• Ostatnia zmiana 16.01.2020 przez Medyk Białostocki

    Mirosław Rybałtowski - kwestionariusz osobowy

    Dr n. med., specjalista medycyny ratunkowej. 43 lata. Urodzony w Siemiatyczach, od 30 lat związany z Białymstokiem. Absolwent VI LO w Białymstoku i AMB. Dyplom w 2001 roku.

     

    Pierwsza praca: oddział Onkologii Klinicznej Białostockiego Centrum Onkologii. Kluczowy dla całej filozofii życia dra Rybałtowskiego był staż w Japonii w latach 2006-2008 (stypendium japońskiego ministerstwa nauki). Od 2004 roku pracuje w białostockim pogotowiu ratunkowym, w którym zalicza na razie karierę jak u McDonalda. Od najniższego szczebla do aktualnego: zastępcy dyrektora ds. medycznych.

    - Nie potrafię usiedzieć w miejscu - mówi. - Kiedy zarobki lekarzy były słabe, dodatkowo wraz z kolegą lekarzem, prowadziłem imprezy karaoke. Nieskromnie powiem, że one zmieniły ten show-biznes w naszymi mieście. Za 2-3 takie imprezy zarabialiśmy więcej niż za miesiąc pracy jako lekarze. Klub mieliśmy pełny, a przed nim jeszcze mega kolejkę ludzi. Z tego okresu pozostało mi mnóstwo fajnych znajomości i wspomnień. Kiedy wróciłem z Japonii, ponownie zderzyłem się z niskimi zarobkami lekarzy. Otworzyłem więc… przedszkole dwujęzyczne. Sporo mnie to nauczyło. Byłem już nie tylko pracownikiem, ale też pracodawcą.

    Od zawsze aktywny. W podstawówce tańczył w Zespole Pieśni i Tańca „Małe Podlasie” z Siemiatycz, grał na instrumentach w szkolnych zespołach i kochał sport. W Japonii rekreacyjnie biegał z Kenijczykiem. - Zwykle znikał mi po kilku kilometrach. Jednak podczas biegu finałowego pokonałem go na 10 mil!

    Pasja biegania została mimo powrotu do kraju. Wydłużyły się tylko dystanse. Ten rekordowy to bieg wokół Kotliny Jeleniogórskiej (138 km, 5 tys. metrów przewyższeń i czas trwania ponad 28 godzin!).

    - W 2020 r. marzy mi się bieg na 100 mil w Chorwacji - uśmiecha się. - Takie bieganie bardzo wietrzy głowę. Mnóstwo dobrych i szalonych pomysłów przyszło mi do głowy podczas biegu. Kiedyś wymyśliłem, że zapiszę się na boks i stoczę walkę w ringu w formule „białych kołnierzyków”. I tak w grudniu 2017 roku zorganizowałem galę bokserską połączoną z akcją charytatywną. Wystąpiłem w walce wieczoru. Podczas tej akcji zebraliśmy ponad 38 tys. zł dla potrzebującego syna moich przyjaciół.

    Wtedy pojawiła się nowa pasja: aktywny wolontariat. Mirek biega obecnie w Fundacji Spartanie Dzieciom, a wcześniej współpracował też z Bajkową Fabryką Nadziei i Podlaskimi Aniołami. - Dostałem za to kilka nagród, ale one i tak są niczym, gdy widzisz uśmiech dziecka, które wspierasz.

    Zakochany w dzieciach tata (Staś i Weronisia). - Marzy mi się, żebyśmy zawsze się przyjaźnili, nawet jak już opuszczą rodzinny dom. Żeby mieli kiedyś taką potrzebę, żeby pójść z ojcem do kina albo na kawę.

     

    W przedszkolu chciałem być…

    Nie chodziłem do przedszkola. Jednak zawsze chciałem być strażakiem albo marynarzem. Jeśli znudzi mi się zawód lekarza, to chciałbym zacząć pisać beletrystykę. To można robić nawet do końca życia.

    Pierwszy plakat nad łóżkiem?

    Rambo z wielkim nożem.

    Bal wiedeński, w błocie na Woodstocku czy koncert Zenka Martyniuka?

    Nie lubię ograniczeń i szufladek. Nie dyskutuję o gustach. Tańczyłem taniec ludowy. Kocham koncerty. Biegam biegi ultra, często w błocie. Na weselach disco polo wyrywa mnie z butów. Oczywiście po odpowiedniej premedykacji.

    Mam słabość do…

    Dobrego jedzenia, ale staram się ograniczać. Ciężko jest rywalizować w biegach ultra ważąc prawie 100 kg.

    Ulubione przekleństwo?

    Motyla noga… A tak serio, to przeklinam chyba tylko w karetce, podczas jazdy na sygnałach. No i w obecności chirurgów, ale tego wymaga etykieta.

    Największa ekstrawagancja w moim wykonaniu?

    Jeszcze przede mną. Marzy mi się wielki chopper z podwójnym siedzeniem. Oczami wyobraźni widzę siebie wiozącego moją kobietę na koncert.

