Dr Piotr Sielatycki został wybrany nowym prezesem Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku na kadencję 2026-2030. To były przewodniczący Samorządu Studentów UMB.
Wybory odbyły się w 14 marca 2026 r. podczas XLVI Okręgowego Zjazdu Lekarzy. Warto wspomnieć, że we władzach OIL w Białymstoku znalazło się jeszcze trzech innych byłych przewodniczących naszego uczelnianego samorządu: dr Rafał Kucharski, lek. Mateusz Grochowski, lek. Alan Tkaczuk i jedna wiceprzewodnicząca - dr Katarzyna Konończuk.
Wojciech Więcko: Czy ex-przewodniczący Samorząd Studentów UMB przejęli Okręgową Izbę Lekarską w Białymstoku?
Dr Piotr Sielatycki, Prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku na kadencję 2026-2030: - (śmiech) Na pewno wpłynęli na kształt nowej Okręgowej Rady Lekarskiej i jak nigdy dotąd będą wpływali też na jej pracę. A już poważnie, nie jest to przejęcie Izby przez Samorząd Studentów UMB, a pewna konsekwencja tego, jak praca w uczelnianym samorządzie nas ukształtowała, jak nauczyła współpracy, jak przygotowała do pracy w pewnym środowisku i na określonych stanowiskach. To jest też konsekwencja tego, jak dobrze nam się ze sobą pracowało.
Samorząd studencki czy ten zawodowy ma bardzo wiele wspólnych cech. Oczywiście w Izbie operujemy w zupełnie innej skali. W samorządzie zawodowym środowisko jest bardziej spójne, bo są tu tylko dwa zawody: lekarze oraz lekarze-dentyści. W samorządzie studenckim pod tym względem było o wiele bardziej różnorodnie.
A kto jest bardziej zdyscyplinowany w pracy?
- W samorządzie studenckim wszyscy są w miarę tak samo niedoświadczeni, zwykle na początku swojej dorosłej drogi, wszystkiego się uczymy, staramy się ze wszystkimi współdziałać i dopiero zdobywamy doświadczenie.
W samorządzie zawodowym mamy już wielu poważnych i doświadczonych członków. Są to szefowie dużych jednostek czy organizacji, a nawet przedstawiciele bardzo zamożnych placówek. Do tego dochodzą osoby z wysokimi tytułami naukowymi i z ogromnym doświadczeniem zawodowym. Dodatkowo – już niezależnie od pełnionych funkcji w Izbie – my często znamy się prywatnie, np. ze wspólnej pracy, konferencji, spotkań środowiskowych. Faktem jest, że w Izbie przestrzeń do różnicy zdań i poglądów jest większa niż na uczelni.
Mniej więcej pół roku przed wyborami do władz w Izbie, mówiono całkiem głośno, że „młodzi idą”.
- Faktycznie teraz zgłosiło się więcej młodych osób do działania w ramach naszego samorządu. To już trend w całym kraju, że młode pokolenie się zaktywizowało. To było też widać na Krajowym Zjeździe Lekarzy. Tam na sali mniej więcej połowa osób była w trzeciej lub czwartej dekadzie życia. To się bardzo rzucało w oczy.
Skąd się to bierze? Przez wiele lat opinia o pracy na rzecz Izby nie była szczególnie pozytywna: dużo obowiązków, dużo pretensji i w zasadzie nic w zamian.
- Teraz następuje zmiana pokoleniowa. Ja jestem z rocznika 1989. Urodziłem się na początku zmiany systemów, więc nic nie mogę powiedzieć o PRL-u. Nawet nie raczkowałem, kiedy ten ustrój się kończył. Ludzie, którzy teraz przyszli, wrośli już w zupełnie innym myśleniu. Nie mają w sobie tych wszystkich schematów działania narzuconych na poprzednie pokolenia. Po transformacji duża część osób, tzw. milenialsów, stwierdziła, że nie są beneficjentami systemu, który ich otacza, a mimo to musieli się mierzyć z problemami, które wynikały z zaszłości. Dziś zupełnie inaczej się do tego podochodzi. I chyba dlatego zaczęły się oddolnie zawiązywać małe jądra kondensacji idei, a za tym poszło działanie, żeby to zmieniać.
