• Województwo.
  • Ostatnia zmiana 27.11.2012 przez Medyk Białostocki

    Województwo

    Białystok dawnych lat, to nie tylko garnizon, silny ośrodek żydowski i miasto kolejarzy, o czym pisałem ostatnio na łamach „Medyka”. To również stolica regionu, więc chciałbym upomnieć się o postrzeganie pałacu Branickich również jako byłej siedziby władz wojewódzkich.

    Piszemy dużo o tej rezydencji właścicieli miasta (Wiesiołowscy, Braniccy), potem własności carów rosyjskich przeznaczonej na  Instytut Panien Szlacheckich. Wspominamy wizyty w pałacu ważnych osobistości, jego dzieje w okresie obu wojen światowych, odbudowę, wprowadzeniu się doń Akademii Medycznej. Bardzo cieszą białostoczan i gości efekty ostatnio prowadzonych prac konserwatorskich, rewitalizacja ogrodów, powrót pawilonu „Pod orłem”. Zapomniano natomiast, że przed wrześniem 1939 roku pałac białostocki potocznie określano mianem „województwa” i była to nazwa adekwatna.

     

    Spełnione nadzieje

    Stolicą staropolskiego województwa podlaskiego został nadbużański Drohiczyn, Białystok jako miasto prywatne nie mógł pełnić tej roli. Trzeba też dodać, że stosunkowo późno zyskał on prawa miejskie, a część przedmieść pozostawała i po 1513 roku w województwie trockim Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po raz pierwszy nasz gród (brzmi to dumnie, choć niezbyt prawdziwie) stał się siedzibą władz państwowych po III rozbiorze Polski. Prusacy utworzyli wówczas rozległy departament białostocki obejmujący powiaty: białostocki, bielski, dąbrowski, drohicki (drohiczyński), goniądzki - biebrzański (z Augustowem), kalwaryjski i mariampolski (oba z wyraźną przewagą ludności litewskiej), łomżyński, suraski, wigierski (z Suwałkami). Ten stan utrzymał się tylko do 1807 roku, kiedy to z woli Napoleona I i cara Aleksandra I Białystok znalazł się w Rosji jako centrum czteropowiatowego obwodu (białostocki, bielski, drohicki, sokólski). W 1843 roku i ten twór administracyjny zakończył swój byt. Białystok z powodu rozwoju przemysłowego zyskał wprawdzie pod koniec XIX wieku miano Manchesteru Północy, ale był tylko stolicą powiatu w guberni grodzieńskiej.

    W 1919 roku zaświtała nadzieja, najpierw Rada Ministrów, a 2 sierpnia i Sejm Ustawodawczy zadecydowały o powrocie Białegostoku na mapę ośrodków władz administracyjnych II instancji. Miejscowy dziennik nie miał wątpliwości, że ten dzień zapisze się „zgłoskami złotemi” w dziejach miasta nad Białą i całego regionu. Co znamienne, województwo to zaliczono do centralnych. Miało ono w swym składzie silną reprezentację ziem mazowieckich (Łomża, Ostrołęka, Ostrów Mazowiecka, Szczuczyn - Grajewo) i większość dawnego Podlasia (od Bugu po Augustów) z przyległościami (m.in. Sokółką i Hajnówką). Miało także Suwalszczyznę i ubogacenie w postaci dwóch powiatów kresowych (Grodno, Wołkowysk). Pod względem powierzchni Białostockie szczyciło się pozycją wicelidera w II RP, natomiast znacznie gorzej wypadało w zestawieniach uwzględniających liczbę ludności, potencjał gospodarczy, stan infrastruktury społecznej. Złośliwi mówili, że stolica nowego województwa to duża wieś, a cały obszar tej jednostki, to Polska B z elementami Polski C. Zatem dumnie i zarazem chędogo.

