• Ostatnia zmiana 11.02.2015 przez Medyk Białostocki

    Bezwstydna bezmyślność

    „Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic…”, jejku, jak ja tę Nosowską rozumiem. Obowiązek obowiązkiem jest i coś trzeba spłodzić.

    Tryumf święci bezwstydna bezmyślność tzw. „publicystów”, albo blogerów, którzy już wszystko mogą powiedzieć. Mamy już całe portale internetowe, które szczują dosłownie od rana do nocy i robią przy tym za strażników prawdy

    Za oknem powoli dogasa huk fajerwerków kończących kolejny Wielki Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a to, jak nic, oznacza, że zaraz będziemy mieli kolejną falę hejtu na Owsiaka i jego dzieło. Znowu jakiś prawicowy prawdziwek powie, że gdyby dostał taki czas antenowy i wsparcie samorządów lokalnych, to by lepszą orkiestrę zrobił. I niech się koniecznie Owsiak wytłumaczy z finansów, bo audyty i kontrole skarbówki to śmiech na sali, a przecież internauci udowodnili (oni zawsze muszą się podpierać internautami, sami nic nie znajdą), że tam coś śmierdzi.

    Jestem w takim wieku, że pamiętam początki Wielkiej Orkiestry. Dość mocno związane były one ze środowiskiem polskiego rocka, które przeżywało na początku lat dziewięćdziesiątych chwile świetności, choć po czasie widać, że równocześnie był to jego łabędzi śpiew, jak zresztą rocka w ogóle. Ale wtedy dzieciaki (w tym ja) z wypiekami czekały na kolejną płytę Acid Drinkers, Proletaryatu, czy Iry, a Hey grał na gitarach, a nie na keyboardach. Serio, tak było.

    Orkiestra została silnie wsparta przez całe środowisko rockowe, które grało darmowe koncerty, z których dochód wspierał fundację Owsiaka. Wszystko rodziło się spontanicznie, czasem w oparciu jedynie o znajomości Owsiaka i Waltera Chełstowskiego. Telewizja publiczna również pokazała finał raczej jako relację z niesamowitego, dziejącego się w naszym kraju wydarzenia. Bo to było niesamowite. Tysiące wolontariuszy, spontaniczne datki i prezenty dawane przez ludzi w każdym wieku, poczucie wspólnoty, wreszcie niesamowity wynik pierwszego finału, który w tamtych czasach rzucał na kolana. Każdy, kto choćby otarł się wtedy o to wydarzenie, miał ciarki na plecach z emocji i czuł dumę z uczestnictwa w czymś ważnym i po ludzku dobrym.

    Po latach Orkiestra nie jest już utożsamiana tak silnie ze środowiskiem muzycznym, w zasadzie jedynie Przystanek Woodstock przypomina jeszcze o korzeniach akcji. Fundacja okrzepła, sprofesjonalizowała się i niepostrzeżenie weszła w wiek średni. Sam Jurek Owsiak jest już o te ćwierć wieku starszy, ale zachowuje entuzjazm i wiarę w to, co robi sprzed lat. Niestety, otoczenie się zmieniło. Pierwszy finał to były jeszcze czasy „przedinternetowe”, ba!, nawet „przedkomórkowe”. Pewnych rzeczy się nie mówiło, bo nie wypadało. Ano tak, nie wypadło, była kiedyś taka kategoria. Po prostu nie wypadało się chełpić tym, że się odmówiło datku na akcję charytatywną, tak samo, jak nie wypadało mówić, że zrobiłbym taką akcję lepiej, ale mi telewizja czasu antenowego nie daje. Teraz jednak można już mówić prawie wszystko.

    Tryumf święci bezwstydna bezmyślność tzw. „publicystów”, albo blogerów, którzy już wszystko mogą powiedzieć, napisać, zwalić na internautów. Mamy już całe portale internetowe, które szczują dosłownie od rana do nocy i robią przy tym za strażników prawdy i moralności. Na ich czele stoją tacy ludzie, jak osobnik, którego osobiście uznaję za Wunderwaffe ateistów, bo ile razy pokaże w telewizji swą bezgraniczną „miłość bliźniego” o tyle ilość osób deklarujących przywiązanie do chrześcijaństwa maleje.  A tacy osobnicy występują w TV często, bo są „kontrowersyjni” i się klikają. Potem wychodzą z całodniowego obchodu po mediach i płaczą, że w głównych mediach ich nie ma. Cyrk po prostu, ale tak to teraz wygląda. Na tym tle Owsiak, który naiwnie rozlicza się co do grosza, i prosi o merytoryczną krytykę i oszczędzenie uczestnikom finałów Orkiestry hejtu, jest staroświecki i jakby niedzisiejszy. Kto zresztą wie, może to właśnie również przyciąga do niego szukającą autorytetów i autentyzmu młodzież.

    A chłopaki ze szczujni mieli już i swoją telewizję, i swoje gazety. Mają je nadal, podobnie jak radia i portale. Jest to jednak gatunek ludzi, którzy jak dostaną dwie kulki, to jedną zgubią, a drugą zepsują. W związku z tym długo jeszcze będziemy mieli wybór: dajemy na Owsiaka, albo nie dajemy. Na to, że pojawi się inna podobna inicjatywa z drugiej strony, nie ma co liczyć. Może i szkoda, ale to nie jest wina ani moja, ani Owsiaka.

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.