• Ostatnia zmiana 30.08.2017 przez Medyk Białostocki

    Grant Plus, czyli nauka na UMB od nowa

    Moglibyśmy udawać, że podejście do nauki w kraju się nie zmieniło i liczyć, że dalej jakoś to będzie. I czekać na rozwój sytuacji z założonymi rękami. Rzeczywistość wymaga jednak od nas zmiany podejścia – mówi prof. Marcin Moniuszko, prorektor ds. nauki, inicjator wprowadzanych zmian, określanych wspólną nazwą Grant Plus.

    W rankingach publikacji i cytowań przypadających na jednego pracownika Uniwersytet Medyczny w Białymstoku plasuje się na najwyższych pozycjach w kraju. Ale to, niestety, może już nie wystarczyć do utrzymania dotychczasowego, i tak przecież dalekiego od marzeń poziomu finansowania badań naukowych na UMB. Poza dbałością o jak najlepsze publikacje naukowe, wysokiej jakości doktoraty, habilitacje i profesury (tu nic się nie zmieniło), ogromne znaczenie ma teraz umiejętność przyciągania do uczelni środków finansowych z instytucji zewnętrznych czy to poprzez współpracę z przedsiębiorstwami czy też poprzez zdobywanie grantów.

     

     

    Wojciech Więcko: Czym jest Grant Plus?

    Prof. Marcin Moniuszko, prorektor ds. nauki: - Szansą na lepsze

    przygotowanie się do już obecnych, ale i nadchodzących zmian w finansowaniu uczelni wyższych. Grant Plus to ogólna nazwa pakietu propozycji i rozwiązań, które są i będą przedstawiane odpowiednim organom statutowym uczelni, a których celem jest doprowadzenie do znaczącego zwiększenia napływu do uczelni środków finansowych pochodzących ze zdobywanych grantów i/lub współpracy z przedsiębiorcami. Konieczność wprowadzenia tych

    Założenie jest proste: jeżeli ktoś przyciąga pieniądze na naukę do uczelni, to nagrodźmy go, pomóżmy mu w pracy

    zmian wynika ze zmian w kryteriach oceny parametrycznej (decydującej o przyznawaniu wydziałom odpowiednich kategorii) i planowanych zmianach finansowania uczelni wyższych.  Obecne lub stopniowo wprowadzane w życie przepisy nakazują uczelniom już nie tylko jak najlepiej publikować, ale również wykazać się znaczącą aktywnością w pozyskiwaniu grantów, komercjalizacji wyników badań, szeroko pojętej współpracy z biznesem.  Im więcej pieniędzy pozyska uczelnia z grantów lub z umów z przedsiębiorcami, wdrożeń, tym więcej punktów otrzyma m.in. w ocenie parametrycznej i innych rankingach decydujących o tym, ile pieniędzy z ministerstwa otrzyma dana uczelnia. Inne uczelnie medyczne już teraz pozyskują niekiedy grube dziesiątki milionów ze współpracy z przedsiębiorcami i z grantów. Ciągle z dumą powtarzam, że naukowcy z UMB są prawdziwymi mistrzami świata w publikowaniu dobrych prac opartych o stosunkowo skromne finansowanie. Nadeszły jednak czasy, że nawet te niezwykłe talenty już nie wystarczają. Chodzi więc o odkrycie w sobie nowych talentów, o przełamanie często wewnętrznej bariery i zdecydowanie większą mobilizację do jeszcze bardziej aktywnego poszukiwania zewnętrznych środków finansowania na realizowane u nas badania i projekty naukowe. Nowa rzeczywistość stawia przed polskimi naukowcami nowe wyzwania, wręcz wymagania: mają się oni skupić już nie tylko i wyłącznie na samych badaniach, ale w znacznie większym stopniu na możliwości praktycznego ich zastosowania, samodzielnym pozyskaniu środków finansowych, umiejętności tworzenia konsorcjów, współpracy z przedsiębiorcą. Pakiet rozwiązań określany mianem Grant Plus tworzy nowe mechanizmy motywacyjne, także finansowe, które mają premiować osoby wykazujące się skutecznością w pozyskiwaniu środków finansowych z grantów lub od przedsiębiorców. Zmieniają się zasady finansowania nauki, a więc my musimy zmienić naszą perspektywę myślenia i odpowiednio zmodyfikować zasady gratyfikacji naukowców. Obecnie większość funduszy centralnych jest w znaczniej mierze przeznaczona na badania naukowe prowadzone we współpracy z biznesem. Nie możemy się obrażać na rzeczywistość, ale musimy z uniesioną przyłbicą wziąć udział w tym swoistym wyścigu tak, by nie stracić możliwości finansowania prowadzenia badań naukowych na miarę naszych marzeń i ambicji.

