Depresja to dziś jeden z najważniejszych tematów debaty publicznej – również w ochronie zdrowia. Choć coraz więcej mówi się o niej rzetelnie, w przestrzeni medialnej nie brakuje też pseudofachowców, którzy próbują budować na niej własną popularność.
W Medyku Białostockim wybieramy rzetelność i niezmiennie stawiamy na ekspertów. O depresji rozmawiamy z prof. Napoleonem Waszkiewiczem, Kierownikiem Kliniki Psychiatrii UMB i USK.
Magda Święcicka: Ten wywiad będzie trochę inny. Pytania zadadzą czytelnicy. Ludzie w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami życiowymi, o różnym spojrzeniu na świat. Niektóre mnie zaskoczyły i na pewno nie zadałabym ich, gdybym polegała tylko na swojej wrażliwości i wiedzy. Co ciekawe, odważniejsze w stawianiu pytań i zdecydowanie bardziej otwarte były kobiety. Panowie wydają się nadal dość wycofani.
Prof. Napoleon Waszkiewicz: To jest dość typowe, jeśli chodzi o Panów. Oni inaczej niż kobiety konfrontują się z problemami. Częściej zamykają. W przypadku problemu np. z depresją, wpadają w nałogi, sięgają po alkohol, żeby zredukować napięcie, zapomnieć, żeby się odciąć. Nie potrafią mówić o emocjach i tu zaczyna się często spirala, bo musimy pochylić się nad pacjentem w kryzysie i depresji, i nałogu. Kobiety inaczej, znacznie częściej mówią o problemie, analizują. Łatwiej im zwrócić się po pomoc. Są bardziej dociekliwe, szukają przyczyn osłabienia nastroju – u siebie i u innych (u dzieci, męża, rodziców).Zacznijmy więc od pytania kobiety, w trosce o dziecko. Agnieszka: jak nie przegapić depresji u dorastającego syna?
Pewnie wszyscy znają takie powiedzenie, że paluszek i główka to szkolna wymówka. I trochę jest w tym prawdy. Młodość to jest po części niedojrzałość. Kora mózgu u młodej osoby dojrzewa w ten sposób, że jej mózg ma za dużo połączeń synaptycznych i wycina te niepotrzebne. Robi to tak, żeby pozostające połączenia były bardziej klarowne, bardziej kontrolujące to, co się dzieje, bo inaczej jest chaos. W związku z tym dojrzewanie mózgu młodej osoby to jest „zjadanie” swoich, kolokwialnie mówiąc, nadmiernych połączeń. Ta osoba ma mnóstwo emocji w sobie, nie jest w stanie nad nimi zapanować. Dlatego depresyjność u młodzieży jest spora, to kilkanaście procent, nawet do 20. Pojawia się burza hormonalna, ona powoduje rozchwianie, labilność emocjonalną. A struktura czołowa mózgu, która kontroluje emocje, dojrzewa około 20-25 r.ż.
Na jakie symptomy rodzic nastolatka ma zwracać uwagę? Jak ma odróżnić brak dojrzałości, niestabilność emocjonalną od depresji?
Brak energii to podstawowy objaw. Ale taki przedłużający się, trwający tygodniami, niekiedy miesiącami.
Wrócę na chwilę do przykładu mężczyzn i kobiet, bo to nam się przyda w odniesieniu do młodych ludzi. U mężczyzn jest tak, że część z nich nie jest w stanie mówić o emocjach. Tak samo młodzież, która dopiero się tego uczy.
Kobieta, nie mając tej energii, np. zapłacze. Powie, że jest jej trudno, że nie ma siły. Będzie te emocje okazywać. Mężczyzna raczej pójdzie w kierunku drażliwości, w skrajnych przypadkach nawet w agresję. Zacznie nadużywać różnych substancji. To jego sposób na poradzenie sobie z trudnymi emocjami.
Tak samo młoda osoba. Cechą charakterystyczną depresji młodzieńczej jest to, że taka osoba nie ma energii, a przecież musi chodzić do szkoły. Wtedy będzie wchodzić w konflikt z rodzicem, będzie drażliwa. Generalnie w systemie dorastania jest to naturalne, że ten kryzys się pojawia. Taki typowy bunt młodzieńczy powinien wystąpić. Jednak bunt młodzieńczy to nie jest brak energii.
Rozumiem, że rodzice nastolatków, którzy są przyzwyczajeni do tego, że ich dzieci są drażliwe, muszą być wyczuleni przede wszystkim na brak energii i tak mogą odróżnić nastoletni bunt od depresji?
