• Ostatnia zmiana 26.10.2015 przez Medyk Białostocki

    Cisza cmentarna

    Przyznaję, że lubię nastroje cmentarne. Pogrzeby to smętna konieczność, nasilająca się wraz z przechodzeniem w wiek przejrzały.

    Prawda jest bolesna, bardzo wielu moich znajomych przeniosło się w krainę cienia. Często tak niespodzianie, że człek się o tym dowiaduje po jakimś czasie. Wtedy żal jest jeszcze większy, dręczą wyrzuty sumienia, nasuwają się pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź. Niedokończone rozmowy, niespełnione plany, strzępy wspomnień. Podczas uroczystości pogrzebowej trzeba się wkomponować w powtarzalny scenariusz, oddać hołd wraz z wieloma innymi „ziemianami”, znanymi i obcymi. Co innego pójść samemu na cmentarz, o wybranej przez siebie porze, by stanąć przy miejscu wiecznego spoczynku osoby bliskiej, cenionej, kochanej. Zapalić znicz, pomodlić się, pogrążyć w myślach. Zbliżające się pierwsze dni listopadowe ułatwiają takie spotkania.

    Jako historyk - notabene urodzony 1 listopada - chodzę na cmentarze i z racji swej profesji. Nekropolie to księgi zbiorowej pamięci, nagrobki - zapisy źródłowe, a niektóre kwatery - rozdziały monografii naszych miast, regionu. Trzeba o nie dbać, badać, dokumentować. Z tym w naszym regionie jest nie najlepiej, zdecydowana większość cmentarzy nie ma nawet krótkich przewodników, nie mówiąc o inwentarzach (katalogach), albumach, opracowaniach. Tak niestety jest i w Białymstoku, włączając w to stary Cmentarz Farny z setkami grobów wartych odrębnych opisów. Jeden z przykładów pozytywnych stanowi cmentarz w Łomży, z przepięknymi rzeźbami dzieci - aniołków, miejsce corocznych kwest, a te umożliwiają odnawianie cennych nagrobków. Na wielu innych cmentarzach likwiduje się stare mogiły, po cichu a skutecznie. Bo nikt już na nich nie zapala świeczek, nie wniósł opłat, deszcze i wiatry zniszczyły krzyż lub płytę.

    Cmentarze niszczone

    Najgorzej jest tam, gdzie obroty koła historii sprawiły, że opustoszały wsie, miasta, rejony. Miejsce społeczności trwających od pokoleń zajęli przybysze o odmiennej kulturze i świadomości, często wrogo ustawieni wobec „tubylców”, dopingowani do takiej postawy przez władze. Bywało, że stare cmentarze na Kresach padały ofiarami akcji organizowanych przez towarzyszy, na przykład wstępującym do Komsomołu wyznaczano jako pierwsze zadanie bojowe obalanie krzyży nagrobnych. A dlaczego zniknęły „cmentarze niemieckie” (czytaj - ewangelickie) na polskich powojennych Ziemiach Odzyskanych, Zachodnich i Północnych? Niestety, akty barbarzyństwa miały miejsce także w Białymstoku, czego przykładem losy nekropolii przy ul. Świerkowej, przekopanej i splantowanej pod budowę obecnej siedziby Radia. A co się stało z kirkutami żydowskimi? Władza ludowa dokończyła zasypywanie gruzem Cmentarza Rabinackiego (obecnie Park Centralny), a w tak zwanym czynie społecznym zagrabiono jedyny taki w Europie cmentarz gettowy przy ul. Żabiej. Niekiedy wystarczyło tylko nie pamiętać i dlatego tak trudno obecnie zlokalizować wojskowe cmentarze polowe w sierpnia 1915 roku.