    Dlaczego te zmiany są wprowadzane?

    - Na naszych oczach diametralnie zmieniają się realia funkcjonowania uczelni wyższych w Polsce. Ta dyskusja trwała od wielu lat, a w ostatnim czasie osiągnęła temperaturę wrzenia. Przed nami kompleksowe, rewolucyjne zmiany. Pojawiły się bardzo wyraźne sygnały, z których wynika, że niedługo uczelnie zostaną na nowo uszeregowane. Będzie się liczyć nie tylko jakość działania, czy osiągnięcia naukowe. Podam nasz przykład: UMB naprawdę fantastycznie prezentuje się w różnych aspektach, zwłaszcza jeżeli chodzi o jakość naukową. Świetnie publikujemy, a do tego jesteśmy często cytowani. Jesteśmy Krajowym Naukowym Ośrodkiem Wiodącym. Choć niedługo powiemy, byliśmy KNOW-em (program nie zostanie przedłużony w skali kraju). Ale to wszystko może być za mało. Na dodatek jesteśmy - co może się też okazać ważne - niedużą uczelnią.

    Niedawno pojawił się pierwszy z projektów tzw. Ustawy 2.0. [projekt pochodzący z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, zespołu pod kierunkiem prof. Kwieka - red.], która ma na nowo zdefiniować sposób funkcjonowania szkolnictwa wyższego, ale też nowe zasady finansowania nauki. Wedle tego opracowania, uczelnie zostaną podzielone na trzy grupy. Pierwsza - uczelnie badawcze. Będzie to kilka, może kilkanaście jednostek, które będą mogły liczyć na najwyższy poziom finansowania badań. Taka swoista naukowa polska liga mistrzów. Oczekiwania wobec nich będą ogromne. Druga grupa (do której prawdopodobnie zaliczone zostaną uczelnie medyczne) - to tzw. uczelnie badawczo-dydaktyczne. Choć nie mówi się tego wprost - ich poziom dotacji naukowych będzie sporo niższy niż grupy elitarnej. Będą musiały finansować swoją działalność naukową w dużej mierze z grantów zewnętrznych. Przy czym poziom oczekiwań co do osiągnięć wcale nie będzie mniejszy. To właśnie te uczelnie, by utrzymać pożądany poziom naukowy, będą musiały same postarać się o zapewnienie środków z zewnętrznego finansowania. Trzecia grupa to uczelnie dydaktyczne, których priorytetem będzie kształcenie, a nie nauka. Wobec nich wymagania naukowe będą najmniejsze, ale i najprawdopodobniej nie otrzymają specjalnej dotacji naukowej.  

    Realnie, gdzie w tej chwili plasuje się UMB?  

     

    Często lubimy naśladować Amerykanów, wiemy, że jest tam system bardzo efektywny, ale bezwzględny. Nie masz grantu, więc nie masz pieniędzy na naukę, a wtedy uczelnia zaczyna zastanawiać się nad sensem dalszego zatrudniania danej osoby. Czy tak będzie w Polsce?

    - Nie chciałbym dywagować. Mam wielkie marzenia, ale niestety również i wielkie obawy. Przede wszystkim nie są znane jeszcze wszystkie kryteria, na podstawie których przeprowadzony zostanie taki podział. Powtórzę, gdyby chodziło tylko o jakość publikacji, czy tzw. cytowalność, spałbym spokojnie. Intencje twórców ustawy wyraźnie idą jednak w tym kierunku, by brać po uwagę nie tylko jakość naukową, ale też zdolność uczelni do zdobywania funduszy zewnętrznych i efektywnej współpracy z przedsiębiorcami. A na tych polach… No cóż, tu znowu możemy wrócić do początku naszej rozmowy.

    Współpraca nauki z biznesem to nie tylko bolączka UMB. W zasadzie spora część polskiej nauki ma z tym problem.

    - Jest w tym trochę racji. W naszym przypadku ważna jest też specyfika regionu. Podlasie jest obszarem, na którym nie ma zbyt wielu dużych firm, które są w stanie udźwignąć realizację projektów naukowych. To ważne, ponieważ to teraz przedsiębiorcy mają wiodącą rolę w ubieganiu się o różne granty. To są atrakcyjne pieniądze dla biznesu. Są regiony w kraju, w których nagromadzenie firm jest tak duże, że to przedsiębiorcy wręcz naciskają na pozyskanie partnera naukowego. W takiej sytuacji uczelnie wyższe z tego terenu mają łatwiej. My czasem jesteśmy skazani na poszukiwania tzw. partnerów biznesowych również poza naszym województwem. Generalnie, jest nam trudniej, ale to nie znaczy, że mamy czekać na rozwój sytuacji z założonymi rękami. Nikt nie przyzna nam punktów w ocenie parametrycznej za pochodzenie czy położenie geograficzne.