Zdecydowanie. Osoba, która przeżywa bunt wyjdzie do znajomych, bo nie chce za dużo czasu spędzać z rodzicami. Rodzice przecież nie mają racji, „mało o mnie wiedzą”. I to jest naturalna kolej rzeczy, można rzec podręcznikowe dojrzewanie. Rodzice też wtedy myślą sobie, OK – zaczyna się okres buntu, ale minie. Jeżeli jednak ktoś zalega cały czas w domu, nie chodzi do szkoły, bo nie jest w stanie, a do tego jest drażliwy i konfliktowy, to tu jest ta różnica. Pojawiają się też, z niepokoju, objawy somatyczne – ból brzucha czy głowy.
Wtedy trzeba iść do specjalisty?
Powinniśmy wyjaśnić tę sytuację. Co się dzieje, co jest nie tak? Może są jakieś trudności w domu, w szkole? Warto, żeby ten rodzic przede wszystkim porozmawiał z dzieckiem. To nie jest łatwe. Nie zawsze młoda osoba chce rozmawiać. Wtedy musimy dopytać: dlaczego nie masz energii, dlaczego tyle śpisz w dzień, itp. Dopiero po takiej rozmowie warto udać się do specjalisty, bo to może być depresja.
Pyta Ewa: jak odróżnić chandrę od depresji?
Chandra jest zawsze przejściowa. Depresja zazwyczaj narasta, sama z siebie nie mija. Jest nawet taka lekka depresja, która może być sezonowa i po tym sezonie znika. Sama chandra trwa chwilę. Jej przyczyn może być kilka. Jeżeli mamy gorsze samopoczucie, to coś na to wpływa. Mamy trudności w pracy, w relacjach i to jest chandra. Jesienią, zimą to nasze samopoczucie także bywa gorsze. Wtedy część wypije kawę, żeby się zaktywować. A nawet trzy – jeśli jest taka potrzeba. Część sięgnie po słodycze czy spotka się z przyjaciółmi, pójdzie na zakupy, żeby poprawić sobie nastrój. I chandra mija. Depresja nie poddaje się tak łatwo.
To w Polsce w 80 proc. pewnie mamy zimową chandrę, a nie depresję?
Każdy naród to przechodzi. Włosi też cierpią na zaburzenia depresyjne i to na tym samym poziomie co u nas. Słońce wszystkiego nie załatwia.
Tu mnie Pan zdziwił, to przecież bardzo pogodny, wydawałoby się, naród.
A jednak. Słońce i kawa to nie wszystko.
Pyta Monika: czy depresja jest uleczalna, czy tylko zaleczana?
Jest uleczalna, ale pod warunkiem, że zadbamy o siebie. Np. stres działa mocno prodepresyjnie, wpływa na naszą immunologię, powoduje zmniejszenie aktywności niektórych okolic mózgu. Podam Pani przykład. Przychodzi do mnie pacjent i pyta: do kiedy mam brać leki? A ja mówię: nie wiem. To zależy od tego, co się będzie działo w twoim życiu.
Leki antydepresyjne są bardzo skuteczne, działają na poziomie 70 proc., nawet w przypadku epizodów lekoopornych. Jednak, jeśli ta osoba wraca do środowiska, w którym np. odczuwa permanentny stres, to choroba wróci. Terapia lekowa musi więc iść w parze z psychoterapią, żeby zacząć inaczej rozwiązywać swoje problemy i żeby docelowo zredukować stres.
Czyli depresja jest uleczalna, ale… trzeba wyeliminować lub zredukować stres w swoim najbliższym otoczeniu?
Postarać się, to na pewno. Depresję leczy się (farmakologicznie) relatywnie szybko, po miesiącu, po sześciu tygodniach zazwyczaj ustępuje. Natomiast jeżeli będziemy podtrzymywać permanentny stres, myślę np. o trudnej sytuacji w rodzicie czy w pracy, to depresja wróci, ewentualnie – dzięki lekom, łatwiej będzie tylko tolerować tę stresującą sytuację.
Pytanie od seniorki Pani Teresy: czy samotność wpływa na depresję u osób starszych? Z dopowiedzeniem ode mnie: czy poczucie izolacji, braku roli społecznej to też jest czynnik depresyjny?
