Cztery dni przed wigilią 1812 roku pewien szlachcic bierze do ręki księgę Izabeli Branickiej i na tytułowej stronie zostawia tajemniczą notatkę. Pisze o hetmanowej, swoim ojcu i barbarzyńskiej ciemnocie. Co takiego wydarzyło się w pałacowej bibliotece?
Dopiski osoby postronnej pozostawione w cennej księdze z pałacowego księgozbioru to rzecz bez precedensu. Trudno wyobrazić sobie nawet, by ktoś ponad 200 lat temu, gdy księgi były świadectwem prestiżu, kosztowały często bajońskie sumy i posiadali je nieliczni, pozwalał sobie na ręczne dopiski w publikacji, która nie była jego własnością. A gdy jeszcze rzecz dotyczy księgi tak wyjątkowej - podpisanej przez właścicielkę, żonę hetmana koronnego, siostrę ostatniego króla Polski?
Mroczny grudzień
Ale mamy rok szczególny - 1812, w którym wszystko jest możliwe, bo historia zmienia się w okamgnieniu. Od śmierci hetmanowej Branickiej (1730-1808) mija prawie pięć lat, nad jej pałacem krążą ciemne chmury. Białystok próbuje się odnaleźć w kotłowaninie zmian: kilka lat wcześniej z rąk pruskich przeszedł w rosyjskie, teraz jest znów w orbicie kolejnej wojny. Dokładnie w grudniu 1812 roku - gdy w księdze Izabeli pojawia się tajemnicza notka - trwa właśnie odwrót Napoleona z Rosji. Zdziesiątkowane wojska wracają spod mroźnej Moskwy. W niczym nie przypominają orszaku idącego na wschód jeszcze pół roku wcześniej. W lecie Napoleon szedł z blisko 600-tysięczną armią, pod koniec roku zostaje z niej ledwie 10 procent. Straty są ogromne: 200 tysięcy zabitych, niemal drugie tyle w niewoli. Ocalali polscy żołnierze armii napoleońskiej na siłę wcielani są do carskiego wojska i posyłani w głąb Rosji. Szans na pokonanie cara brak.
Grudzień 1812 roku jest więc wyjątkowo mroczny. Przez Białostocczyznę przetaczają się resztki uciekających oddziałów, głównie saskich - wygłodniali, zziębnięci i zdesperowani żołnierze przypominają własne cienie. Dochodzi do grabieży, wszędzie panuje chaos.
Niechaj biorą z niej rozum
I właśnie wtedy, w czasie zamętu i niepewności, tuż przed Bożym Narodzeniem, należącą do Izabeli księgę „Historya angielska” otwiera Wojciech Berezowski. Wiemy, jak się nazywa i kiedy dokładnie notatkę do księgi wpisał - umieszcza pod nią swój podpis i datę. Na stronie tytułowej, omijając tytuł, pisze pochyłym, ładnym pismem: „Xięgę tę z rąk barbarzyńskiej ciemnoty, jako iedyną pamiątkę po JMP Isabelli Hetmanowej Branickiej, Pani wielkich przymiotów, uratował ojciec móy Maximilian Berezowski. Niechay historya ta pomocną będzie potomkom naszym i niechay biorą z niej rozum i ukontentowanie. 20 decembris 1812".
Krótki wpis, a ile rodzi pytań!
Bo kim byli Wojciech i Maximilian? Przed kim dokładnie ojciec ratował książkę? W jakich okolicznościach? Kiedy? W roku wojen napoleońskich? Kilka lat wcześniej, gdy Białystok przechodził z rąk jednego zaborcy do drugiego? Kogo autor notki miał na myśli, pisząc o „rękach barbarzyńskiej ciemnoty”? Wygłodniałych niedobitków z przetrzebionej armii Napoleona? Carskie wojsko? Kozaków? Zwykłych rzezimieszków?
