• Ostatnia zmiana 28.12.2017 przez Medyk Białostocki

    Poznań listy śle, Łódź kusi pracą - jak się walczy o maturzystę

    Wiele uczelni wyższych zastanawia się, jak przyciągnąć do siebie najlepszych maturzystów. W Poznaniu, Łodzi czy Wrocławiu do roboty wzięły się samorządy. W efekcie ściągają do siebie najlepszych naukowych olimpijczyków.

    Ten artykuł powstał trochę przypadkowo. W szpitalu klinicznym spotkaliśmy Tomasza Lewczuka, który odbywa staż lekarski. To absolwent Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Chłopak pochodzi z Bielska Podlaskiego. W czasach licealnych był laureatem olimpiad naukowych. W zasadzie mógł wybrać każdą uczelnię w kraju. Wybrał tę w Poznaniu. Daleko od domu, bez znajomych i rodziny. Zapytaliśmy, dlaczego? Tak poznaliśmy kulisy tego, jak miasta (tak miasta, a nie tylko uczelnie) zabiegają o najlepszych studentów. To bardzo ciekawe.

    Katarzyna Malinowska-Olczyk: Pochodzi Pan z Bielska Podlaskiego. Jak to się stało, że na studia trafił Pan do Poznania?

    Tomasz Lewczuk (tegoroczny absolwent Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, stażysta w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku): - Kończąc naukę w II Liceum Ogólnokształcącym w Bielsku Podlaskim byłem laureatem Olimpiady Biologicznej (11 miejsce w Polsce), laureatem Olimpiady Języka Białoruskiego, finalistą Olimpiady Wiedzy Ekologicznej, miałem otwarte drzwi na wiele uczelni. W tym na większość uczelni medycznych w Polsce. Zdecydowałem się studiować w Poznaniu. Kilka kwestii na ten wybór wpłynęło. Po pierwsze Poznań wydawał mi się ciekawym miastem, a Warszawa była może trochę za duża. Mówiąc jednak szczerze, najbardziej w podjęciu decyzji pomogły mi listy z Urzędu Miasta Poznania, które po olimpiadach (z biologii i j. białoruskiego) przyszły na adres mojej szkoły. W tych listach zapraszano mnie do Poznania i zachęcano, bym wybrał do studiowania właśnie to miasto. Jako laureat olimpiad mogłem wybrać dowolną z tamtejszych uczelni: Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Przyrodniczy, Politechnikę.

    Czy ten list, i to, że ktoś o Pana zabiega, zrobiło na Panu wrażenie?

    - Bardzo. To, że prezydent Poznania zapraszał mnie na studia, sprawiło, że pomyślałem, że Poznań to miasto, któremu zależy na przyszłości, na ściągnięciu młodych, zdolnych studentów z całej Polski. Myśli o studentach i są oni dla niego ważni. Ponadto z listu dowiedziałem się, że mogę aplikować o Stypendium Miasta Poznania dla Laureatów i Finalistów Olimpiad. Wiązało się to z przyjęciem do elitarnego grona Ambasadorów Akademickiego Poznania. A z tym bezpośrednio wiązały się pieniądze: przez pierwszy rok studiów otrzymywałem co miesiąc z urzędu miasta 1600 zł stypendium.

    Rozumiem, że pieniądze były ważnym elementem?

    - Oczywiście. Jak na tamte czasy - sześć lat temu - dla studenta były to duże pieniądze. Taka kwota pozwalała samodzielnie utrzymywać się przez pierwszy rok studiów. Ta propozycja przeważyła szalę.

    Czy z innych uczelni przyszły zaproszenia?

    - Nie.

    Czy inni laureaci z Polski również się skusili propozycją poznańskich włodarzy, podobnie jak Pan?

    - W tym roku, kiedy zostałem Ambasadorem Akademickiego Poznania, razem ze mną do grona Ambasadorów dołączyło około 30 osób z całej Polski. Na Uniwersytecie Medycznym razem ze mną na roku było pięciu takich laureatów, nie tylko z olimpiady biologicznej, ale też chemicznej.

    A jakie obowiązki miał Ambasador Akademickiego Poznania?