Samotność jest jednym z największych czynników ryzyka depresji. To pokazała pandemia. Część osób siedziała w domu, nawet w tzw. wielopokoleniowym, a i tak osoby te czuły się samotne. Nie wiedziały, jak ze sobą rozmawiać. Jak pójść i powiedzieć „chce mi się posiedzieć z tobą” czy zwyczajnie pobyć razem, obejrzeć serial, wypić herbatę.
Bardzo często starsze osoby proszą, żeby pomóc im posprzątać, albo pójść po zakupy. A przecież same są w stanie to zrobić. W rzeczywistości chodzi o to, żeby ktoś po prostu do nich przyszedł, pobył. Jak reagujemy, kiedy słyszymy takie prośby? Nam się ta osoba zaczyna kojarzyć z wysiłkiem, z tym, że coś od nas cały czas chce, dociąża nas. Czasami nawet idziemy do niej ze złością. A gdyby ten senior powiedział otwarcie: „chciałbym żebyś do mnie przyszedł, odwiedził mnie”, wtedy nie wzbudzałaby u drugiej strony złości, wręcz przeciwnie. Nikt nie nauczył naszych rodziców tak rozmawiać. Komunikują się objawami: ciśnienie mam wysokie, głowa mnie boli. I jeśli my słyszymy to codziennie, to nas denerwuje, a nie skłania do wizyty.
Z własnego doświadczenia wiem, że dużo łatwiej rzeczywiście odpowiedzieć na prosty komunikat: „dawno u mnie nie byłaś, przyjdź”, niż na ciągłe opowieści o dolegliwościach i bólach, które mają skłonić mnie do troski o tę drugą osobę.
Bo zupełnie inaczej czujemy się, kiedy ktoś nas naprawdę potrzebuje, gdy to wynika z jego wewnętrznej potrzeby spotkania z nami.
Samotność osób starszych byłaby mniejsza, gdyby otwarcie mówili, co czują, a nie znajdowali tematy zastępcze. Dodatkowo, żeby zaktywować nasz mózg, potrzebujemy bodźców. Potrzebujemy mieć ludzi dookoła. Chodzenie do pracy czy do szkoły wymusza kontakt społeczny. W związku z tym następuje aktywacja kory czołowej w mózgu, która jest niezbędna do tego, żeby funkcjonować. Mówi się, że nieużywanie pewnych części organizmu powoduje, że zanikają. Jest w tym trochę prawdy. Dlatego samotność jest tak dużym czynnikiem ryzyka depresji u seniorów. Dodatkowo samotność stresuje. Odczuwamy niepokój. Stres powoduje nasilenie immunologii i jeszcze bardziej przyhamowuje aktywność naszego mózgu. W związku z tym działa silnie prodepresyjnie. I z tym najczęściej borykają się starsze osoby.
Pytanie od Moniki: czy pogodne, uśmiechnięte osoby też mogą mieć depresję?
Mogą, oczywiście. Często zakładamy maski: choć mi się nie chce, nie mam na to ochoty, to żeby było przyjemnie, chcę być widziany jako ten wesoły. Proszę zauważyć, że jeżeli nie mamy za wiele energii w tej depresyjności, a jeszcze musimy dokonać tak dużego wydatku energetycznego, jak zakładanie radosnych masek, to kosztuje nas to jeszcze więcej energii. Błędne koło. Taka osoba, kiedy wróci domu z pracy, po całym dniu udawania radosnej, będzie czuła się jeszcze gorzej. Dlatego tak ważne jest pokazywanie rzeczywistych emocji. To aktor na scenie udaje. My jesteśmy ludźmi.
Jolanta pyta (na razie same panie, ale będą też panowie): depresja, a załamanie nerwowe - czy to są pojęcia równoznaczne?
Jeżeli ktoś jest w miarę uczciwy ze sobą, pokazuje emocje, nie zakłada masek, to u niego załamania – swoistego tąpnięcia, krańcowej sytuacji nerwowej, w której już dłużej nie da się rady normalnie funkcjonować - nie będzie.
Jeżeli takie osoby ponarzekają, porozmawiają z kimś o problemie (my to potocznie nazywamy wyrzucaniem z siebie emocji) okazuje się, że one – pomimo trudności – nieźle funkcjonują. Natomiast u osób, które udają, że nic się nie dzieje, w pewnym momencie dojdzie do granic, kiedy zabraknie energii. Nie będzie można już dłużej utrzymać tych wszystkich masek. I wtedy to tąpnięcie może być duże i możemy mówić o tzw. załamaniu nerwowym, a niestety emocjonalny i zdrowotny jego koszt będzie ogromny. Bo skoro wszystko przez lata było super i dookoła innym rozdzielałem tę energię, której w rzeczywistości nie miałem, to organizm kiedyś upomni się o prawdę.
