Radiolodzy interwencyjni z Zakładu Radiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku po raz pierwszy przeprowadzili zabieg chemoembolizacji wątroby TACE, dołączając tym samym do grona polskich ośrodków wykonujących tę procedurę, dającą szansę na życie pacjentom onkologicznym (16 kwietnia 2026r.). W województwie podlaskim taki zabieg wykonano po raz pierwszy.
Przygotowanie do zabiegu to efekt wspólnej pracy chirurga z I Kliniki Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej – dr. Aleksandra Tarasika oraz radiologa dr. Radosława Zawadzkiego.
Do Poradni Nowotworów Wątroby, Trzustki i Przewodu Pokarmowego USK zgłosiło się dwoje pacjentów z zaawansowanymi guzami wątroby:72-letnia kobieta oraz 68-letni mężczyzna. Przez kolejne tygodnie dr Tarasik wspólnie z lekarzami z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii przygotowywał pacjentów, aby mogli zostać poddani zabiegowi.
Na czym polegał zabieg? To procedura z zakresu radiologii interwencyjnej, stosowana głównie u pacjentów z zaawansowanymi i nieoperacyjnymi guzami wątroby (np. w przebiegu raka wątrobowokomórkowego albo przerzutów do wątroby).
W tym przypadku przez tętnicę udową dostaliśmy się do patologicznych naczyń unaczyniających zmianę guzowatą w obrębie wątroby, zamknęliśmy te naczynia oraz podaliśmy lek bezpośrednio do zmiany – tłumaczył na piątkowej (17 kwietnia) konferencji prasowej radiolog dr Radosław Zawadzki. Naszym celem było nie tylko zamknięcie tej zmiany, ale również leczenie i selektywne podanie leku skierowanego wyłącznie na sam guz, z oszczędzeniem otaczających tkanek.
Cząstki embolizacyjne nasączone chemioterapeutykiem zamknęły guz oraz naczynia odżywiające nowotwór, a jednocześnie zadziałały jako środek niszczący komórki rakowe. Takie leczenie pozwoliło selektywnie oddziaływać na guz, oszczędzając resztę organizmu. Tak podana „chemia” działa miejscowo i wywołuje mniejsze działania ogólnoustrojowe niż klasyczna chemioterapia. Celem terapii jest spowolnienie rozwoju choroby, zmniejszenie guza, a w niektórych przypadkach także umożliwienie późniejszego leczenia operacyjnego (usunięcia guza lub przeszczepu wątroby).
Nie każdy pacjent kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia. Zwykle bierze się pod uwagę wielkość i liczbę zmian w wątrobie, stan narządu (np. obecność marskości) oraz ogólny stan zdrowia pacjenta. Po zabiegu pacjenci zwykle pozostają w szpitalu od 1 do 3 dni. Możliwe są przejściowe objawy, takie jak ból, gorączka czy osłabienie (tzw. zespół poembolizacyjny).
Dr Aleksander Tarasik, zastępca lekarza kierującego I Kliniką Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej podkreślił, że jest to leczenie zarezerwowane przede wszystkim dla pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym. Takich pacjentów jest coraz więcej i niestety nadal 80 proc. zgłasza się do lekarza zbyt późno, kiedy zmiana jest już bardzo zaawansowana.
Do tej pory na Podlasiu nie mieliśmy narzędzia do leczenia tych pacjentów. Musieliśmy wysyłać ich do innych ośrodków, co nie było łatwe, bo w Polsce takich ośrodków wykonujących tego typu zabiegi jest niewiele – mówił dr Tarasik. Tłumaczył, że tę małoinwazyjną technikę można stosować także u pacjentów np. z przerzutami w raku jelita grubego. Co ważne, zabieg można powtarzać.
Dr Zawadzki podkreślił, że Klinika Chirurgii jest kolejną – m.in. obok neurochirurgii, chirurgii naczyniowej, kardiochirurgii czy ortopedii – która zacieśnia współpracę z radiologami interwencyjnymi. To z kolei prowadzi do wykonywania operacji w sposób mniej inwazyjny dla pacjenta.







