• Miasto oskarżone. Jedwabne.
  • Ostatnia zmiana 15.04.2013 przez Medyk Białostocki

    Miasto oskarżone. Jedwabne

    Pora zaprezentować miasto, które zostało postawione pod pręgierzem opinii publicznej i to niemal całego świata. Stało się tak po wydaniu przez Jana Tomasza Grossa książki „Sąsiedzi: Historia zagłady żydowskiego miasteczka” (polska edycja, Sejny, 2000). Jedwabne.

    Rok później w Jedwabnem na miejscu zbrodni odsłonięto pomnik, a prezydent Aleksander Kwaśniewski przeprosił w imieniu narodu polskiego naród żydowski. W wyniku zebrania dodatkowych materiałów i przeprowadzonego śledztwa zweryfikowano część ustaleń J. Grossa, dodano ważne fakty poprzedzające wydarzenia z 10 lipca 1941 r. Emocje opadły, ale nadal nie wszyscy pogodzili się z ustaleniami historyków i prokuratorów.

    Kłopoty z lokacją

    Badacze dotarli do dokumentów z początków XV w., w których pojawiła się nazwa Jedwabne Siedlisk. Był to teren dogodny, bo leżący przy szlaku Wizna – Kubra

    Obecność osady z XII w. potwierdza cmentarzysko odkopane w końcu XIX stulecia. Badacze dotarli do dokumentów z początków XV w., w których pojawiła się nazwa Jedwabne Siedlisko (siedliska). Był to teren dogodny, bo leżący przy szlaku Wizna - Kubra, w pobliżu źródeł rzeczki (strugi) Wiźnica. Pierwsze próby osadzenia wsi w latach 20. XV stulecia nie wypadły pomyślnie i cel ten osiągnął dopiero Jan Bylica, herbu Trzywdar, przybysz z ziemi zakroczymskiej, późniejszy podsędek i sędzia wiski. On także ufundował kościół drewniany pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, świętego Jakuba i Wszystkich Świętych (wzmianka z 1448 r.; parafia w 1466 r.). Wieś zmieniała właścicieli, w 1736 r. przejął ją stolnik łomżyński Antoni Rostkowski, herbu Dąbrowa. On wyjednał od króla Augusta III prawo miejskie magdeburskie, sygnowane 17 lipca 1736 r. Doprowadził również do wybudowania w latach 1737-1738 nowego kościoła drewnianego, konsekrowanego w 1743 r. Miasteczko chętnie przyjmowało wyznawców mojżeszowych, którzy zdobyli przewagę liczebną wśród mieszkańców i w 1770 r. wznieśli synagogę. Trzeba przyznać, że był to jednak mierny rozwój, skoro w 1777 r. naliczono w Jedwabnem tylko 51 domów i 306 osób. Wpływ na taki stan miała silna konkurencja innych miast i miasteczek na pograniczu ziemi wiskiej i łomżyńskiej. Za panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego rozpoczęto wprawdzie w Rzeczypospolitej Obojga Narodów dzieło reform, ale szlachta Mazowsza Północno-Wschodniego nie wykazała nadmiernego entuzjazmu do wprowadzania śmielszych zmian.

    Na szczęście dla Jedwabnego miasteczko przeszło na własność osoby znakomitszej od poprzednich włodarzy, i mającej szersze kontakty. Był to Stanisław Rembieliński herbu Lubicz, sekretarz gabinetowy króla, chorąży i poseł ziemi wiskiej. Ponoć nabył dobra jedwabieńskie za nagrodę otrzymaną do „króla Stasia”, wynoszącą 20 tys. złotych. On to zaspokoił żądania wierzycieli i postawił niewielki dwór. Być może już wówczas uruchomiono w Jedwabnem własnymi siłami prymitywne warsztaty tkackie.