Większość z tych pytań pozostanie bez odpowiedzi, część - w sferze domysłów. Pewne jest, że Wojciech i Maximilian mieli szlacheckie korzenie - pod swoim dopiskiem ten pierwszy zostawił odcisk pieczęci herbowej. Niewykluczone, że - ze względu na rodowód - senior Berezowski miał dostęp do księgozbioru „Pani wielkich przymiotów”. Możliwe też, że znał ją osobiście - hetmanowa zmarła zaledwie kilka lat przed sporządzeniem notatki (w 1808 roku). A może starszy Berezowski pełnił jakąś funkcję w pałacowej bibliotece?
Kolejnym tropem jest minorowo brzmiąca fraza: „Xięgę (...) jako jedyną pamiątkę po Isabelli Hetmanowej Branickiej…”. Jeśli w niespełna pięć lat po jej śmierci Berezowski młodszy pisze w taki sposób, to najprawdopodobniej wie już, jak dramatyczny jest stan pałacowego księgozbioru.
Chwilę wcześniej
Dziś wiemy, że gdy pałac przeszedł w ręce Rosjan, był przez nich metodycznie ograbiany. Los dobytku Branickich najprawdopodobniej już wtedy dzieliła też pałacowa biblioteka. Na szczęście zachowała się księga z 1789 roku uratowana przez wiernego Berezowskiego. Dziś to jeden z najbardziej unikatowych eksponatów Muzeum Podlaskiego, jedyna pozycja w zbiorach tej placówki pochodząca z pałacowego księgozbioru. Na dodatek z tak znakomicie zachowanym autografem właścicielki.
Po śmierci Jana Klemensa Branickiego (zmarł w 1771 roku, na rok przed pierwszym rozbiorem Polski) jego młodsza o kilka dekad żona zarządzała barokową rezydencją jeszcze przez dobrych 30 lat. Potem wszystko się zmieniło. Administrację dobrami przejęli spadkobiercy Branickiego - Potoccy. W 1802 roku sprzedali pałac królowi pruskiemu, Fryderykowi Wilhelmowi III, ale z zastrzeżeniem, że nie może go przejąć za życia Izabeli. Tymczasem już pięć lat później, po traktacie w Tylży 7 lipca 1807 roku, Napoleon oddał obwód białostocki carowi Aleksandrowi I, i tym samym w ręce rosyjskie przeszedł też pałac Branickich. Izabela zmarła niespełna osiem miesięcy później - 14 lutego 1808 roku. 78-letnia hetmanowa odchodziła we własnym pałacu, w którym mieszkała i którego świetność współtworzyła przez kilkadziesiąt lat. Pochowano ją w Starym Kościele Farnym, w tej samej świątyni znajduje się też urna z sercem męża (grób hetmana mieści się w kościele św. Piotra i Pawła w Krakowie).
O tym, że Izabela umierała jeszcze we własnej rezydencji, a wraz z nią kończyła się historia rodu białostockich Branickich, świadczą m.in. wspomnienia towarzyszącej jej w ostatnich godzinach Anny z Tyszkiewiczów Potockiej (1779-1867), ciotecznej wnuczki Izabeli i bratanicy króla Stanisława Augusta. Anna wychowywała się w białostockim pałacu od wczesnego dzieciństwa pod opieką Izabeli i francuskiej guwernantki. Hetmana nie zdążyła poznać - urodziła się kilka lat po jego śmierci.
Co wieczór czytanie
To z pamiętników Anny m.in. wiemy, jak wielką miłością Branicka darzyła książki, jak zapamiętale je czytała i jak wiele czyniła na rzecz rozwoju życia literackiego. Hetmanowa wspierała nie tylko początkujących pisarzy, inspirując ich do pisania i tworząc sprzyjające ich twórczości warunki. Zapraszała do siebie też znanych autorów - w Białymstoku bywali choćby: Franciszek Karpiński, Ignacy Krasicki, Julian Ursyn Niemcewicz, Elżbieta Drużbacka i Stanisław Trembecki.