Podam przykład z 2022 roku, z momentu wybuchu wojny na Ukrainie. Kilka koleżanek z naszego rejonu stworzyło oddolnie akcję „Medycy dla Ukrainy”. Ona w krótkim czasie rozlała się na cały kraj. W ramach tej akcji w krótkim czasie zaczęło współdziałać ze sobą kilka tysięcy osób. A to wszystko zaczęło się oddolnie. Skrzyknęło się kilka osób i wzięły sprawy w swoje ręce. Część tych lekarzy udało się teraz zaangażować do pracy w naszym samorządzie. Pozostałe osoby to kontakty jeszcze z czasów studenckich. Znamy się, wiemy jak się nam wzajemnie współpracowało i ufamy sobie.
Druga sprawa jest taka, że Izba Lekarska nie jest aż tak leciwym organem, jak się wszystkim wydaje. Ona powstała dopiero po przemianach ustrojowych w Polsce po 1989 roku. Przede mną było tylko czterech prezesów. A pan profesor Jan Stasiewicz był tutaj tak długo, że jest absolutnym architektem tej instytucji. Teraz część osób, która po 1989 roku tworzyła naszą Izbę, zaczęła ustępować pola młodszym. Powstała luka pokoleniowa.
Lepsza komunikacja
Kiedyś bardzo zasłużony dla UMB profesor powiedział mi, że zwyczajnie nie opłaca się piastować ważnych funkcji. Poświęcony czas to jedno, ale nawet finansowo bardziej się opłaca przyjmować pacjentów w prywatnej praktyce, niż działać w organizacjach zawodowych.
- Coś w tym jest. Patrząc na to tylko w ten sposób, to faktycznie nie jest to atrakcyjna oferta. Dużo poświęcasz, wkładasz w to swoje serce, jest dużo nerwów, starasz się, a i tak będą krytykowali. Tylko, że samorząd jest naprawdę bardzo dobrym narzędziem do tego, żeby móc coś zmienić, poprawić, móc być rzecznikiem w naszych sprawach. W pojedynkę tego się nie osiągnie.
Z jaką obietnicą stanął Pan przed członkami Okręgowego Zjazdu Lekarzy w Białymstoku? Czym Pan przekonał koleżanki i kolegów, by dali Panu mandat prezesa?
- Ja przedstawiłem im nową wizję funkcjonowania Izby opartą na czerech filarach. Po pierwsze - samorząd nie nadążył za przemianami w sferze komunikacyjnej. Stał się zamknięty na swoje środowisko. Z resztą samo środowisko nie czekało na zmiany w Izbie, tylko znalazło swoje własne kanały informacyjne. To nie jest tak, że nasza Izba przestała nagle pracować. Ona pracowała dobrze i skutecznie. Tylko nie potrafiła o tym mówić. To jak ze starym radiem, które nadal gra na falach długich, chociaż wszyscy już słuchają swoich rozgłośni tylko na FM.
Przegapiony został moment utraty kontaktu ze środowiskiem lekarskim. A w terenie to już szczególnie. Chcemy to szybko zmienić i dostroić się do współczesności. Nasze środowisko operuje już głównie w infosferze internetu, mediów społecznościowych, newsletterów, skrzynek mailowych.
Druga rzecz to dostosowanie naszej organizacji, pracy biura do potrzeb lekarzy. Ja nie jestem rewolucjonistą, ale jeżeli są zgłaszane problemy z dostępnością Izby jako organu administracyjnego czy z załatwianiem pewnych spraw, to coś tu nie gra. Trzeba zareagować. Będziemy chcieli przenieść część działalność administracji do sfery online. Żeby to, czy ktoś mieszka w Białymstoku, Sejnach czy pod Łomżą nie miało znaczenia dla szybkości załatwienia jego sprawy. Przypominałem też, że Izba jest dla lekarzy, a nie lekarze są dla naszego biura. Słowo „izba” to synonim słowa „dom”. Chciałbym, żebyśmy w naszej Izbie tak się czuli.