    Wystarczy tych przykładów, a sprawiedliwie trzeba przyznać, że jednak część dawnych cmentarzy ma się dobrze, trwa odszukiwanie i odnawianie niektórych już zapomnianych grobów i nekropolii. Na mocy umowy państwowej przeprowadzono ekshumacje i zbudowano wojskowe cmentarze zbiorowe żołnierzy niemieckich okresu II wojny. Są wcale liczne na ziemiach III RP cmentarze jeńców sowieckich, ofiar bandytyzmu hitlerowskiego. Przez dziesięciolecia nie przybywały na nie delegacje z ZSRR, nawet kombatanckie, bo obowiązywała zasada, że żołnierz sowiecki zwycięża lub ginie, a jak dostanie się żywy do niewoli, to staje się zdrajcą. 

    Cmentarze po sąsiedzku

    W Grodnie najłatwiej trafić na liczący ponad 220 lat Cmentarz Farny z grobem Elizy Orzeszkowej i jej męża Stanisława Nahorskiego. Mało kto wie, że mogiłę tę uratowała w latach ZSRR dzielna Polka sypiąc potajemnie sól pod wielkie drzewo, którego korzenie zaczęły rozsadzać nagrobek. Nigdy też chyba nie opisano podstępu, dzięki któremu na pobliskim Cmentarzu Wojskowym stanął Krzyż Katyński przewieziony z Białegostoku. Gdyby tak jeszcze godnie upamiętnić obrońców Grodna we wrześniu 1939 roku, rozstrzelanych w różnych rejonach miasta.

    Z Grodna łatwo dojechać przez tyzenhauzowską Łosośnię do fortów w Naumowiczach. Pierwszy pomnik wystawiony przez władze radzieckie informował o 3 tys. zabitych przez faszystów hitlerowskich. Rzeczywiście, Niemcy rozstrzelali tu kwiat inteligencji polskiej, a 13 lipca 1943 r. dowieziono również do Naumowicz 50 zakładników z Lipska nad Biebrzą. W 1991 r. na sąsiednim wzgórku, nieco dalej od szosy, stanął krzyż i wezwaniem: „Przechodniu, zatrzymaj się tu. Niech okazja zadumy i modlitwy będzie hołdem ofiarom i przestrogą dla przyszłych pokoleń …” Wśród straconych była bł. Marianna Biernacka. Kiedy Niemcy przyszli po syna i jego brzemienną żonę, to Marianna padła na kolana i całując ręce gestapowca uprosiła o zamianę. Poszła dobrowolnie na śmierć. Podobnie uczynił i Jan Kochanowski, dyrektor zoo w Grodnie, stracony za Józefa Wiewiórskiego, kierownika Szkoły Podstawowej nr 8, oczekującego przyjścia na świat swego kolejnego dziecka.

    Z Naumowicz blisko już do Sopoćki, miasteczka należącego przed wojną do pow. augustowskiego i diecezji łomżyńskiej. Jeszcze żywe jest wspomnienie o grupie żołnierzy polskich, którzy ukryli się tu na wieży kościelnej. Rzucili granaty, zniszczyli sowiecką tankietkę, ale nadjechały następne. Zaczęły strzelać w głąb świątyni, kule dosięgły ołtarza. Polacy poddali się, ustawiono ich koło bramy kościelnej, padły komendy. Tylko stojący z brzegu najmłodszy żołnierz zdołał podać cywilowi zawiniątko, w nim był i pukiel włosów kobiecych…

    Cmentarz parafialny znajduje się kilkaset metrów dalej, formalnie już w Teolinie. Chodzić po nim, to tak jakby czytać opowieści o znanych rodach (np. Dziekońskich) i rozrodzonych rodzinach okolicznej drobnej szlachty, o żołnierzach Polskiej Organizacji Wojskowej, gen. Józefie Olszynie-Wilczyńskim, jego adiutancie kpt. Mieczysławie Strzemskim, obu rozstrzelanych 22 września. I o innych żołnierzach WP, o młodych mężczyznach, co „zginęli tragicznie” już po przejściu frontu latem 1944 r. To „zieloni” (partyzanci), a zbiorowa mogiła obrońców z września 1939 roku jest również w nadgranicznych Kaletach.

    Cześć Ich Pamięci. Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie…

     

    Adam Czesław Dobroński

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.