    Zastanawiam się, czy to nie jest trochę takie szukanie wymówek. Wielu z naszych naukowców, klinicystów to często poważni przedsiębiorcy. Mają własne kliniki, czy przychodnie i świetnie się odnajdują w biznesie. To jak to jest? 

    - Tak, mamy naprawdę ogromny potencjał, który tylko trzeba wyzwolić. Nie ma wątpliwości, że są wśród nas utalentowani przedsiębiorcy prowadzący aktywną działalność kliniczną. Nam potrzeba jeszcze, by podobną aktywność wyzwolić na polu współpracy przedsiębiorstw z nauką. Za dobre efekty kliniczne pochwalić nas może pacjent, NFZ, minister zdrowia, ale Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie może nam z tego powodu zwiększyć dotacji na badania naukowe.

    Jak Pan widzi współpracę na linii naukowiec UMB - przedsiębiorca, czy firma?

    - Dużo zależy od samych osób i konkretnych sytuacji. Na początku współpracy warto zacząć od małych rzeczy. Mogą to być zlecenia na mniejsze badania. Przykładowo dana firma produkuje jogurt, a my możemy sprawdzić jego parametry, czy to, jak wpływa na określone, oceniane w naszej jednostce, parametry zdrowia czy choroby. Przedsiębiorca korzysta, bo otrzyma wartościową wiedzę, popartą marką UMB, którą może wykorzystać w swoim procesie produkcyjnym, czy w promocji. Badacz również zyskuje, bo takie wyniki też może wykorzystać w swojej pracy naukowej, oraz zdobywa partnera ze świata biznesu. To taka sytuacja, że wszyscy wygrywają.

    Nie zawsze od razu zdobędzie się grant liczony w milionach złotych. Jednak jeśli 20-30 jednostkom uda się zacząć realizować drobniejsze badania czy inne zlecenia, każde na sumę kilkudziesięciu tysięcy złotych, to już będzie bardzo dobry początek. To znaczy, że zrobiliśmy pierwszy krok i z każdym kolejnym mamy większą szansę na sukces. Powtórzę się, musimy zmienić myślenie. Nie możemy mówić, że interesują nas tylko granty od miliona w górę. Co nie znaczy, że nie życzę ich każdemu naukowcowi z naszego uniwersytetu.  

    Jak uzyskać kontakt z przedsiębiorcą?

    - Wielu z nas, lekarzy, naukowców ma dość częsty kontakt z przedstawicielami, często osobami decyzyjnymi, różnych firm, na przykład farmaceutycznych. Spotykamy się z nimi na różnych konferencjach, kongresach. Czasami jest tak, że oni odwiedzają nas w miejscu pracy. To wtedy trzeba zapytać o możliwość współpracy. Zaproponować i pokazać, co możemy dla nich zrobić, co dzięki temu mogą zyskać. Klinika, w której pacjenci i tak przyjmują dany lek, w kooperacji z zakładem teoretycznym (wykonującym np. badania biochemiczne, hematologiczne, immunologiczne, molekularne czy inne) może przeprowadzić analizę nieznanych dotychczas działań tego leku, oczywiście po uzyskaniu zgody naszej lokalnej komisji etycznej. Nie mówię tu o badaniach klinicznych prowadzonych przez koncerny, chodzi np. o badanie nowych efektów już zarejestrowanych leków, metod, sposobów operacji itd. Firmy produkujące leki, ale też i kosmetyki, produkty spożywcze, włókiennicze, metalowe, chemiczne i tak muszą stale kontrolować swoje produkty, ciągle wzbogacają swoje portfolio, a my po prostu zaproponujmy im, żeby to robili u nas. Przygotowaliśmy zresztą specjalne piękne logo, potwierdzające współpracę naukową przedsiębiorcy z UMB. Mam nadzieję, że będzie ono z dumą prezentowane przez naszych partnerów.

    Wróćmy do konkretnych założeń programu Grant Plus. Co zyska naukowiec, czy doktorant, który zdobędzie grant w wysokości np. 100 tys. zł?

    - Zasada jest bardzo prosta. Zacznijmy od najmłodszych. Doktorant, który zdobywa grant, ma szansę otrzymać dużo punktów aplikując o stypendia projakościowe i w ten sposób „odskoczy” konkurencji. Tym więcej, im większy grant pozyska. Skorzystać mają też opiekunowie naukowi i promotorzy takich doktorantów. A teraz uwaga: propozycja dla etatowych pracowników uczelni: każdy, kto zdobywa granty naukowe będzie mógł liczyć na nagrodę finansową na koniec roku. Analogicznie, tym większą, im więcej pieniędzy uda mu się zdobyć.