Trzecia rzecz - to dla mnie flagowy projekt, którym będzie się zajmował wiceprezes Mateusz Grochowski – to mocniejsze postawienie na szkolenia dla lekarzy i lekarzy-dentystów, które będą organizowane przez Izbę. Wiele izb w kraju idzie w tym kierunku, żeby kształcenie podyplomowe było właśnie ich domeną. My też tak chcemy. Dodatkowo chcemy, żeby to Izba zajmowała się zliczaniem punktów edukacyjnych, żeby to działo się automatycznie i nie trzeba było samodzielnie szukać swoich certyfikatów po odbytych kursach.
Chcę też, żeby w ramach składek, które do Izby wpłacają lekarze, mogli oni wybierać sobie szkolenia przez nas proponowane. Żeby wiedzieli, że skoro płacą na Izbę niemałe pieniądze, to coś z tego mają.
Ostatni punkt to nasza baza lokalowa i myślę, że to zajmie mi w tej kadencji najwięcej czasu i wysiłku.
Plan krótki, ale pracy ogrom.
- Oprócz tych wszystkich poruszonych kwestii, uważam, że Izba powinna też być pewnego rodzaju think tankiem. Musi być bardziej obecna w debacie publicznej. Musimy sami wychodzić z inicjatywą, być opiniotwórczy. Musimy proaktywne prowadzić komunikację medialną w sprawach dotyczących lekarzy. Nie możemy zostawiać ich bez wsparcia. To bezsprzecznie trzeba zmienić.
Już teraz udało się nam zwiększyć naszą delegację w strukturach Naczelnej Rady Lekarskiej. Ze ścisłymi władzami mamy bardzo dobry kontakt. Liczę, że to się przełoży na legislację stricte dotyczącą działań Ministerstwa Zdrowia czy legislację sejmową.
Jeżeli te pierwsze trzy punkty uda mi się spełnić w tej kadencji, to będę uważał, że nie zmarnowałem tu swojego czasu.
Jestem już po spotkaniach w Urzędzie Wojewódzkim, w Urzędzie Marszałkowskim, w Urzędzie Miasta Białegostoku oraz w Kurii Arcybiskupiej. Pojawiają się prośby o wsparcie szkoleń dotyczących obrony cywilnej, a także szkoleń w parafiach dotyczących obsługi defibrylatorów automatycznych. Nasi lekarze chcą się angażować w takie przedsięwzięcia.
Nowa siedziba OIL
Czwarty punkt, czyli infrastruktura Izby, to będzie osobny rozdział w rozliczeniu kadencji?
- Poprzednie Walne Zgromadzenie OIL podjęło decyzję o tym, że jest nam potrzebna nowa siedziba. Ta nasza obecna przy ul. Świętojańskiej nie spełnia współczesnych wymagań. Nie posiada żadnego zaplecza szkoleniowego dla dużych grup, nie mamy parkingu, nie spełniamy wymogów stawianych budynkowi administracji publicznej, choćby dostępu dla osób niepełnosprawnych.
W poprzedniej kadencji kupiona została działka przy ulicy Niedźwiedziej i zostały podjęte prace projektowe nad budową nowej siedziby Izby. Teraz przed nami stoi decyzja o tym, jaki ma być ostateczny kształt inwestycji, biorąc zwłaszcza pod uwagę stosunek kosztów do potrzeb, jakie musimy uzyskać. Nie chcemy zaciągnąć kredytów, które będziemy spłacać latami, kosztem ograniczenia działalności Izby. Zwłaszcza jeśli chodzi o jej działalność szkoleniową, wsparcie socjalne, możliwość pomocy prawnej, psychologicznej dla naszych członków.
Czy jest jakiś termin, do którego obiekt ma powstać?
- Pierwsze plany zakładały rok 2028 jako moment rozpoczęcia prac budowlanych. Obecnie konsultujemy różne scenariusze tej inwestycji.