Rozbudowywała swoją bibliotekę, prowadziła salon literacki, dbała o rozwój intelektualny swojego dworu, organizowała spektakle i koncerty. Wprowadziła stały punkt wieczoru: wspólne czytanie. Zapamiętała je Anna Potocka:
„Co wieczór, wyjąwszy latem, od siódmej do dziewiątej bywało czytanie. Można było słuchać, ale pod warunkiem zachowania milczenia. Lektorka była zajęta tylko krótki przeciąg czasu, poświęcony przez kasztelanową zapoznaniu się z dziennikami i nowościami literackimi. Jeśli ich brakło, odczytywano na nowo klasyków". Nowinek gazetowych raczej nie brakło - Izabela prenumerowała słynne oświeceniowe pisma: społeczno-kulturalno-gospodarczy „Monitor" redagowany przez Ignacego Krasickiego i literackie „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne".
Zawzięte rody
Czy podczas jednego z takich czytelniczych wieczorów przeczytano choć fragment księgi, w której wiele lat później Wojciech Berezowski zostawi swoją notatkę? Możliwe. Unikatową dziś „Historyę angielską” wydano w warszawskiej Drukarni Pijarów w 1789 roku, księga na dwór białostocki trafiła zapewne niedługo później. Nieduży, lecz gruby tom (blisko 500 stron), z barwionymi brzegami, wytłaczaną skórzaną oprawą, napisał Francuz Claude Millot (1726-1785), a przetłumaczył ks. Norbert Jodłowski (1724-1793). Pełny tytuł księgi to: „Historya angielska od czasu podbicia wyspy od Rzymian aż do naszego wieku doprowadzona. We trzech częściach”.
Niżej, zaraz pod tytułem i wizerunkiem cherubinka, własność potwierdziła sama Izabela - podpisując się: „J. Branicka”. Wiele lat później Berezowski (stronicę wcześniej) w swojej notatce podkreśli, że to jedyna pamiątka po „Hetmanowej, Pani Wielkich Przymiotów”. Zostawi też przesłanie dla potomnych: „Niechay historya ta pomocną będzie potomkom naszym i niechay biorą z niej rozum i ukontentowanie”.
Próbka? Dość krwawa:
„Zawzięte na siebie dwie w Anglii Partye czerwoną i białą Różę w herbach swych noszące /czerwona Xiążąt Lankastryi, a białą Yorku/ krwią ludzką zbroczyły całe Królestwo, niźli następstwo do Korony zostało umocnione; wystawiły z Anglii całey Europie okropne zaboiów i mordów widowisko, w których do ośmiudziesiąt Xiążąt krwi Królewskiey poległo i niemal wszystka starożytna Angielska Szlachta wyginęła. Nowy ten król przyczynił się do tego nie pomału, zawsze okrutny, gdy szło o utrzymanie się na swoim Tronie...".
Ci, którzy chcieliby o zawziętości dwóch partii dowiedzieć się więcej i z „historyi wziąć rozum i ukontentowanie” - księgi z podpisem Izabeli do ręki w Muzeum Podlaskim raczej nie dostaną. Cenny starodruk, na co dzień schowany głęboko w muzealnych magazynach, prezentowany jest tylko przy rzadkich okazjach. Ale najbardziej zdeterminowani skorzystać mogą z alternatywy. Po szybkim przejrzeniu zasobów cyfrowych w internecie okazuje się, że w posiadaniu takiej samej książki - ale już bez autografu Branickiej - jest Biblioteka Jagiellońska, która swój zabytek zdigitalizowała i skany wszystkich stron umieściła w sieci. Cyfrową wersję księgi z 1789 roku można przeglądać więc, siedząc w fotelu: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/edition/472810#s=S.embed_link-K.C-B.1-L.1.zw
Inwentarz sprzed 230 lat
Chciałoby się zajrzeć do wszystkich książek zbieranych przed blisko 250 laty przez małżeństwo Branickich. Tak jak białostocka rezydencja, która dzięki staraniom obojga, z każdym rokiem zyskiwała splendor porównywany z Warszawą, a nawet z Wersalem, tak rósł sukcesywnie też ich księgozbiór. Jana Klemensa interesowały głównie pozycje z zakresu architektury, rzeźby i krajobrazu - korzystał z nich przy rozbudowie pałacu i urządzaniu ogrodów. Izabela zbierała pasjami powieści, księgi historyczne, edukacyjne, dotyczące sztuki, religii, muzyki. Książki kupowała również po śmierci męża, uzupełniając zbiór przez kolejne trzy dekady, w zależności od możliwości. A te, w związku z okolicznościami politycznymi i gospodarczymi Rzeczypospolitej rozdzieranej na części w kolejnych rozbiorach, się zmieniały - na gorsze. Topniały fundusze, również czas świetności Białegostoku jako hetmańskiej siedziby mijał.