     

    Poczet wojewodów białostockich

    Było ich ośmiu, a pamiętamy właściwie jednego - Mariana Zyndrama Kościałkowskiego. Z pewnością wszyscy starali się, by pełnić dobrze powierzone im obowiązki, a o sukcesach lub ich braku zadecydowały różnorodne czynniki. Pierwszy wojewoda Stefan Budzyński przybył do Białegostoku dopiero w lutym 1919 roku i zamieszkał w pałacu. Po trzech miesiącach  wyjechał na kurację do Nałęczowa (Supraśl nie był jeszcze zdrojem), a potem na ochotnika wstąpił do wojska i do naszego miasta już nie powrócił. Jego następca, inż. chemik Stefan Popielawski, pełnił udanie powinności wojewody przez niemal cztery lata. Odszedł z pełną kulturą, chyba zmęczony powtarzającymi się kryzysami. O połowę krótszą kadencję zaliczył inż. Marian Rembowski, ten zapowiadał się bardzo obiecująco, ale został odwołany bez wątpienia z pobudek politycznych, po przewrocie majowym 1926 roku. Zastanawia obecność dwóch kolejnych wojewodów inżynierów. Był to zbieg okoliczności, czy dowód realizmu władz centralnych, bo Białostocczyzna po zamknięciu granicy z sąsiadem wschodnim musiała podjąć dzieło przeorientowania swej gospodarki. Inna sprawa, że z niezadowalającymi efektami.

    Wykaz wojewodów opcji sanacyjnej otworzył Karol Kirst, prawnik, podobnie jak i dwaj jego poprzednicy związany wcześniej z terenami okręgu łódzkiego. Czy dlatego, że włókienniczy Białystok uważano za młodszego brata Łodzi? Kirst mimo swej poprawności musiał odejść, bo zaczął się wielki kryzys, trzeba było wojewody z „mocnymi plecami”. Wybór w lipcu 1930 roku - jakże trafny - padł na wspomnianego M. Zyndrama Kościałkowskiego. Był młodym, dobrze wykształconym i miał istotne zasługi w pracy niepodległościowej, zaliczał się do liderów propiłsudczykowskiego Bloku Współpracy z Rządem. W Białymstoku z energią i znajomością rzeczy starał się ograniczyć skutki kryzysu, pozyskiwał środki na roboty publiczne, dzięki czemu można było przeprowadzić wielkie porządki i urządzić Planty. Część tych zasług trzeba jednak przypisać i prezydentowi miasta Sewerynowi Nowakowskiemu. O możliwościach zaś Mariana Kościałkowskiego świadczą później pełnione przez niego funkcje państwowe: komisarza miasta stołecznego Warszawy, dwukrotnie ministra, premiera w latach 1935-1936. Na tle tej postaci raczej blado wypadli następcy: generał i prawnik Stefan Popławski (znał Białystok z lat wojny 1919-1920), major i nauczyciel rodem z Kolna Stefan Kirtiklis (jedyny ziomek, ale urzędował tylko 10 miesięcy), lwowianin i prawnik Henryk Ostaszewski (ewakuował się z miasta nocą z 10 na 11 września 1939 r.).

    Dr Jan Jerzy Milewski wyliczył, że wojewodowie białostoccy liczyli od 38 do 49 lat, na ogół mieli doświadczenie w pracy w administracji, wielu z nich szczyciło się czynami frontowymi oraz wykształceniem prawniczym. Przeciętna kadencja wojewody białostockiego trwała dwa i pół roku. Dodam od siebie ciekawostkę, oto z ośmiu wymienionych najważniejszych dostojników województwa białostockiego aż połowa nosiła dobrze zapisane w historii Polski imię Stefan, a dwóch miało za patrona św. Mariana.

     

    Siedziba

    Rosjanie opuszczając Białystok w sierpniu 1915 roku dokonali spustoszenia pałacu, przy czym co cenniejsze wyposażenie załadowano w skrzynie i wysłano na wschód. Niestety, te cenności nigdy nie wróciły na dawne miejsce. Z kolei władze niemieckie w siedzibie Branickich ulokowały szpital wojskowy na sto łóżek, dokonywano tu operacji. A wszystko ze szkodą dla materii zabytkowej, więc dobrze, że medycy białostoccy nie odwołują się do tej tradycji.