Jedną z moich pierwszych decyzji jako prezesa było to, żeby decyzję o momencie rozpoczęcia budowy nowej siedziby, uzależnić od sprzedania naszego Domu Lekarza w Turośni Kościelnej. Kiedy zaczęliśmy szerzej informować o tym, że chcemy sprzedać ten obiekt, to pojawiło się większe zainteresowanie. Obecnie prowadzimy rozmowy z kilkoma oferentami.
Marzenia
Pamięta Pan moment, kiedy pierwszego dnia wszedł Pan do Izby jako nowy prezes?
- Pamiętam, że przez pierwsze dwa tygodnie po wyborach, to w zasadzie nie spałem. Wiedziałem co na siebie biorę i czułem odpowiedzialność za to. Przejęcie nowych obowiązków musiało zająć tyle czasu. Dziś to już się wszystko poukładało, okrzepłem, mam lepsze rozeznanie w wielu kwestiach. Dlatego mam ogromne podziękowania dla mojej żony i dzieci, że pomogły mi przetrwać ten trudny czas.
Jest Pan zadowolony z wyborów członków do organów działających w Izbie?
- Tak. Jesteśmy zdecydowanie zgranym teamem. Bardzo mnie cieszy różnorodność tych zespołów, bo naprawdę mamy mozaikę doświadczenia samorządowego i naukowego, a z drugiej strony energię wynikającą z młodości, która pozwala marzyć i stawiać sobie cele, które patrząc na chłodno, wydają się być poza zasięgiem.
Bez tego Pana też by pewnie nie było w tym miejscu?
- Myślę, że tak. Czasami potrzebna jest taka młodzieńcza fantazja i myślenie - a dlaczego ma się nam to nie udać? I człowiek wtedy to robi.
Gdybym miał myślenie minimalistyczne, to działalności Izby można ograniczyć tylko do trzech aspektów: sąd lekarski, okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej i rejestr praktyk. To absolutne minimum, żeby wypełnić wszelkie zobowiązania wynikające z przepisów. Wystarczyłoby prowadzić trzy biura i nikt by nie mógł nic zarzucić. Do tego bym narzekał, że jest źle i nic się nie da zrobić.
Tylko czy to jest to, czego potrzebują lekarze w naszym regionie? Ja uważam, że nie. Myślę, że oczekują czegoś znacznie więcej. Dlatego zbieramy tutaj ludzi z pasją i zaangażowaniem, którzy mam nadzieję będą w stanie dać coś więcej, rozwiązać jakieś problemy naszego środowiska, wpłynąć na nie, zaktywizować je, zrobi dla niego coś dobrego. Jako medycy jesteśmy praktykami, system ochrony zdrowia znamy od środka. Wiemy co w nim działa, a co nie, co można poprawić i ulepszyć. Jeżeli nie zaczniemy sami tego robić, zgłaszać tego, to nikt za nas tego nie zrobi. Jako OIL w Białymstoku mamy 4 reprezentantów w 74-osobowej Naczelnej Radzie Lekarskiej (w Polsce są 24 izby lekarskie – red.). To jest siła.
Czego Panu życzyć na całą 4-letnią kadencję?
- Przede wszystkim zdrowia, żeby się nie rozsypać się od nadmiaru obowiązków. Po drugie możliwości znalezienia czasu dla siebie i dla rodziny, bo wiem, że tego będzie dużo mniej niż dotychczas.
Bardzo bym chciał, żebym za 4 lata, kiedy będzie kolejny zjazd wyborczy, niezależnie czy będę ubiegał się o reelekcję, mógł stanąć przed koleżankami i kolegami i powiedzieć im: słuchajcie obiecałem wam, że zajmę się tymi czterema rzeczami i w każdej z tych kwestii udało mi się zrobić coś dobrego. Chciałbym zostawić po sobie samorząd w dobrej kondycji i chętny do pracy. Chciałbym nie być gołosłownym.
BIOGRAM
Dr Piotr Sielatycki - absolwent kierunku lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku z 2014 r. Był Przewodniczący Samorządu Studentów UMB w kadencji 2012-2013. Specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii. Pracuje w Klinice Hipertensjologii, Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych UMB (szpital USK na Dojlidach). Żona (lekarka pediatra), dwójka dzieci.


.jpg)