Trudno dziś ustalić z całkowitą pewnością, ile dokładnie pozycji liczył pałacowy księgozbiór. Po śmierci Izabeli w 1808 roku część majątku Branickich uległa rozproszeniu i to samo spotkało też pałacową bibliotekę. Z badań białostockiego historyka Jana Glinki wynika, że część książek trafiła do spadkobierców Branickich - Potockich i Lubomirskich. Część - zgodnie z testamentem Izabeli, przekazano białostockiej parafii katedralnej. Olbrzymią część zbioru z pałacu wywieźli Rosjanie - zabrane przez nich księgi z czasem znalazły się w Bibliotece Wileńskiego Synodu Ewangelicko-Reformowanego. Kilka książek z dawnego księgozbioru Branickich przechowuje Biblioteka Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku (najcenniejszy jest starodruk „Nauki o ewangelii” jezuity Marcina Kurzenieckiego, wydane w 1752 roku). I wreszcie opisywany tu starodruk uratowany przez Berezowskiego, niebywale cenny ze względu na podpis właścicielki - szczyci się nim Muzeum Podlaskie.
Nie wiadomo, ile książek znajdowało się w pałacowej bibliotece w chwili śmierci Izabeli. Ale dzięki kwerendom historyków w różnych okresach historycznych (prowadzonym m.in. przez Jana Glinkę, Marię Krajewską i Zofię Sokół) oraz badaniom nad materiałem źródłowym zgromadzonym w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, udało się ustalić jedno: w 1794 roku (23 lata po śmierci Branickiego, na 5 lat przed wydaniem „Historyi angielskiej") w bibliotece pałacowej znajdowało się 1927 tomów, nie licząc albumów, map, rycin i planów architektonicznych, w liczbie 421 pozycji.
Sztuka babienia i Robinson Crusoe
Większość książek Branickich stanowiły książki francuskie. - To wybór charakterystyczny dla działalności bibliotekarskiej magnaterii Oświecenia - zauważa Monika Jurkowska w tekście „Biblioteka Izabeli z Poniatowskich Branickiej (1772-1808) w Białymstoku", opublikowanym w tomie „Przemiany dyskursu emancypacyjnego kobiet" i wydanym przez Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Białymstoku.
W pałacu było też wiele książek w języku włoskim, angielskim i oczywiście polskim. Przekrój tematyczny ksiąg był najróżniejszy: od utworów przedstawicieli XVII i XVIII wieku i reprezentujących najpopularniejsze gatunki literackie Oświecenia (poezja miłosna, religijna, satyryczna) po literaturę filozoficzną. - Tu wybór też był szeroki - od filozofów antycznych, m.in. Sokratesa, Platona, Seneki, Lukrecjusza po filozofów nowożytnych - wylicza Monika Jurkowska.
W pałacowym spisie zwraca uwagę „Książka babienia z 24 szkicami: książka o sztuce babienia czyli odbieraniu dzieci" Steidela, a także kilka innych publikacji z zakresu położnictwa, np. „Nauka położnicza przez pytania i odpowiedzi" du Fota. Skąd zainteresowanie tak specjalistycznymi książkami? Izabela Branicka szła z oświeceniowym duchem - to ona wszak zatrudniła na dworze znanego autora podręczników z dziedziny położnictwa - Jakuba Feliksa Michelisa, i to na jej zlecenie Michelis założył w Białymstoku nowatorską szkołę przygotowującą akuszerki - Instytut Akuszerii.