    Po wyniesieniu się okupantów pałac wraz z otoczeniem budził współczucie, odstraszał. A jednak tu zaczęto urządzać rezydencję wojewody i biura. Po części z konieczności, bo miasto nie zapewniło szerszego wyboru stosownych gmachów. Myślę jednak, że przede wszystkim chciano nawiązać do okresu świetności Wersalu Polskiego, symbolicznie przerzucić most między latami staropolskiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i odrodzonej II Rzeczypospolitej Polskiej. Na krótko te starania zakłócili w sierpniu 1920 roku bolszewicy, zwłaszcza członkowie Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski z Julianem Marchlewskim i Feliksem Dzierżyńskim. Ten drugi miał nawet ziemiańskie, kresowe pochodzenie, ale daleko mu było do arystokracji i, co gorsza, uległ epidemii ideowej czerwonki.

    W 1921 roku „cały prawie Urząd Wojewódzki, liczący około 300 pracowników” mieścił się w pałacu Branickich. Najważniejsze gabinety (wojewody, wicewojewody, sekretarza) ulokowano w byłych apartamentach Izabeli z Poniatowskich (Pani Krakowskiej), a w pokojach hetmańskich zamieszkał wojewoda. W wydanym wówczas albumie „Białystok ilustrowany” znalazły się liczne szkice i zdjęcia z pałacu oraz parku, ale autorzy nie zdobyli się na opis zniszczeń, nie dali nawet wyrazu wiary w odbudowę tej jednej „z najciekawszych osobliwości Białegostoku”.

    Korzystniejsze wiatry powiały dopiero za czasów urzędowania K. Kir ta, który poprzedził tomik „Województwo białostockie. Przeszłość i zabytki” (1929 r.) myślą w duchu Zygmunta Glogera, wartą przypomnienia: „Poznanie przeszłości własnego kraju, badanie jego zabytków, kultury, sztuki, obyczajów - to nie tylko obowiązek każdego obywatela, lecz również stworzenie możliwości sięgania do niewyczerpanej skarbnicy ducha, jaką jest nasza twórczość wiekowa oraz nawiązania starganej nici przeszłości i dalsze jej snucie w teraźniejszość dla przyszłych pokoleń”.

     

    Powolna odnowa

    Dr Z. Rogowski w tymże tomiku podjął się dociekania dziejów pałacu. Ubolewał z powodu otoczenia byłej rezydencji Branickich obiektami z nowszych dziesięcioleci; dostało się, więc i hotelowi Ritz, „bliskością swoją przytłaczającego wieżę wjazdową i psującego perspektywę na pałac”. Hotelu tego nie odbudowano po II wojnie światowej, co dziś budzi mieszane odczucia, za to wzniesiono w późnym PRL-u wysoki klocek przy ul. Słonimskiej (siedziba władz miejskich), który zamknął niefortunnie oś widokową z pałacu na wschodnią stronę. Z. Rogowski ocenił bardzo surowo (banalna koszarowa architektura) gmach wzniesiony w 1897 roku na potrzeby Instytutu Mikołaja, wykorzystywany w II RP przez szkolnictwo nauczycielskie, dziś służący UMB. Najbardziej jednak martwiły autora zastałe zmiany zwieńczeń dachowych i zdeformowane jednopiętrowe pawilony. I choć „mury pałacu w zasadniczym swym zrębie dotrwały prawie w całości”, choć zachowały się niektóre detale architektoniczne, to pozostawało silne uczucie niedosytu. Tekst kończył się jednak optymistycznym akcentem, bo „sprawa restauracji pałacu ruszyła wreszcie z miejsca”.

