• Ostatnia zmiana 15.10.2020 przez Medyk Białostocki

    Nie bój się wirusa – mówi prof. Flisiak

    - Samoistne wygaśnięcie pandemii jest możliwe, ale pewnie musielibyśmy czekać na to wiele lat. Prawdopodobnie na początku roku 2021 pojawi się na rynku przynajmniej jedna szczepionka. W oparciu o dostępne o niej informacje, wierzę, że będzie skuteczna. Niezależnie od tego, pamiętajmy, że nie jest to ostatnia epidemia, a nawet pandemia - mówi prof. Robert Flisiak, z którym rozmawiamy o epidemii koronawirusa.

    Katarzyna Malinowska-Olczyk: Jak wygląda obecnie sytuacja, jeśli chodzi o koronawirusa? Jak zmieniła się Wasza praca, jako zakaźników? Co wiemy po pół roku trwania pandemii?

    Prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii: - W skali Polski widzimy stabilną liczbę rejestrowanych zakażeń z okresowymi wahaniami, zależnymi głównie od liczby wykonywanych testów i od ewentualnych ognisk epidemicznych. Dowodem na to, że nie tylko liczba wykonanych testów wpływa na liczbę wykrywanych zakażeń, jest aktualna (połowa września) sytuacja w województwie podlaskim, gdzie obserwujemy pewien wzrost liczby wykrytych zakażeń będący wynikiem ognisk epidemicznych ujawnionych w ostatnim czasie. Oczywiście w porównaniu z marcem zmieniło się to, że nie musimy martwić się o środki ochrony osobistej, testujemy nowe sposoby zabezpieczania siebie i pacjentów, tak by minimalizować uciążliwość warunków pracy. Z jednej strony weszliśmy w pewną rutynę. Ale z drugiej strony mamy większe poczucie satysfakcji. Możemy zaoferować pacjentom sposób leczenia, co do którego skuteczności jesteśmy coraz bardziej przekonani, a to za sprawą własnego, polskiego, koordynowanego w Białymstoku badania w ramach projektu SARSTer, który objął już ponad 1500 chorych leczonych w 30 ośrodkach. W Polsce COVID-19 przebiega dość łagodnie i pomimo że nie całkiem wiadomo, dlaczego tak się dzieje, powinniśmy korzystać z tego poprzez rozsądne rozluźnianie obostrzeń, tam gdzie jest to wskazane. Oddziały zakaźne przez pół roku były „zamrożone” wyłącznie dla COVID-19. Teraz robimy wszystko, żeby zająć się pacjentami z innymi chorobami zakaźnymi, którzy niestety mogą zapłacić najwyższą cenę za przesadne skoncentrowanie się polskiej opieki zdrowotnej na SARS-CoV-2. Mam na myśli głównie zakażonych HIV, HCV i HBV. Zaległości w ich diagnozowaniu i leczeniu będziemy odrabiać przez lata. Niestety pojawiają się nowe absurdy, a może powracające demony z poprzedniego wcielenia Ministerstwa Zdrowia. Największym z nich wydają się wprowadzane na siłę testy antygenowe, których czułość wynosi 10-30 proc. Oznacza to, że jeśli będziemy chcieli na nich się oprzeć segregując chorych, to doprowadzimy do powstania ognisk epidemicznych, bo przynajmniej 7 na 10 zakażonych będzie miało ujemny wynik testu antygenowego. Poza tym pamiętajmy, że każdy wynik czy dodatni, czy też ujemny, uzyskany testem antygenowym należy powtórzyć techniką RT PCT. Dlaczego więc zmusza się teraz SOR-y do ich wykonywania? Czyżby dla usprawiedliwienia błędu popełnionego przez Ministerstwo Zdrowia? A może po prostu w celu opróżnienia magazynów?

    Jak ocenia Pan zmiany wprowadzane przez rząd? Czy to dobrze, że punkt ciężkości został przesunięty na lekarzy rodzinnych? A to, że została skrócona izolacja i kwarantanna, i robi się mniej testów? Czy dobrze, że nietestowane są osoby bez objawów?