    W kuchni potrafię…

    Generalnie umiem gotować i nie wstydzę się potem postawić na stół swoich potraw. Gotuję to co lubią moje dzieci: zupy, placki, naleśniki, ryby. Uwielbiam śledzie z cebulką. Piekę dobrą „rzucaną” szarlotkę. Staram się pić dużo wody, co nie jest takie proste.

    Od prawie 7 lat nie jem mięsa i choć grill pięknie pachnie, to potrafię zrezygnować z karkówki. Szkoda mi zwierząt i własnego zdrowia. Oczywiście w związku z pobytem w Japonii jestem wielkim fanem sushi i ryżu. Cała moja rodzina również, dlatego często sami je robimy.

    Czasami brakuje mi plasterka kiełbasy unurzanej w musztardzie, z dobrym chlebem i herbatką.

    Za co można mnie lubić?

    Chyba generalnie nie zawalam. Jak już coś obiecam to zrobię. Jestem mistrzem dedlajnu, ale jednak wszystko jest na czas. Nie spóźniam się. Szanuję ludzi. Nie ma znaczenia, czy rozmawiam z panią sprzątaczką czy panią profesor. Na ludzi patrzę przez pryzmat „to mogłaby być moja babcia albo dzieci”. To ustawia optykę na potrzeby innych.

    Ulubiony przesąd?

    Żaden czarny kot nie będzie mi mówił, jak będzie wyglądał mój następny dzień czy rok.

    Dzień zaczynam od?

    Chciałbym napisać, że od joggingu, ale to nieprawda. Jestem śpiochem. Budzę dzieciaki, robię śniadanie i rozwożę na zajęcia. Kiedyś częściej zdarzało mi się siedzieć po nocach przy syntezatorze i nagrywać jakieś pomysły. Wtedy rano biegłem od razu do pokoju, gdzie stał instrument, i sprawdzałem, czy nadal mi się podoba to, co nagrałem w nocy. 

    Najważniejsza książka/film?

    W 2019 roku zrobiłem sobie challenge. Chciałem przeczytać 12 książek w 12 miesięcy. Jedną miesięcznie. Ale takich książek, gdzie są bohaterowie i wartka akcja, a nie takich, gdzie są czynniki predykcyjne, rozpoznania, leczenie, statystyka, zachorowalność, umieralność itd. Nie udało mi się tego dopełnić, ale byłem blisko. Teraz kończę sagę o Wiedźminie, i stwierdzam, że bardzo mało Wiedźmina w Wiedźminie. Czekam na serial. Uwielbiam Quentina Tarantino i Woody Allena. Jeżeli aktorka to tylko Monica Bellucci.

    Przedmiot w szkole, z którym byłeś na bakier?

    W liceum byłem w klasie matematyczno-fizycznej, a wylądowałem na medycynie, więc jestem raczej wszechstronny. Byłem nawet laureatem konkursu geograficznego. Najmniej lubiłem WOS.

    Ostatnią złotówkę wydam na…

    Dobre buty do biegania i bilet na koncert. Właściwie to najchętniej pobiegłbym w tych butach na ten koncert…

    Czego nie cierpisz ponad wszystko?

    Papierosów. Chciałem napisać, że palaczy, ale nie mogę, bo wielu moich przyjaciół i członków rodziny pali. Nie rozumiem, jak można się dać tak zniewolić.

    Najciekawsza spotkana osoba?

    Moja Babcia Weronika. Wymagająca, ale ciepła, zawsze uśmiechnięta. Chyba, że akurat zatroskana o wnuki i sytuację polityczną w Polsce. Obcemu oddałaby wszystko, co ma, nie mówiąc już o najbliższych.

    Jakie osiągnięcie naukowe robi na tobie największe wrażenie?

    Podróże kosmiczne. To fascynujące. Nie ogarniam kosmosu… Tak jak chyba wszyscy.

    Jaki talent chciałbyś mieć?

    Chciałbym dobrze śpiewać. Prowadziłem karaoke przez kilkanaście lat i mój wokal nigdy nikomu nie przeszkadzał... poza mną. Myślę, że gdybym dobrze śpiewał, nie zostałbym lekarzem.

    Najlepsza rada, jaką dostałeś?

    Zaimponuj sam sobie! Właściwie to ja to wymyśliłem, sam stosuję i radzę każdemu, kto nie wie, co zrobić ze swoim życiem. Zawsze będzie ktoś lepszy, szybszy, mądrzejszy, przystojniejszy, milszy, itd. Jak stworzysz własną ligę, to w niej masz duże szanse wygrać. A jak już lubisz sam siebie, to innym też jest łatwiej cię polubić. To podnosi samoocenę i daje luz, któremu nam brakuje. Brak luzu sprawia, że jesteśmy spięci, a w ekstremalnych przypadkach, sparaliżowani obawą. A wtedy trudno sięgać gdzieś, gdzie nas jeszcze nie było.

    Wygrywam szóstkę w totka i…

    Grywam! Marzy mi się dom w Chorwacji nad morzem. Na stare lata. Będę leczył miejscowych za „piwko i chleb”, łowił ryby i małże, biegał, czytał i czekał na gości.

    Opr. bdc

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.