• Ostatnia zmiana 26.07.2016 przez Medyk Białostocki

    Myśl o śmierci

    Na monitorze mego komputera, w miejscu, którego nie mogę nie zauważyć, umieściłem sentencję, na którą natknąłem się kilka miesięcy wcześniej. To cytat z dzieł przypisywanych św. Filoteuszowi Synaicie (jednemu z autorów wyszczególnionych w greckiej Filokalii).  Brzmi następująco:

     

    Chłostaj swą duszę myślą o śmierci, a pamięcią o Jezusie Chrystusie skupiaj swój rozproszony umysł.

     

                Umieściłem te słowa w tym miejscu przede wszystkim po to, aby jak najczęściej przypominały mi o zmaganiach z coraz bardziej rozproszonym umysłem. Pojęcie „umysł” wywodzi się od greckiego terminu nous i oznacza najwyższą ze wszystkich duchowych zdolności, poprzez które święci osiągają bezpośrednie poznanie Boga. W moim bardziej prozaicznym pojmowaniu odnosi się on do panującego w mojej głowie nieładu, spowodowanego w dużym stopniu przez mą podatność na to, co święci Ojcowie określają jako „myśli” (gr. logismoi): często pochodzące od demonów twory wyobraźni, które odciągają nas od Boga i kierują naszą uwagę i energię na idole, bogów, których sami sobie stworzyliśmy.

                Odnośnie do chłostania mej duszy myślą o śmierci - początkowo było to dla mnie jedynie jakieś oderwane pojęcie, pobożna rada, której nie należało traktować poważnie. Dopiero po długotrwałym codziennym odczytywaniu tej frazy uświadomiłem sobie, jak ściśle obydwa te wezwania są ze sobą powiązane: chłostaj duszę/skupiaj umysł.

                Bez tego drugiego napomnienia, to pierwsze łatwo może doprowadzić do rozpaczy. Bardzo wielu ludzi rzeczywiście chłoszcze swe dusze myślą o śmierci. Doświadczają przenikliwego niepokoju na myśl o tym, że ich życie dobiegnie końca i również umrą, a ich ciało zostanie oddane ziemi. Boją się śmierci z obawy przed czymś nieznanym. Co znajduje się za tym progiem, czy za tą zasłoną? Niebo? Piekło? Pustka? Strach przed śmiercią, który powoduje tego rodzaju pytania, jest w stanie, z tragiczną ironią, zepchnąć człowieka z krawędzi przepaści i pociągnąć do samobójstwa.

                Z drugiej strony, zalecenie „pamięci o Jezusie Chrystusie” jest trudne do przyjęcia - wydaje się prawie niemożliwe do urzeczywistnienia - jeśli nie jest związane z myślą o śmierci. Takie właśnie zdaje się być powszechne przeczucie, wspólne dla wszystkich wielkich przewodników duchowych Kościoła. Jak objaśnić tę nierozerwalną więź pomiędzy wiarą i śmiercią?

                Zgodnie ze wskazanym powyżej dostojnym zaleceniem, które w rzeczywistości odnosi się do nas wszystkich, często postępują ludzie wchodzący w życie monastyczne. Mnich staje zwykle na wczesną poranną modlitwę, czyni znak krzyża i napomina samego siebie, aby „pamiętać o śmierci”. Postępuje tak z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to stwierdzenie gotowości życia po to, aby umrzeć, tak jak Syn Boży zgodził się na to, by narodzić się w ciele i umrzeć za zbawienie świata. Mnich jest męczennikiem. To człowiek, w życiu którego celem jest ofiarowywanie siebie: światu - jako żywe świadectwo, i Bogu - jako żywą ofiarę.

                Po drugie, mnich rzeczywiście dokonał już przejścia od śmierci do życia. W Ewangelii według św. Jana 5,24 zapisane jest zaskakujące stwierdzenie Jezusa, iż ci, którzy przestrzegają Jego przykazania miłości, nie staną przed sadem, lecz już tutaj i teraz, w tym ziemskim istnieniu, przeszli od śmierci do życia. „Ewangelia” czy Dobra Nowina chrześcijańskiej wiary głosi, że poprzez śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa, śmierć poniosła już klęskę; jej moc została rozstrzygająco i trwale zniszczona. Czeka nas fizyczna śmierć - nastąpi ona z pewnością i nieuchronnie. Ale została już pozbawiona swej mocy. Dla tych, którzy żyją „w Chrystusie” prawdziwa śmierć następuje poprzez Chrzest, gdy zanurzamy się w chrzcielnej kąpieli i wynurzamy się z wody w naśladowaniu (gr. mimesis) czy też uobecniającym wspomnieniu śmierci i Zmartwychwstania Samego Chrystusa. Chrzest powoduje „nowe narodziny”, ale dochodzi do nich jedynie przez to, że oznacza on również śmierć „starego Adama”, naszego wcześniejszego życia.

                Z punktu widzenia św. Pawła (List do Rzymian 6), podobnie jak zauważyliśmy to w Ewangelii według św. Jana, życie wieczne rozpoczyna się już teraz. Umarliśmy z Chrystusem, abyśmy mogli żyć z Nim wiecznie. W chrzcie umieramy prawdziwie, z o wiele większą pewnością niż w przypadku jakiegokolwiek fizycznego zgonu. Poprzez tę sakramentalną śmierć, rzeczywista Śmierć zostaje obalona i otrzymujemy Życie.

                Z tego punktu widzenia „chłostanie duszy myślą o śmierci” okazuje się raczej przejawem radości, niż aktem pokuty. „Pamięć o śmierci” nie jest, jak zakłada nasze społeczeństwo, nawoływaniem do chorobliwej obsesji na punkcie tego, co przeraźliwie nieuniknione. To zaproszenie do otwarcia naszego serca i umysłu na nieustanną pamięć o paschalnym zwycięstwie. To takie postrzeganie i przyjmowanie śmierci, które dla wielu ludzi wydaje się niezrozumiałe - z pokojem i z radością.

                Tak więc gdy czekam, aby na dole ekranu pojawiły się zabawne komputerowe symbole, albo wychodzący z wnętrza komputera bezcielesny głos poinformował mnie, że otrzymałem pocztę, spoglądam na napomnienie św. Filoteusza, które jest zarazem zaproszeniem. Wówczas, w jakiś cudowny sposób, myśl o śmierci połączona ze wspominaniem Jezusa Chrystusa wnosi w mój rozproszony umysł choć trochę porządku.

     

    o. John Breck

    tłum. o. Włodzimierz Misijuk

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.