Baterie, monety, magnesy, spinki do włosów, pierścionki, kredki, klocki, a nawet środki czystości takie jak kapsułki do zmywarek lub do prania – to najpopularniejsze z przedmiotów, które połykają dzieci. Lekarze z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku zwrócili się dziś (18 czerwca 2026 r.) z apelem do rodziców, zwłaszcza tych najmniejszych pociech, aby uważnie przyglądali się temu, co mogą połykać ich dzieci. Ryzyko trwałego uszkodzenia zdrowia jest spore.
Dobra wiadomość: skrajnie niebezpiecznych przypadków jest stosunkowo niewiele. Zła wiadomość: mimo ciągłych apeli o uwagę, liczba przypadków połknięć niebezpiecznych przedmiotów nie spada.
Dlatego lekarze z Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii, Żywienia, Alergologii i Pulmonologii UDSK zaprosili dziennikarzy, by ci tuż przed wakacjami, zaapelowali do rodziców o większą uwagę na to, co robią lub czym bawią się ich dzieci.
Miejsce konferencji było nieprzypadkowe – Pracownia Endoskopii Przewodu Pokarmowego, w której usuwa się takie przedmioty. Lekarze przygotowali nawet małą wystawę z tego, co udało im się wydostać z brzuszków małych pacjentów.
Rocznie klinika odnotowuje kilkadziesiąt interwencji związanych z usuwaniem ciał obcych. Choć wiele przedmiotów, około 80 procent, jak małe monety do 1,5 cm, przechodzi naturalnie przez przewód pokarmowy, to zaleganie innych może prowadzić do utraty zdrowia lub nawet zagrożenia życia – zauważa prof. Dariusz Lebensztejn, Kierownik kliniki.
Baterie (pastylki i paluszki) – zwłaszcza te świeże, z dużą porcją ładunku – są najbardziej niebezpieczne. Magnesy pojedyncze nie są groźne. Jednak, jeśli będzie ich kilka, kilkanaście to ryzyko wzrasta. Modne ostatnio magnesy neodymowe (bardzo silne) są szczególnie groźne. Jeśli zostały połknięte w różnym czasie i wewnątrz organizmu zaczną się ze sobą łączyć, prawie na pewno dojdzie do uszkodzeń organów wewnętrznych. Spinki i wsuwki do włosów, szpilki i pinezki są groźne, bo są ostre. Środki chemiczne mogą podrażniać układ pokarmowy (znane są przypadki, że raczkujące dzieci z toalet wyjmowały kolorowe kostki czyszczące).
W większości przypadków połknięcia wynikają z przypadku. Dzieci trzymają różne przedmioty w buzi i połykają je np. kiedy się zakrztuszą. Konsternację na konferencji prasowej wywołała połknięta kredka kosmetyczna o długości 13 centymetrów!
Problem dotyczy głównie dzieci poniżej 5. roku życia. To aż 75 procent przypadków. Wynika to z naturalnej ich ciekawości i chęci poznawania świata przez branie przedmiotów do buzi. Często naszymi pacjentami są dzieci, które mylą kolorowe przedmioty np. kapsułki do prania czy zmywarek z cukierkami – przestrzega dr Mirosława Uścinowicz, gastroenterolog dziecięcy.
Jedyna rada dla rodziców dzieci – zachować uwagę i czujność. Jeżeli dojdzie do połknięcia jakiegoś niebezpiecznego przedmiotu/substancji, warto od razu zgłosić się do szpitala. Pośpiech jest wskazany. Jeżeli mamy jakiś podobny przedmiot do tego połkniętego - pokażmy go lekarzom. Będzie im prościej go szukać. Przedmioty metalowe są doskonale widoczne na prześwietleniach, ale plastikowe już nie. Jeśli jest podejrzenie, że dziecko połknęło jakąś substancję chemiczną, warto przynieść medykom jej oryginalne opakowanie, aby sprawdzić skład.
Jeżeli wydaje się nam, że dziecko mogło coś połknąć, ale nie mamy pewności – też zgłośmy się do specjalistów. Jedocześnie szukajmy tego przedmiotu w domu, bo może się tylko gdzieś zawieruszył. Obserwujmy też zachowanie dzieci. Jeśli nagle skarżą się na ból brzucha, kaszel, zaczynają się krztusić, albo mają trudności w połykaniu – to też powinno wzbudzić w nas niepokój.
Choć w prawie 80 proc. przypadków przedmioty takie wydalane są naturalnie, to lekarze apelują o to, by nie próbować dzieci karmić lub poić, by przyspieszyć ten proces. Nie warto też wywoływać wymiotów. Możemy osiągnąć odwrotny skutek i pogorszyć sytuację.
Większość przedmiotów udaje się wydostać przy pomocy giętkich endoskopów. W skrajnych sytuacjach na pomoc wzywani są chirurdzy.

