    Rzeczywiście w latach trzydziestych ubiegłego wieku wykonano wiele prac renowacyjnych. Poprawiono wjazd i nawierzchnię dziedzińca paradnego oraz przebudowano studnie (utrzymują się wątpliwości, czemu służyły te małe obiekty). Pałac bardziej otworzył się na miasto dzięki odsłonięciu kolumnad, a przede wszystkim po urządzeniu wspomnianych już Plant. Podjęto również prace w kaplicy, dbano o porządki, co zauważali goście. Nowe nadzieje budziły imponujące budowle przy ul. Mickiewicza (Izba Skarbowa, sąd) oraz dobrze wkomponowana w otoczenie mała kolonia domów (wilii) urzędniczych przy ul. Świętojańskiej. No, i przywracano konsekwentnie uroki Zwierzyńca.

     

    Wydarzenia nadzwyczajne

    Za sprawą wojewodów, braci urzędniczej i petentów pałac tętnił życiem. Wielkie świętowanie zaczęło 21 sierpnia 1921 roku od wizyty honorowego obywatela Białegostoku marszałka Józefa Piłsudskiego. W ogrodach ustawiono wówczas stoły dla około 2 tysięcy osób, w większości mundurowych. Marszałek zasiadł blisko wyjścia z pałacu i mógł słuchać melodii wygrywanych na balkonie przez kapelę Stanisława Namysłowskiego. Powrócił do siedziby Branickich na wieczorny raut i dopiero pół godziny przed północą opuścił „województwo”. Uczestnicy niezwykłej uroczystości i dziennikarze nie mieli wątpliwości, że „Dziadek” był w znakomitym humorze, wzniósł piękny toast za więź obywateli i żołnierzy. W późniejszych latach bywał w Białymstoku prezydent Ignacy Mościcki, ciekawość budziły inspekcje premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, ambasadorów różnych państw, ministrów, dostojników kościelnych, podziwianych artystów. Niestety, mamy bardzo mało opisów z ich spotkań z wojewodami.

    Przedostawały się natomiast do prasy ciekawostki z balów odbywających się w pałacu. Czekano na powitanie Nowego Roku (Sylwester) i na atrakcje karnawałowe, na tak zwane bale zielone (po Wielkanocy), zabawy i akademie powiązane ze obchodami świąt państwowych i ważnych rocznic. Bywało, że sala na piętrze zamieniała się w wielką grotę zimową, lub nabierała tajemniczego wystroju (styl mauretański), zawieszano w niej ozdoby morskie i akcesoria lotnicze. Zdarzyło się, że wzniesiono w lektyce Wenus, zapraszano na wystawy, a zespół wileńskiej Reduty (dyrektor Juliusz Osterwa) na dziedzińcu pałacowym wystawiał przedstawienia. Wojewoda wręczał ordery i wygłaszał przemówienia, wojskowi potrząsali szablami, ale debatowano również nad pomocą dla bezrobotnych oraz bezdomnych, przygotowywano inne jeszcze akcje charytatywne, często podejmowano tematy biednych dzieci, sierot. Odbywały się odczyty i dyskusje, promowano sport i turystykę.

    Tak, to było „województwo”, długo można o tym pisać i opowiadać. Wojewoda był niekwestionowaną postacią numer jeden, prasa informowała nawet o jego wyjazdach na urlopy i powrotach do czynności urzędowych. Częstym gościem w pałacu stał się gen. Ludwik Kmicic-Skrzyński, komendant garnizonu i dowódca Podlaskiej Brygady Kawalerii. Nie tylko podczas tańców podziwiano damy, ich kreacje.

    Pora kończyć. Proszę pamiętać, że pałac Branickich, obecna siedziba Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, mieścił w okresie międzywojennym władze województwa białostockiego.

     

    Adam Czesław Dobroński - jest prof. dr hab., pracuje na Wydziale Historyczno-Socjologicznym Uniwersytetu w Białymstoku

  • 70 LAT UMB            Logotyp Młody Medyk.