Doczekaliśmy się wreszcie pytania od mężczyzny i to fundamentalnego, o rolę mężczyzn we współczesnym, sfeminizowanym świecie. Jacek: czy rola mężczyzny przez emancypację kobiet została umniejszona? Czy supermenów zastąpiły supermenki i czy to może mieć wpływ na męską depresję? – domyślam się, że w pytaniu chodzi o to, że umniejszona społecznie rola mężczyzn może źle wpływać na ich pewność siebie, a w konsekwencji skończyć się depresją.
Może, ale to jest indywidualna kwestia postrzegania siebie i swojej osobistej roli w rodzinie czy społeczeństwie. Jeżeli dokonuje się nagła zmiana, to taka osoba „supermeńska” może odczuwać skutki zmiany i – co gorsza – przecież nie podzieli się nimi otwarcie, nie powie nikomu, że źle się z tym czuje. Wychowywano ją w dogmacie „chłopaki nie płaczą”.
Naszą wspólną ludzką cechą jest to, że lubimy być zauważeni, docenieni. Lubimy czuć się dobrze, być potrzebnym. Jeśli tego brakuje – w związku czy w pracy - trudno o dobre samopoczucie. Na pewno warto o swoich emocjach rozmawiać. Tym bardziej, że depresja u mężczyzn może mieć dość skomplikowany przebieg. Niezależnie od powodu, trzeba trzymać rękę na pulsie.
Justyna: czy wypalenie zawodowe równa się depresja?
Trzeba najpierw dowiedzieć się więcej o sobie. Warto wybrać się do psychiatry, terapeuty, może psychologa i zapytać, co się ze mną dzieje. Dlaczego czuję się wypalona? Wypalenie zawodowe to zazwyczaj zbyt duże obciążenie pracą, zbyt małe poczucie sensu tej pracy i być może także kwestia nieadekwatnego wynagrodzenia. Jeżeli nałoży się na to czynnik czasu, czyli jeśli ten stan frustracji trwa np. wiele lat, to tak – możemy mówić o wypaleniu zawodowym. Czy to depresja? To zależy od tego, czy mam energię do działania. Jeżeli pójdę na terapię i dowiem się więcej o sobie i okaże się, nie umiem sobie radzić w relacjach z ludźmi lub, że to moje środowisko pracy jest toksyczne i to ono utrzymywało we mnie długotrwały stres, który w konsekwencji doprowadził do braku energii i motywacji, to naturalnie mówimy o wypaleniu zawodowym i staramy się wskazać drogi, żeby ten ogień ponownie wzniecić. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ja to tolerowałem przez tyle czasu? Dlaczego teraz nie toleruję? Zauważenie tego wypalenia to powinien być moment zastanowienia się nad sobą.
Dorota pyta: czy jestem sobie sama w stanie poradzić z depresją? „Wezmę jakieś witaminy, suplementy, ashwagandę czy witaminę D i jakoś to będzie”. Czy jednak warto iść do specjalisty?
Obserwuję codziennie osoby, które próbują sobie radzić samodzielnie i ciągnie się to latami. Widzę też sezonowość w ich chorobie. Czasami wzięcie leków przeciwdepresyjnych pomoże w ten sposób, że przy nawrocie choroby osoba taka będzie startować z zupełnie innego poziomu. Pamiętajmy, że umiejętność samodzielnej pomocy sobie to też umiejętność zwrócenia się po pomoc do specjalisty. To jest bardzo duża siła naszego charakteru.
Czy możemy sobie pomóc sami? Trochę tak. Jeżeli jest to lekka depresja, czyli taka dająca jakieś pojedyncze objawy, np. problemy z koncentracją, z zasypianiem, brakuje energii, to można sobie dodać trochę wysiłku fizycznego. To zawsze poprawia samopoczucie. Można zmienić dietę na taką, która będzie miała więcej składników przeciwzapalnych. Jednak jeśli to nie skutkuje, to warto pójść do psychiatry, psychoterapeuty, psychologa, troszkę „pogadać”, żeby zorientować się, czy już potrzebujemy pomocy leków przeciwdepresyjnych czy wystarczy gorąca czekolada.
A jednak pytanie również ode mnie: dlaczego depresja teraz zbiera takie żniwo? WHO bije na alarm nazywając ją chorobą cywilizacyjną. Nasi rodzice kiedyś mówili słynne „weź się w garść” i … chyba się braliśmy. Depresji albo nie było, albo się o niej nie mówiło. Co się zmieniło?
