• Ostatnia zmiana 20.02.2017 przez Medyk Białostocki

    Kłopoty z czasem

    Pamiętam, że Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II podarowano zegarek, który na cyferblacie zamiast cyfr miał wpisane po łacinie: Pope John Paul - dwanaście liter bez spacji. A to po to, by następca Piotra mógł poruszać się według własnego czasu i tym samym nigdy się nie spóźniać na umówione spotkania.

     

    To prawda stara, jak świat, chętnie narzekamy na świat i innych homo sapiens, a nie chcemy się przyznać, że często sami jesteśmy winni nadmiaru emocji. Z różnych przyczyn

    To był oczywiście przymilny żart. Jak znakomity prezent pod choinkę, czyli coś śmiesznego i niepotrzebnego. Wyczytałem, że taki obyczaj panuje od wieków w Wielkiej Brytanii. A tam wiadomo, zwyczaje są ważniejsze od prawa i dlatego kraj ten nie posiada konstytucji, napisanej i uchwalonej tego a tego dnia, miesiąca, roku. Ale wracam do prezentu, ergo królowa Elizabeth II otrzymała na prezent świąteczno-noworoczny od kogoś z najbliższej rodziny… fartuch kuchenny. Po obejrzeniu i przymierzeniu, majestatycznie się uśmiechnęła i odpowiedziała z angielską flegmą - takiego mi właśnie brakuje. A propos, czy już pozbyliście się Państwo niepotrzebnych prezentów podchoinkowych?

    Z powyższego akapitu wynika niezbicie, że piszę ten tekst na początku stycznia 2017 roku, a ukaże się on w numerze grudniowym. Czy zatem i „Medyk Białostocki” ma też własny zegar? Jeśli, to z pewnością kształtem przypominający bramę do pałacu Branickich, z kurantem tak głośnym, że słychać go w Koronie Polskiej i w Wielkim Księstwie Litewskim. To żart z długą brodą, bo nie wątpię, że każdy z czytających wie doskonale, że po rzece Białce biegła w Rzeczypospolitej Obojga Narodów granica (umowna) między - mówiąc na skróty - Polską i Litwą. Ergo (podoba mi się ta zapomniana partykuła) siedziba obecnego prezydenta Białegostoku (ukłony dla profesora Tadeusza) mieści się na historycznej Litwie.

    Przyznaję, że przez długie pożycie akademickie mój zegarek spóźnia się ustawicznie o kwadrans.  Ten nieformalny przywilej rozpoczynania zajęć z kwadransem okazał się na tyle trwały, że choć mam już status emeryta seniora, to często łapię piętnastominutowy poślizg. Przepraszam, ale poprawy zbyt mocno nie obiecuję.    

    Kłopoty z kompromisami

    Trwa kampania zmiany nazw ulic, placów, patronów instytucji. itp. Nim przejdę do teraźniejszości, proponuję wspominki. Po 1989 roku w małym i biednym, dobrze mi znanym miasteczku nad Bugiem, radni zgodzili się z opinią nadesłaną z województwa, że dowódca Komuny Paryskiej gen. Jarosław Dąbrowski nie może pozostać patronem ulicy. Chłopskim sprytem zamienili Jarosława na Jana (Henryka) oszczędzając na kasie, bo na tabliczkach widniał tylko J. Dąbrowski.

    Pamiętam też bezkrwawe boje o nazwy ulic na osiedlu Leśna Dolina. Czas był jeszcze peerelowski (strasznie mocno spóźniony), ale wskaźnik demokracji wznosił się wyraźnie ku górze. Komisja białostockiej rady miejskiej zgodziła się bez większych dyskusji na ulicę Armii Krajowej i Szarych Szeregów, udało się dodać Bataliony Chłopskie (ciekawe, czy się utrzymają?). Niestety przepadła jeszcze wówczas propozycja Narodowych Sił Zbrojnych, ale już i Gwardii Ludowej. Dyskusja o wyższości jednego powstania nad kolejnymi, a było ich przecież w naszej historii sporo, skończyła się kompromisem i wierzę, że ulica Powstańców przetrwa kolejne zakręty dziejowe.

    Kłopoty ze zwycięstwem

    Bardzo sympatyczny (nie kpię!) pracownik IPN w uzasadnianiu prasowym decyzji utrzymania zmienionej nazwy Zwycięstwa (zmiana tylko uzasadnienia) skorzystał z przywileju młodości i napisał: „…żołnierz polski w II wojnie światowej był narzędziem [brrr!] - szlachetnym, walecznym, bohaterskim i nie szczędzącym krwi, ale jednak narzędziem, wykorzystanym bezpardonowo i cynicznie przez sojuszników i sojusznika naszych sojuszników do osiągnięcia zwycięstwa”. Pominę oczywisty fakt, że II wojna światowa, to i wrzesień 1939 roku. Bardziej mnie zdumiał następny akapit zaczynający się zdaniem: „Perspektywa żołnierzy podziemia niepodległościowego nie wymaga chyba szerszego komentarza”. Autor wskazał, że wiosną 1945 r. w konspiracji AKO (Armia Krajowa Obywatelska) i NZW (Narodowe Zjednoczenie Wojskowe) pozostawało ponad 30 tysięcy żołnierzy, czyli co trzydziesty mieszkaniec województwa białostockiego. Zapomniał dodać, że uznawali oni władze polskie na Zachodzie, a te miały jeszcze status sojusznika, ponadto zaczęli przyjmować wizję III wojny światowej. Czy w tym kontekście nie byli też przynajmniej częściowo „narzędziem”? Przepraszam za zacytowanie tego zwrotu, w niczym nie chcę uchybić żołnierzom AKO i NZW, zachęcam po prostu do spokojnego „ucierania” ocen historycznych.

    Kłopoty z samym sobą

    To prawda stara, jak świat, chętnie narzekamy na świat i innych homo sapiens, a nie chcemy się przyznać, że często sami jesteśmy winni nadmiaru emocji. Z różnych przyczyn: nie rozumiemy zachodzących zmian (ich istoty), nie potrafimy wysłuchać cierpliwe oponentów, nie mamy czasu na pomyślunek, brakuje nam woli porozumienia, nie potrafimy precyzyjnie sformułować własnego zdania, itp.

    Adam Czesław I - chyba na stare lata taki sobie zafunduję napis na cyferblacie własnego zegarka. Kompromis polega na tym, że Dobroński się nie zmieści, a dwa imiona to tylko 11 cyfr.

     

    Prof. Adam Czesław Dobroński

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.