyjnych. Niestety ciężkie urazy czaszkowo-mózgowe mogą pozostawić trwałe deficyty poznawcze i ruchowe. Takie dziecko może wymagać opieki rodziców do końca życia - ostrzegała prof. Ewa Matuszczak.

     

    Profesor podkreślała, że kask jest konieczny, ale nie zastąpi rozsądku.

    Nasza najważniejsza centrala to głowa, nasz mózg. Kask jest obowiązkowy, ale kask nie zastąpi zdrowego rozsądku. Nie uchroni nas, jeżeli będziemy pędzić hulajnogą z niedozwoloną prędkością. Taki uraz będzie urazem o bardzo dużej energii i może mieć dramatyczne konsekwencje — mówiła prof. Matuszczak.

     

    O technicznej stronie zagrożenia opowiedział mgr inż. Daniel Ołdziej z Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej. Wyjaśniał, że hulajnoga elektryczna ma małe koła, zwykle 8–10 cali, dlatego nawet niewielka przeszkoda może doprowadzić do utraty kontroli nad pojazdem.

    Krawężnik, nierówność na chodniku, drobne kamyczki, piasek czy nawet małe zwierzę, które nagle pojawi się na drodze, mogą sprawić, że praktycznie nie mamy większych szans. Hulajnoga nie jest pojazdem terenowym. Jest przeznaczona do płaskich, stabilnych nawierzchni - tłumaczył.

     

    Jak podkreślał, standardowo hulajnogi poruszają się z prędkością około 20 km/h, ale część z nich można odblokować do znacznie wyższych prędkości. W połączeniu z masą dziecka i masą pojazdu daje to ogromną energię, która w chwili zderzenia musi zostać gdzieś przekazana.

     

    To jest duże niebezpieczeństwo, które zazwyczaj skutkuje poważnymi obrażeniami. Pierwszą linią obrony jest świadomość rodzica. To rodzic musi czuwać nad dzieckiem, tłumaczyć zagrożenia i nie odblokowywać funkcji pozwalających na jazdę z niedozwoloną prędkością  - mówił mgr inż. Daniel Ołdziej.

     

    Lekarze z UDSK apelują szczególnie teraz, na początku wakacji. Dzieci mają więcej wolnego czasu, częściej zostają same, spotykają się z rówieśnikami i korzystają z hulajnóg jako szybkiego, atrakcyjnego środka transportu. Dla dorosłych oznacza to konieczność rozmowy, sprawdzania sprzętu i jasnego stawiania granic.

     

    Jeden przejazd bez kasku, jedna zbyt duża prędkość, jeden niezauważony krawężnik albo chwila brawury mogą skończyć się nie tylko utratą wakacji. Mogą nieodwracalnie zmienić życie dziecka i jego rodziny.

    Powrót