    - Prawdę mówiąc, to mniej miałem obowiązków a więcej przyjemności. Naszym obowiązkiem było tylko promować uczelnię i miasto. Urząd Miasta Poznania przez całe studia organizował nam spotkania ambasadorów ze wszystkich lat studiów. Mieliśmy wspólne wigilie, wycieczki integracyjne, np. do browaru Lecha czy na stadion. To były bardzo ciekawe spotkania, a dla mnie podwójnie cenne. Kiedy przyjechałem do Poznania, nikogo tam nie znałem. A jako ambasador od razu poznałem wielu fajnych ludzi. Jeden z poznanych tam kolegów został moim serdecznym przyjacielem. Muszę przyznać, że nawet po skończeniu studiów o nas nie zapomniano. Kilka dni temu dostałem maila z prośbą, bym informował, jak coś ciekawego wydarzy się w moim życiu. Proszono, bym przysyłał zdjęcia i nie zapominał o Poznaniu. A ostatnio, kiedy byłem na dyplomatorium, wszyscy z piątki ambasadorów z naszego roku otrzymaliśmy od rektora Medal za Osiągnięcia w Nauce i Pracy Społecznej. Tylko 20 osób na roku zostało wyróżnionych takim odznaczeniem.

    A jak było na drugim roku i kolejnych latach studiów? Mógł Pan liczyć na stypendium z uczelni?

    - Tak, na studiach były stypendia rektora za wyniki w nauce. Były to kwoty w wysokości ok. 700 zł. Słyszałem, że na UMB te kwoty są wyższe. Jednak ja nie narzekałem. Nabrałem też poznańskich nawyków, by rozsądnie wydawać pieniądze. Jako przedsiębiorcza osoba wziąłem preferencyjny kredyt studencki.

    A warunki studiowania, mam na myśli akademiki?

    - Studenci Uniwersytetu Medycznego mają do dyspozycji sześć akademików. Przez dwa lata, na drugim i trzecim roku mieszkałem w „Eskulapie”. To stary akademik z lat 70., więc i warunki były takie sobie. Jednak nie to było najważniejsze w mieszkaniu w akademiku. Natomiast kiedy wróciłem z Erasmusa trafiłem do nowego akademika „Karolek”, a tam warunki były doskonałe. Jest tam około 150 pokoi jednoosobowych. Wszystkie pokoje mają około 21 mkw. powierzchni i własną łazienkę. Na każdym piętrze jest też duża wspólna kuchnia ze stołami i z kilkoma stanowiskami do gotowania. Ogólnie jestem bardzo zadowolony ze studiowania w Poznaniu.

    To dlaczego wrócił Pan na staż do Białegostoku?

    - Bo tu są moje rodzinne strony i tu się najlepiej czuję.

    A jakie ma Pan plany na przyszłość?

    - Teraz jestem na stażu - i przez 12,5 miesiąca będę pracować w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Mam jeszcze chwilę, by się zastanowić nad kierunkiem specjalizacji. Interesują mnie choroby wewnętrzne, kardiologia i w tym kierunku chciałbym się kształcić. Jestem też już doktorantem w Klinice Kardiologii.

    Rozmawiała Katarzyna Malinowska-Olczyk

     

    Sprawdziliśmy, jak inne miasta kuszą kandydatów na studia. Nie same uczelnie, ale miasta i samorządy. W pojedynkę niewiele można zdziałać.

    Łódź. Program „Młodzi w Łodzi” działa od 2008 r. Realizowany jest przy współpracy miasta z prawie 70 firmami oraz największymi uczelniami. Ma zachęcić do studiowania w Łodzi przez praktyki, staże i bezpłatne szkolenia. Firmy dofinansowują akademiki, dodatkowe lektoraty, fundują stypendia na kierunkach, których absolwenci są najbardziej poszukiwani przez pracodawców (do tej pory ufundowano 224). Stypendia od miasta dostają także laureaci i finaliści olimpiad przedmiotowych, którzy wybrali studia w Łodzi, a także doktoranci z osiągnięciami naukowymi. Ci pierwsi mogą liczyć 1500 zł miesięcznie, a drudzy 2,5 tys. zł. Dodatkowo np. rektor Uniwersytetu Medycznego dorzuca 550 zł miesięcznie laureatom olimpiad i 350 zł finalistom olimpiad.  Ponadto działa program „Mia100 kamienic”. Remontowane przez miasta mieszkania (od 25 do 80 mkw.) w kamienicach są wynajmowane na preferencyjnych warunkach najzdolniejszym studentom ostatniego roku i doktorantom. Warunek - muszą pracować w Łodzi. Ma to zachęcić ich do pozostania w tym mieście.

    Wrocław: tu działa „Studencki program stypendialny”. Laureaci olimpiad przedmiotowych i konkursów mogą liczyć na 1000 zł miesięcznie, studenci wyjeżdżający na studia za granicę (np. w ramach Erasmusa) 500 zł miesięcznie, a doktoranci z osiągnięciami naukowymi 2000 zł miesięcznie. Ponadto przez ostatnie 10 lat każdy wrocławianin, który zdawał maturę z matematyki i wybrał na studia kierunek ścisły, mógł liczyć na stypendium tzw. matematyczne przez cały semestr w wysokości 300 zł. W 2017 roku miasto wycofało się z tego programu.