    Ponadto chcemy, by naukowiec pozyskujący granty mógł liczyć na wsparcie doktorantów, którzy nie byliby obciążeni obowiązkiem dydaktycznym. By nie dochodziło do sytuacji, że pracy jest dużo, a nie można liczyć na pomoc, bo nie ma się przysłowiowych godzin dydaktycznych dla doktoranta. I znowu, im większy grant zdobywa naukowiec, tym więcej doktorantów ze zmniejszonym obowiązkiem dydaktycznym będzie mógł przyjąć do pomocy przy pracy związanej z uzyskanym grantem. To się wszystkim będzie opłacać. Najważniejsze, że rozwijamy wartościowe badania, naukowiec może je realizować na wysokim poziomie, a koszty pośrednie związane z grantem powiększają budżet uczelni.

    Założenie jest proste: jeżeli ktoś przyciąga pieniądze na naukę do uczelni, to nagrodźmy go, pomóżmy mu w pracy. Do tej pory nagrody i gratyfikacje przyznawane były głównie za publikacje czy zgłoszenia patentowe. Działo się tak, ponieważ tego typu aktywności wymagał od nas ustawodawca. W tym momencie Ministerstwo Nauki, ale nie tylko ono, zmienia swoje wymagania. Dlatego my się do tego dostosowujemy.

    Marchewka jest, a jaki będzie kij?

    - Bardzo chcielibyśmy, by składanie wniosków o finansowanie badań do zewnętrznych instytucji stało się u nas zwyczajem, wręcz powinnością. Zależy nam na tym, by odwrócić priorytety. Najpierw starajmy się zrealizować nasz projekt badawczy w oparciu o środki spoza uczelni. Kiedy się nie uda, dopiero wtedy sięgajmy po finansowanie z dotacji statutowej, licząc się jednak z tym, iż trzeba będzie ograniczyć swoje apetyty, bo jej przyszły poziom jest dla nas wielką niewiadomą. 

    Czyli każdy naukowiec będzie musiał wykazać się aplikowaniem o granty?

    - Wstępny plan zakłada, że przynajmniej co jakiś czas naukowiec powinien podjąć poważną próbę aplikacji o grant z NCN, NCBiR, FNP czy innej agencji przyznającej granty na drodze konkursu. Oczywiście wiem, że nie zawsze uda się uzyskać finansowanie. Ale jak w starym żydowskim dowcipie, nie kupując losu, nie możemy mieć do Pana Boga pretensji, że nie wygramy miliona złotych. Mam nadzieję, że porównanie do loterii uznają Państwo za przypadkowe.  Bardzo zależy nam na tym, by nasi uczeni, młodsi i starsi, podejmowali takie próby z wiarą i determinacją. Trudno, jeżeli w danym konkursie się nie uda, to uda się w następnym lub innym. Przestańmy myśleć, że nie dają nam grantów, bo „Białemustokowi nie dają”. Jeśli nie będziemy składać wniosków, to faktycznie nic nam nie dadzą.

    Jest na uczelni spore grono osób, które bardzo aktywnie aplikuje o granty. Serdecznie im za to dziękuję i gratuluję. Ale wiele innych wspaniałych osób, pomimo że reprezentuje wysoki lub bardzo wysoki poziom naukowy, zbyt często ogranicza się w swojej działalności jedynie do środków statutowych. Chciałbym stworzyć takie warunki, które sprawią, że wielu z nas przełamie się i przekona do tego typu działań, bo wielu z nas jest naprawdę tylko o krok od sukcesu.

    Czy można powiedzieć, że w Polsce zmierzamy w kierunku modelu amerykańskiego i finansowania badań naukowych tylko z grantów?

    - Wiele na to wskazuje. Jeśli nawet nie „tylko z grantów”, to w bardzo znaczącym stopniu. Często lubimy naśladować Amerykanów, wiemy, że jest tam system bardzo efektywny, ale z punktu widzenia pojedynczego człowieka - bezwzględny. Nie masz grantu, więc nie masz pieniędzy na naukę, a wtedy taka uczelnia w USA zaczyna zastanawiać się nad sensem dalszego zatrudniania danej osoby. Czy tak będzie w Polsce? Niektóre projekty nowej ustawy wspominają o możliwości wprowadzenia takich zmian. Jeśli by tak się miało rzeczywiście stać za kilka, kilkanaście miesięcy, to przygotujmy się na to już teraz, by możliwie bez wewnętrznych perturbacji wkroczyć w nową rzeczywistość.  

    Rozmawiał: Wojciech Więcko

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.