• Ostatnia zmiana 05.12.2017 przez Medyk Białostocki

    Studenci wsparli rezydentów

    Kiedy w Warszawie przez cały październik rezydenci prowadzili strajk głodowy, w Białymstoku studenci zawodów medycznych wspierali ich organizując dwie pikiety i happeningi.

    - Chcemy dać wsparcie naszym starszym kolegom. Pokazać, że sprawa nie dotyczy małej grupki rezydentów w Warszawie, to problem dotyczący całego kraju - powiedział Łukasz Gołoś, kiedy spotkaliśmy go na pierwszej pikiecie na białostockim Rynku Kościuszki. Zorganizował ją razem z koleżankami z roku Urszulą Domysławską i Joanną Kozłowską.

    6,8 proc PKB na zdrowie

    Na placu przed ratuszem zebrało się kilkuset młodych ludzi. Ubrani byli w białe fartuchy. W rękach trzymali transparenty i kartony z wypisanymi hasłami i postulatami protestujących. Ten główny był taki sam jak w Warszawie: 6,8 proc. PKB przeznaczane z budżetu państwa na służbę zdrowia w ciągu najbliższych trzech lat. Obecnie to 4,7 proc. PKB.

    - To minimalna kwota wyliczona przez Światową Organizację Zdrowia, która pozwala prawidłowo funkcjonować systemowi - tłumaczy Urszula Domysławska.

    Niedofinansowanie - zdaniem protestujących - powoduje limity przyjęć pacjentów, kolejki chorych do specjalistów, a niskie pensje personelu medycznego przyczyniają się do tego, że wiele osób albo rezygnuje z pracy, albo woli wyjechać za granicę i tam godziwie zarabiać. W efekcie inni zmuszeni są do pracy na etacie i brania dodatkowych dyżurów. Do tego nadmiar biurokracji sprawia, że lekarzowi po prostu brak czasu na rozmowę z pacjentem.

    - Chcemy leczyć w Polsce, tu pracować. Dlatego właśnie protestujemy, żeby to zmienić - dodaje Łukasz Gołoś.

    - Protestujemy, żeby pokazać, że to nie jest tylko sprawa jakiejś grupki rezydentów w Warszawie, ale że jest nas więcej. Chcemy pokazać, że też się na to nie zgadzamy - wtóruje koledze Joanna Kozłowska. - Jeżeli lekarz nie może zrobić kompletu badań diagnostycznych swojemu pacjentowi, bo nie może narażać szpitala na koszty, to jak ma za niego odpowiadać?

    Pierwszy protest odbył się 13 października i przebiegał pod hasłem „Studenci rezydentom”. Druga manifestacja w tym samym miejscu odbyła się tydzień później. Z tym że był to już protest środowiska medycznego, które zjednoczyło się w walce o naprawę systemu. Studenci od samego początku twierdzili, że ich akcja jest wyrazem wsparcia dla kolegów w Warszawie i nie będzie przekształcana w bardziej radykalne formy protestu, np. strajk głodowy.

    Rozmowy w Warszawie

    W Warszawie grupa rezydentów podjęła protest głodowy. Równolegle prowadzono rozmowy z przedstawicielami resortu zdrowia, resortu pracy, ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem, minister pracy Elżbietą Rafalską i premier Beatą Szydło. Efekt? Choć strona rządowa stwierdzała, że jest zadowolona z tych spotkań, to rezydenci nie kryli: - Czekamy na jakieś konkrety. Jest nam to obiecywane od dwóch lat. Protestujemy dalej.

    Największą rozbieżnością pomiędzy protestującymi i rządzącymi okazał się główny postulat, czyli wzrost w ciągu trzech lat nakładów na służbę zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB.

    - Rezydenci mówią o tym, żeby zwiększyć te nakłady natychmiast (...) o kwoty, które są astronomiczne. Mówią, żeby w ciągu trzech lat dojść do 6,8 procent PKB, a lekko licząc to około 45 miliardów złotych w stosunku do tego, co mamy dzisiaj - powiedział w wywiadzie dla „Sygnałów Dnia” w programie I Polskiego Radia Konstanty Radziwiłł.

    Minister zapowiadał dojście do poziomu 6 proc. PKB w roku 2025. Z tym, że kłóci się to z zapisami w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2017-2020. W tym czasie nie przewiduje się żadnego wzrostu. W 2020 roku wydatki na zdrowie mają wynieść tyle, ile obecnie - 4,7 proc. PKB [w 2018 r. wydatki będą nawet trochę mniejsze niż obecny poziom - red.]. Prawdopodobnie z tego powodu w Ministerstwie Zdrowia w lipcu tego roku przygotowano dokument „Strategia zmian w systemie ochrony zdrowia w Polsce” Postuluje się w nim zwiększenie nakładów do poziomu 6 proc. PKB, wskazując, że jest to kwota niezbędna do prawidłowego i sprawnego działania systemu ochrony zdrowia. Wzrost w skali kraju powinien nastąpić z poziomu obecnych 77 mld zł do 102,1 mld zł rocznie.

    Wraz z końcem miesiąca rezydenci zakończyli protest głodowy. Zapowiedzieli, że będą rozważać wypowiedzenie klauzuli opt-out. To zapis w ich umowach o pracę, który pozwala pracować im dłużej niż przewidują to normy pracy. To może być ogromny problem dla szpitali, w których to właśnie rezydenci łatają dziury w brakach personelu lekarskiego.

    Wojciech Więcko

     

    Kim jest rezydent?

    Rezydent - lekarz posiadający pełne prawo do wykonywania zawodu, który ukończył studia lekarskie, zdał z pozytywnym wynikiem Lekarski Egzamin Końcowy oraz odbył 13-miesięczny staż podyplomowy. Choć pracuje w danym szpitalu, to jego pensję wypłaca Ministerstwo Zdrowia. A ta w zależności od specjalizacji waha się na poziomie 2,2-2,7 tys. zł netto.

    Rezydent odbywający szkolenie specjalizacyjne wykonuje pełny zakres obowiązków właściwych dla lekarza specjalisty w danej dziedzinie, jak i ma możliwość wolnego wykonywania zawodu lekarza poza miejscem szkolenia specjalizacyjnego. Nadzór nad nim pełni jego kierownik specjalizacji, którym jest lekarz specjalista w tej dziedzinie. Czas trwania pojedynczego szkolenia specjalizacyjnego (po okresie studiów i stażu podyplomowego) wynosi 4-10 lat. Uzyskanie tytułu specjalisty wymaga dodatkowo zdania Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego.

    Na podstawie informacji Ministerstwa Zdrowia

     

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.