    Poznań: Co roku prawie 800 laureatów i finalistów wybranych ogólnopolskich olimpiad przedmiotowych otrzymuje imienne gratulacje od prezydenta Poznania oraz informację o możliwości uzyskania rocznego stypendium (od 800 do 2000 zł). W latach 2008-2017 dostało je ponad 250 osób.

    km

     

    Dla Medyka

    Prof.  Adrian Chabowski, prorektor ds. studenckich w UMB: - Na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku nie mamy takiego programu, jak ma Poznań, czy Łódź. Ale wraz z Politechniką Białostocką i Uniwersytetem w Białymstoku zostaliśmy zaproszeni przez Urząd Miasta do udziału w programie „Studiuj w Białymstoku”. Celem tego programu jest zwrócenie uwagi młodych ludzi na Białystok i zainteresowanie ich naszą ofertą edukacyjną. Wielu przyszłych studentów z pewnością doceni fakt, że Białystok nie jest „machiną” wypuszczającą w świat co roku kolejne rzesze absolwentów, jak to się dzieje w dużych ośrodkach akademickich. Działania nastawione są na długofalową kampanię informacyjną. Od 2015 roku miasto prowadzi różnorodne działania informacyjno-promocyjne zachęcające do studiowania w Białymstoku. W ramach tego programu zrealizowano między innymi: wyjazdy targowe do Gdańska, Lublina, Kielc, Warszawy, Olsztyna, Katowic, kampanię bilbordową skierowaną do maturzystów w kilkudziesięciu miejscowościach położonych na terenie województw: warmińsko-mazurskiego, lubelskiego, mazowieckiego, świętokrzyskiego podkarpackiego, podlaskiego, kampanię w internecie, m.in. w serwisach tematycznych skierowanych do maturzystów, jak Edulandia. Ponadto wydano przewodnik akademicki w trzech językach z ofertą UMB, który został rozesłany m.in. do placówek dyplomatycznych na Wschodzie oraz przeprowadzono konkurs na filmik zachęcający do studiowania (w zamian ufundowano na rok wynajęcie mieszkania). Działa też profil fejsbukowy, który prowadzi na bieżąco działania promocyjne, między innymi UMB przesyła swoje newsy z Misiem Akademickim (https://web.facebook.com/StudiujWBialymstoku/0). Ostatnio do działań zatrudniono Fair Play Crew, który w swoim klipie zachęcał do studiowania w Białymstoku (https://www.youtube.com/watch?v=o0okuipwxK8). W bieżącym roku Białystok zorganizował również obóz dla 700 młodych stypendystów Fundacji Nowego Tysiąclecia, którzy uczestniczyli w zajęciach przygotowanych przez wszystkie wydziały UMB. Młodzież oraz organizatorzy ocenili naszą ofertę jako bardzo atrakcyjną - najatrakcyjniejszą:). To dobry segment dla UMB - zdolni, z małych miejscowości, fundacja finansuje stypendia na uczelniach publicznych - mogli doświadczyć naszej uczelni na żywo - to najlepszy sposób dotarcia do zainteresowanych. Ponadto UMB od dawna zwraca uwagę na współpracę ze szkołami. Organizujemy bardzo dużo zajęć praktycznych i spotkań, na które przyjeżdżają uczniowie z Podlasia i okolic w ramach akcji „Studiuj w UMB” i Przyrodniczego Uniwersytetu Młodzieżowego. Mamy podpisane umowy o współpracy z najlepszymi ogólniakami z Białegostoku I, II i III LO. Realizujemy projekt z I LO (Wydział Farmaceutyczny) - „Przedmioty przyrodnicze kluczem do zawodów przyszłości”. Nauczyciele akademiccy wspomagają merytorycznie osoby biorące udział w olimpiadach. Po ostatnim spotkaniu rekrutacyjnym być może uda się nam wypracować dodatkowe zachęty, jak mentoring czy też akademiki.