Nie dziwić powinny więc też inne książki edukujące w różnych dziedzinach - choćby z zakresu pedagogiki. To hetmanowa powołała szkołę dla dziewcząt z ubogich rodzin, w której uczono czytania, rachowania i tzw. robót kobiecych. Izabela opiekowała się też szkołą parafialną, wspomagała różne edukacyjne placówki - m.in. szkołę dla córek urzędników dworskich, szkołę paziów, szkołę parafialną czy szkołę podwydziałową Zgromadzenia Akademickiego założoną przez Komisję Edukacji Narodowej. Z literaturą pedagogiczną chciała być na bieżąco - inwestowała więc w nowe podręczniki i wypożyczała je nauczycielom.
Jakie emocje mogłyby malować się na twarzy Branickiej podczas lektury znanej powieści podróżniczej, czytanej i interpretowanej po dziś dzień? Nie wiemy, czy Izabela przeczytała „Przypadki Robinsona Crusoe" Daniela Defoe. Na pewno jednak miała tę powieść w swojej bibliotece.
Tyle wysiłku… I cios
Wedle jednej z badaczek, Zofii Sokół, cały ów różnorodny zbiór Branickich był nie jedną kolekcją, a w rzeczywistości czterema księgozbiorami, podzielonymi wedle tego, kto z jakich książek korzystał. I tak np. księgozbiór główny, z którego mogły korzystać osoby związane z dworem: urzędnicy, dworzanie, nauczyciele, rezydenci i goście - liczył 1222 tomy. Księgozbiór podręczny Izabeli - z literaturą z zakresu filozofii, pedagogiki, a także nowości literackie - to 322 tomy. Z kolei księgozbiór repertuaru teatru, orkiestry i baletu liczył 182 tomy - wylicza Zofia Sokół w publikacji „Dzieje bibliotek w Białymstoku (od XVIII do 1939)".
Co nam mówi taki wybór i taki pomysł porządkowania swojej kolekcji? - Na pewno świadczy o bogatych zainteresowaniach białostockiej arystokratki, jej erudycji, wysokim poziomie intelektualnym i trosce o to, by specjalistyczna literatura była dostępna - podkreśla Monika Jurkowska, badaczka zasobów pałacowej biblioteki. I choć zbiory biblioteki pałacowej w Białymstoku nie dorównują zbiorom zgromadzonym przez Czartoryskich (40 tys. tomów) czy zebranym przez Karola Stanisława „Panie Kochanku" Radziwiłła w Nieświeżu (20 tys. woluminów), to staranny dobór księgozbioru białostockiego jest, zdaniem badaczki, imponujący.
Trzeba też pamiętać, że Branicka z każdym rokiem musiała wkładać coraz więcej pracy w uzupełnianie zbiorów niż wcześniej. Pozyskiwanie nowych książek pod koniec XVIII wieku było bowiem coraz trudniejsze. Zacytujmy jeszcze raz Jurkowską:
„Po śmierci męża ustały zakupy dokonywane bezpośrednio we Francji. Niemniej znajdujemy w bibliotece oryginalne dzieła najważniejszych twórców epoki oświecenia. Ten fakt miał też, w pewnym sensie, wydźwięk pozytywny, gdyż znacznie wzbogacił się księgozbiór polskojęzyczny. Zajęcie Gdańska przez Prusy zablokowało niestety również napływ lektur z tego terenu. Ciosem jednak ostatecznym, który wstrzymał zakup książek w Warszawie, a w rezultacie spowodował zakończenie wzbogacania księgozbioru, był III rozbiór Polski".
Tyle wysiłku wkładanego latami w budowanie księgozbioru. Tyle autentycznej radości i poczucia misji. Tyle interesujących książek. I tak niewiele z tego zostało.
Starodruk uratowany przez szlachcica Berezowskiego okazuje się być dziś jednym z ostatnich świadków minionego świata.
Monika Żmijewska