    Rajmund Rembieliński i jego najbliżsi

    Po śmierci Stanisława w maju 1784 r. właścicielem dóbr został jego syn Rajmund, jednak zarządzała Jedwabnem wdowa Marcjanna z Łączyńskich oraz jej drugi mąż Marcin Ledóchowski, starosta bronowski. Rajmund Rembieliński w 1790 r. ukończył z wynikiem celującym Korpus Kadetów i od tej pory mógł częściej bywać w rodzinnym dworze. W czasie powstania kościuszkowskiego dołączył do pospolitego ruszenia ziemi wiskiej, wyróżnił się w potyczce pod Obiedzinem. W dworze jedwabieńskim panował kult tradycji i staropolskie obyczaje. W takiej atmosferze wychowywali się dwaj bracia rodzeni Rajmunda: Andrzej i Wiktor oraz siostra Ewa, a także dwaj przyrodni bracia: Jan i Józef. Różne były koleje ich życia. Wiktor prezesował trybunałowi łomżyńskiemu i augustowskiemu, ożenił się wybornie, bo z Izabelą hr. Ledóchowską i był właścicielem łomżyńskiego Rembielina. W Królestwie Polskim został posłem i senatorem, a w 1831 r. ministrem Rządu Narodowego (powstańczego). Andrzej, radca departamentu łomżyńskiego, osiadł w Sieburczynie koło Wizny, uchodził za skąpca i oryginała, nad stan małżeński przedłożył miłość do ogrodów, róż i drzew owocowych. Ewa mogła czuć się usatysfakcjonowana jako żona Stanisława Skarżyńskiego, syna ostatniego podkomorzego łomżyńskiego. O braciach przyrodnich wiemy mniej, nie zrobili oni karier łomżyńskich, ale dobrze służyli ojczyźnie, skoro Józef był kapitanem w wojskach Księstwa Warszawskiego, a Jan zakończył życie w Paryżu (Wielka Emigracja).

    Pogawędźmy jeszcze o ożenkach samego Rajmunda Rembielińskiego. W 1797 r. związał się on węzłem małżeńskim z Agnieszką Opacką, córką hrabiego, gen. Chryzantego, kawalera Orła Białego i Orderu św. Stanisława. Był to gospodarz zaiste wzorowy, posiadał dobra Mężenin (przy szosie białostockiej) i Krośniewice (pow. kutnowski), nawet własną flotę do sprawiania zboża. Agnieszkę Zygmunt Gloger opisał jako wcielenie wszelkich cnót: niepospolite wykształcenie, postawa obywatelska, zalety towarzyskie, podróżowała kilkakrotnie po Włoszech, przyjaciółka zwierząt, „miłość do rzeczy krajowych wlewała”, w 1831 r. dwór mężeniński zamieniła na szpital dla żołnierzy polskich. Niestety Rajmund i Agnieszka Rembielińscy mieli tylko jedną córkę, która zmarła wcześnie. Po upływie lat pani Agnieszka „nie czując się szczęśliwą, bezdzietna, wzięła z nim rozwód, lecz mocą ugody rozwodowej zapisała Rembielińskiemu około tysiąca włók ziemi” (Z. Gloger). Rajmund w 1819 r. zawarł więc powtórny związek małżeński, tym razem z Antonią Weltz i doczekał się dwóch synów Aleksandra i Eugeniusza. Ten drugi odziedziczył Jedwabne i jeszcze od Agnieszki primo voto Rembielińska, a secundo voto Bechonowa (rozwiodła się powtórnie po 5 latach) otrzymał Mężenin. Niestety, syn nie dorównał umiejętnościami ojcu, stracił majątki kładąc nad gospodarkę podróże zagraniczne.

    Jedwabne przemysłowe

    Niespodziewanie w 1831 r. co najmniej 13 wytwórców sukna przeniosło się z Łomży do Jedwabnego. Jednak obopólna radość nie trwała długo, w 1836 r. sukiennicy opuścili miasteczko

    Po utworzeniu w 1807 r. Księstwa Warszawskiego Rajmund Rembieliński rozpoczął karierę urzędniczą, współorganizował departament łomżyński, a następnie objął stanowisko prefekta departamentu płockiego. Dlatego płockiego, bo nie mógł sprawować urzędów w Łomżyńskiem, gdzie posiadał dobra ziemskie. Po 1815 r., już w Królestwie Polskim, był posłem i marszałkiem Sejmu, prezesował Komisji Województwa Mazowieckiego i został uznany za „ojca” fabrycznej Łodzi. To chyba największa kariera XIX-wieczna obywatela z naszego regionu. Właściciel Jedwabnego pełniąc tak zaszczytne funkcje nie miał jednak czasu, by zająć się swoim miasteczkiem. Miało się więc ono mizernie, liczyło w 1822 r. 617 mieszkańców.

