• Ostatnia zmiana 08.02.2018 przez Medyk Białostocki

    Braniccy wrócili do Białegostoku

    15 sekund zdecydowało o tym, że XVIII-wieczne portrety Izabeli i Jana Klemensa Branickich mogły wrócić do Białegostoku. Wypatrzyli je na aukcji w Monachium pracownicy Muzeum Podlaskiego i szczęśliwie doprowadzili transakcję do końca.

    Obrazy mają wymiary 103 cm na 85 cm. Ich autorzy oraz daty powstania portretów na razie są nieznane, choć są pewne przypuszczenia. Przykład: portret Jana Klemensa mógł być namalowany pomiędzy rokiem 1766 a 1771. Wszystko dlatego, że nasz hetman ma na nim order Złotego Runa, który otrzymał w 1766 r., zaś data 1771 to rok jego śmierci. Jest też podpis autora „per Graf”, choć to może być pomyłka. Można przypuszczać, że portrecistą był Kraft - malarz pracujący na zlecenie Branickiego.

    W przypadku portretu Izabeli, zawiera on motyw charakterystyczny dla przedstawiających ją obrazów, kiedy trzyma otwartą księgę, w której widać podobiznę jej ojca. Na tym obrazie również trzyma księgę, ale widać w niej podobiznę jej brata Stanisława Augusta Poniatowskiego. Dlatego można przypuszczać, że obraz został namalowany już po jego elekcji, czyli po roku 1764 r. Ciekawostką jest fakt, że obraz podpisano nie Izabela Branicka, a Janowa Klemensowa Branicka.

    Licytacja

    Muzeum próbowało kupić te portrety już w 2008 roku. Wówczas na licytacji w Paryżu zabrakło funduszy.

    - Rynek antykwaryczny działa tak, że jeśli dzieł nie kupuje muzeum, to często trafiają one ponownie do domów aukcyjnych. Czekaliśmy 10 lat i obrazy „paryskie”, które tym razem okazały się „monachijskie”, zostały wystawione do sprzedaży w domu aukcyjnym Hampel - zdradzał kulisy transakcji na konferencji prasowej Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego.

    Kluczowe były jednak pieniądze: cena wyjściowa 32-35 tys. euro. Po doświadczeniach paryskich wiadomo było, że potrzeba ich więcej. Muzeum wystąpiło z prośbą o wsparcie do samorządu województwa. Tu sprawą zajął się wicemarszałek Maciej Żywno.

    - To kosztowało bardzo dużo pracy, żeby w końcówce roku przy już dopracowanym budżecie te 300 tys. zł znaleźć. Warto dodać, że zmiany w budżecie zostały zaakceptowane jednomyślnie - opowiadał wicemarszałek. Procedury zajęły jeden dzień.

    Sama aukcja trwała 15 sekund. - Ledwo nabraliśmy oddechu, a już było właściwie po wszystkim - żartuje Lechowski.

    Startowało kilku chętnych. Muzeum reprezentował dom aukcyjny Hampel. Stanęło ostatecznie na 55 tys. euro. Dodając do tego koszty licytacji i inne wyszło ok. 70 tys. euro (ok. 300 tys. zł).

    Jest jeszcze jeden pozytywny rezultat tego wydarzenia. Samorząd województwa, który zarządza m.in. Muzeum Podlaskim, zastanawia się nad utworzeniem specjalnego funduszu, dzięki któremu można by kupować w przyszłości dzieła sztuki związane z naszym regionem.

    Rarytas

    Choć Braniccy to wizytówka promocyjna Białegostoku, to w mieście nie ma po nich wielu pamiątek. Jest m.in. dokument cechowy nadania przywilejów rzemieślnikom z 1769 z pieczęcią lakową w puszce z autografami obydwojga Branickich. W zbiorach są również dwie płyty kominkowe z herbami Poniatowskiej i Branickiego. Są także dwie księgi pochodzące ze zbiorów Izabeli. Są też depozyty z innych placówek muzealnych - m.in. kopie portretów z Muzeum Zamojskich w Kozłówce z początku XIX-w. oraz pantofle Branickiej w jej ulubionym kolorze oliwkowym.

    Pamiątek jest tak mało, ponieważ historia bardzo surowo obeszła się z Pałacem Branickich. Jak opowiada Andrzej Lechowski, to co zostało w białostockim pałacu, zostało albo zniszczone, albo wywiezione. Najpierw w 1795 r. pałac został sprzedany królowi Prus. W 1807 roku przejął go rosyjski car. Wtedy zaczęto wyrywać wszystko ze ścian i przewozić do Petersburga. Dewastacji pałacu dopełniło przystosowanie go na potrzeby Instytutu Panien Szlacheckich, potem był w nim szpital wojenny. A po II wojnie światowej pałac był praktycznie zniszczony w całości.

    Wojciech Więcko, Wrota Podlasia

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.