Od tamtych czasów zmienił się nam profil społeczny. Zmienił się styl życia. Współzawodniczymy o wszystko. Właściwie już od szkoły podstawowej jesteśmy w jakichś rankingach. Czy to jest złe? Z jednej strony stymuluje to społeczeństwo do rozwoju, a z drugiej w rozwiniętym społeczeństwie jest więcej depresyjności z powodu stresu. Koło się zamyka. Częściej to zauważamy, częściej o tym mówimy, więc więcej osób się diagnozuje. Ale to słynne „weź się w garść” to zła pomoc. Fajnie, że są osoby, które potrafią sobie jakoś z depresją radzić, ale to działa do czasu.
Epidemiologia jest nieubłagana. Ponad połowa z nas do 75 r.ż. będzie miała jakieś zaburzenie psychiczne. Nam, psychiatrom, zależy na tym, żeby ta wiedza była powszechna. Jeśli tak się stanie, to napięcie związane z samym chorowaniem będzie mniejsze, ergo - chorowanie będzie słabsze. Świadomość, że można sobie z tym poradzić, zmniejsza napięcie. I to jest bardzo ważne i może ułatwić szukanie pomocy oraz radzenie sobie z kryzysem, jeszcze zanim ktoś zacznie sięgać po alkohol czy inne środki jako formę ucieczki.
Młodzi ludzie dzielą się często problemami z Chatem GPT. W teorii ma on zagregowaną wiedzę - wgrane podręczniki do psychologii, niewykluczone, że do psychiatrii również. Co Pan o tym sądzi – pyta mój kolega Piotr? Chat GPT terapeutą XXI wieku?
Może nie tak arbitralnie, ale … na razie nie słyszałem, żeby komuś zaszkodził. To takie narzędzie, które mamy pod ręką. Wstajemy o drugiej w nocy, nie możemy spać, otwieramy czat i rozmawiamy.
Kiedyś mój kolega zapytał Chat GPT, czy odczuwa empatię. Odpowiedział, że nie, ale potrafi bardzo dobrze ją udawać, bo tak został zaprogramowany. To już dużo, bo taka szczerość może budzić zaufanie. Trzeba jednak pamiętać, że Chat GPT nie ma intuicji ani własnego doświadczenia — operuje jedynie na wiedzy, w którą został wyposażony. Dlatego terapeuta wciąż pozostaje niezastąpiony: jest autentycznie empatyczny, potrafi odzwierciedlać emocje i świadomie korzysta z mechanizmów terapeutycznych, których żadna technologia nie zastąpi.
Natomiast jeśli taka rozmowa może komuś w jakiś sposób pomóc, to dlaczego nie. Zwłaszcza wtedy, gdy z różnych powodów nie ma możliwości spotkania z terapeutą. Bałbym się natomiast, gdyby zaczął udzielać konkretnych porad.
Tomek: jak dbać o naszą „głowę”, żeby nie zwariować? Podpytanie: jak hartować swoją psychikę? Mówi się, że musisz być twardy. To pomaga czy szkodzi? Czy unikać sytuacji, które wpływają na nas stresogennie?
Jeżeli mamy na to energię, żeby się trochę „pohartować”, to można. Czasami warto się skonfrontować z trudniejszymi emocjami, ale jeśli miałoby to wiązać się z długotrwałym stresem, to zdecydowanie odradzam. Szkoda naszego zdrowia.
Szkoda naszego zdrowia, jak we fraszce Jana Kochanowskiego „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”. No właśnie, co zrobić, żeby się nie zepsuło, to nasze najcenniejsze zdrowie – psychiczne.
Przede wszystkim troska o własne emocje i o ciało. O to, aby odżywiać się dobrze i nie dać się całkowicie pochłonąć siedzącemu trybowi pracy i życia. Brzmi jak gotowy przepis na sukces, ale wiemy, że tak nie jest — sam często łapię się na tym, że nie robię wielu rzeczy tak, jak powinienem. Myślę, że warto czasem sobie odpuścić i uznać, że nie jest się idealnym, i przez to realnym człowiekiem, ale też wprowadzać pewne działania profilaktycznie zanim pojawi się poważniejszy problem. I przede wszystkim trzeba być wobec siebie uczciwym.
I nie nakładać masek?
Dokładnie tak.
Rozmawiała Magda Święcicka


.jpg)