    Niespodziewanie w 1831 r. co najmniej 13 wytwórców sukna przeniosło się z Łomży do Jedwabnego, a Rajmund Rembieliński uzyskał zgodę władz na ich przyjęcie. Jednak obopólna radość nie trwała długo, w 1836 r. sukiennicy (sami ewangelicy, przybysze z ziem niemieckich) opuścili miasteczko. Rajmund zdążył rozbudować dwór, przeziębił się niestety w drodze i po trzech tygodniach zmarł 12 lutego 1841 r. Został pochowany w Jedwabnem, jego grób nie zachował się do naszych czasów. W Jedwabnem znów pojawiły się warsztaty. W 1851 r. było ich 17 z 36 sukiennikami i miasteczko to pod względem wartości produkcji zajmowało 11 miejsce w Królestwie Polskim. Po powstaniu styczniowym władze carskie odebrały Jedwabnemu prawa miejskie, ale osada rozwijała się. Przed wojną mieszkało w niej około 4 tys. osób (aż 94% Żydów?), pracowały m.in. fabryczki rękawiczek i lamp. Katastrofalne zniszczenia zabudowy (72%!) spowodowały walki toczone w 1915 r., spłonął wówczas i kościół.

    W II Rzeczypospolitej osada zdołała się odbudować i w 1927 r. odzyskała prawa miejskie. W latach 1926-1935 wzniesiono w Jedwabnem okazały kościół neobarokowy, świetność odzyskała również zabytkowa synagoga. W 1931 r. spis wykazał 2,2 tys. mieszkańców, w tym 860 wyznania mojżeszowego, którzy emigrowali częściej niż katolicy. Oprócz rękawic produkowano kapelusze słomkowe.

    Kataklizmy

    29 czerwca 1941 r. Reinhard Heydrich wydał dyrektywę, by po rozpoczęciu wojny z ZSRR inspirować na zajmowanych ziemiach pogromy żydowskie w wykonaniu ludności miejscowej

    Biedy w Jedwabnem lat międzywojennych nie brakowało, ta sprzyjała wyostrzaniu się postaw mieszkańców. Wśród ludności żydowskiej aktywni byli nosiciele ideologii lewicowych, a wśród katolików rząd dusz zachowali narodowcy w wydaniu prowincjonalnym. We wrześniu 1939 r. przez Jedwabne przejechały kolumny niemieckie podążające na Wiznę, zaś po kilkunastu dniach nadciągnęły oddziały Armii Czerwonej i rozpoczął się terror w wykonaniu NKWD, m.in. w lipcu 1940 r. aresztowano ks. Ryszarda Szumowskiego. Największym echem w terenie odbiła się likwidacja oddziału partyzanckiego kwaterującego w uroczysku Kobiele. Ostatnim aktem „czerwonego” bezprawia stała się deportacja czerwcowa 1941 r. Do domów, także rodzin ofiar z Kobielnego, przychodzili funkcjonariusze sowieccy w towarzystwie miejscowych milicjantów żydowskich; ci drudzy budzili szczególną nienawiść, jako niedawni jeszcze „sąsiedzi”. Sytuacja stawała się zapalna i wtedy powrócili okupanci niemieccy.

    Dziś wiemy, że 29 czerwca 1941 r. Reinhard Heydrich wydał dyrektywę, by po rozpoczęciu wojny z ZSRR inspirować na zajmowanych ziemiach pogromy żydowskie w wykonaniu ludności  miejscowej. „Antysemickie uprzedzenia, nazistowska zachęta, oskarżenia o kolaborację, chęć zemsty i grabieży splotły się w zbrodniczy węzeł”. (J. J. Milewski). Bez okupacji sowieckiej i niemieckiej nie doszłoby z pewnością w Jedwabnem, i innych jeszcze miejscach na pograniczu mazowiecko-podlaskim, do zbrodni, choć relacja polsko-żydowskie popsuły się przed wybuchem wojny. Według mnie jedną z najważniejszych przyczyn tragedii była nieobecność wywiezionej lub zmuszonej do przesiedlenia się inteligencji, miejscowych autorytetów. Wojna psuła obyczaje, wywoływała reakcje wręcz nieludzkie. Te i inne kwestie trzeba jeszcze badać, by nie tylko ustalić prawdę o zbrodni jedwabieńskiej, ale uczyć się zapobiegać jakimkolwiek wynaturzeniom popełnianych przez „sąsiadów”.

    Według aktualnego stanu wiedzy, 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem około 40 mieszkańców miasteczka i chłopów z pobliskich wiosek zamordowało, za przyzwoleniem i cichym wsparciu okupantów niemieckich, co najmniej 340 Żydów. Większość ofiar spalono w stodole.

    Adam Czesław Dobroński

  • 70 LAT UMB            Logotyp Młody Medyk.