    Rafał Rudnicki, zastępca prezydenta miasta Białegostoku: - Nawet najlepsze, pełne PR-owych fajerwerków inicjatywy nie zachęcą absolwentów szkół średnich do studiowania w Białymstoku, jeśli nie uznają oni, że chcą z naszym miastem związać swoją przyszłość. Kryteriami, które o tym decydują, są w pierwszej kolejności perspektywa znalezienia dobrze płatnej pracy, zgodnej z ich wykształceniem, ale też komfort przyszłego życia, w tym życia rodzinnego, w danym miejscu Polski. O ile w tym pierwszym przypadku władze samorządowe praktycznie nie mają żadnego wpływu na pracodawców i tworzone przez nich miejsca pracy, wysokość zarobków itp. (chociaż chcemy np. namówić lokalnych pracodawców do stworzenia wspólnie z miastem programu płatnych staży pracy dla absolwentów), to już w drugim przypadku samorząd w dużym stopniu kształtuje jakość życia w mieście. I właśnie na tym od lat koncentrujemy się w Białymstoku, by tworzyć kompaktowe miasto, w którym dobrze, tanio i wygodnie się żyje. Nowe żłobki i przedszkola, wygodna, nowoczesna komunikacja miejska, sprawny system drogowy, coraz więcej terenów sportowo-rekreacyjnych (boiska - w ostatnich 10 latach wybudowano ich aż 80, siłownie pod chmurką), ponad 110 kilometrów ścieżek rowerowych pokazują, jak rozwija się nasze miasto. Te wszystkie elementy bez wątpienia są zachętą do tego, żeby wybrać stolicę województwa podlaskiego. Oczywiście nie oznacza to, że nie staramy się przekonać do siebie potencjalnych studentów metodami marketingowo-PR-owymi. Dlatego od kilku lat, w ramach współpracy z trzema uczelniami państwowymi: Politechniką Białostocką, Uniwersytetem w Białymstoku i Uniwersytetem Medycznym finansujemy z budżetu miasta - aktualnie kwotą 400 tys. zł - działania pn. „Studiuj w Białymstoku”. Środki te przeznaczone są na realizację pomysłów wyższych uczelni, które mają za zadanie zachęcić właśnie do studiowania w naszym mieście. Uczelnie mają pełną dowolność w kreowaniu swoich pomysłów - miasto nie ingeruje w nie, wychodząc z założenia, że to szkoły najlepiej wiedzą, jak przekonać do siebie uczniów, przyszłych studentów.

    Not. km

     

    Komentarz

    Jeszcze kilkanaście lat temu to maturzyści martwili się o studia. Teraz role się odwróciły; uczelnie walczą o studenta. Jednak mam wrażenie, że w tej walce władze Białegostoku i regionu z góry zakładają: kto będzie chciał przyjść tu na studia, to przyjdzie, i żadnymi działaniami tych planów się nie zmieni. A ja patrząc na działania włodarzy Łodzi, Wrocławia czy Poznania widzę, że potrzebne są wspólne, przemyślane kampanie, by zachęcić do studiowania w Białymstoku młodych z Polski i próbować zatrzymać tych, którzy się na Podlasiu urodzili i tu mieszkają. Białystok jako miasto do studiowania ma wiele zalet. Po pierwsze życie tu jest tańsze niż w dużych metropoliach. Po drugie miasto nie jest duże, ma sprawną komunikację. Ma też atmosferę. I życie studenckie. W przypadku UMB wielkim atutem jest bliskość wszystkich obiektów (w przeciwieństwie do np. śląskiego UM), ze szpitala na uczelnie można dojść pieszo. Poziom kształcenia na UMB to czołówka krajowa. Potrzebny jest jednak wyraźny sygnał ze strony miasta skierowany do studentów: jesteście ważni i potrzebujemy Was w naszym mieście. Nie wystarczy dać uczelniom kasy na promocję i „róbta, co chceta!!!”. Tu potrzebna jest skoordynowana, długoterminowa polityka, pomysł i stypendia, by przyciągnąć laureatów olimpiad lub innych konkursów. Jak ktoś był najlepszy w liceum, to na studiach nie osiądzie na laurach… Olimpiady wygrywają fighterzy. Oni potem będą jak lokomotywy, pociągną za sobą kolegów, podniosą poziom, będą zdobywać granty, będą mieć pomysły… Może na studiach zakochają się, wezmą ślub i tu zostaną (wszak studia to czas układania sobie życia). Oczywiście po studiach mogą wyjechać. I nie zawsze pomogą tu stypendia, darmowe mieszkania czy jakieś inne wsparcie miasta. Jeśli jednak wyjadą z Białegostoku, ale z dobrymi wspomnieniami, będą czuli związek ze swoją alma mater, będą się tym chwalić i czuć dumę. I zawsze wyciągną rękę, by pomóc np. studentowi czy doktorantowi z uczelni, z której wyszli (tu oczywiście jej rola, by też nie zapominała o absolwentach). A za jakiś czas, może ich dzieci, znajomi, przyjaciele przyjadą do Białegostoku, bo będą słyszeli, że to najlepsze miejsce do studiowania.

    Katarzyna Malinowska-Olczyk

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.