    - Od początku było dla mnie niezrozumiałe niszczenie systemu opieki zdrowotnej, który może nie jest najlepszy, ale funkcjonował i przez lata wypracował mechanizmy kompensujące niedostatki finansowe i organizacyjne. Absurdalna decyzja o praktycznie całkowitym zdjęciu odpowiedzialności POZ z opieki nad chorymi, doprowadziła nas w marcu i kwietniu na skraj katastrofy w oddziałach zakaźnych. Opinia publiczna nie zdaje sobie sprawy z tego, że gdybyśmy mieli tylko jeszcze trochę więcej chorych, to w wielu województwach nie byłoby już oddziałów zakaźnych, bo personel nie wytrzymałby obciążeń. Tymczasem mieliśmy szczęście - zamknięto tylko kilka oddziałów. Dlatego nie można mówić o obciążaniu lekarzy rodzinnych, tylko o przywróceniu obowiązków, które mieli przed pandemią. Wiele mówiło się o szpitalach jednoimiennych. Ich powołanie było celowe tylko na początku, ale powinny być zastąpione obligatoryjnym zajmowaniem się zakażonymi SARS-CoV-2 przez każdy szpital wysokospecjalistyczny. Chodzi o to, aby pacjent wymagający OIT lub interwencji chirurgicznej trafiał do najbliższego szpitala gwarantującego takie świadczenia, który musi być przygotowany na leczenie pacjenta z jakąkolwiek infekcją. Aktualna likwidacja szpitali jednoimiennych niestety nie wiąże się z taką obligatoryjnością i mamy sytuacje powstawania próżni w opiece medycznej, która może być bardzo niebezpieczna dla chorych. Jeżeli chodzi o nowelizację rozporządzenia o izolacji, to o zmianę wielu jej zapisów dopominaliśmy się już od kilku miesięcy. Zmiany w zakresie izolacji ministra zdrowia idą w dobrym kierunku, bo zmniejszają liczbę testów niepotrzebnie wykonywanych i skracają konieczność izolacji osób kompletnie zdrowych. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że dotychczas dużą część testów wykonywało się nie w celu wykrycia zakażenia, ale stwierdzenia negatywizacji wyniku u pacjenta pozostającego w izolacji szpitalnej lub domowej. Często dochodziło do tego, że pacjent pozostawał wiele tygodni w szpitalu tylko dlatego, że nie miał warunków do izolacji domowej, a wyniki wychodziły ciągle dodatnie. Aktualne zmniejszenie liczby wykonywanych testów jest między innymi wynikiem zaniechania tego wielokrotnego bezsensownego testowania. Jednocześnie wiemy teraz to, co wcześniej nie było poznane, że osoba z dodatnim wynikiem RT PCR niekoniecznie musi być zakaźna, zwłaszcza gdy już nie ma objawów klinicznych.

    Czy wprowadzane ograniczenia w przemieszczaniu się, np. w zakazie lotów z Polski do określonych krajów, mają sens? Ludzie i tak latają np. przez Niemcy. A na dodatek nikt nie będzie miał kontroli nad powracającymi. Czy nie lepiej byłoby wprowadzić kwarantannę?

    - Wraz z zamknięciem życia publicznego, jakie dokonało się w Polsce w marcu, pojawiły się zarządzenia, nie tylko niezgodne z wiedzą, o którą w tamtym czasie było trudno, ale przede wszystkim sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Pamiętamy pomysły noszenia masek w prywatnych samochodach, w parkach i lasach, mandaty za mycie samochodu albo jazdę rowerem bez maski. Niestety niektóre z nich pozostały, a co gorsze, są rozwijane. Jednym z nich są zakazy lotów do określonych krajów. Jaki sens ma zakaz lotów na Malediwy, skoro bezpośrednich lotów z Polski do tego raju nigdy nie było, a najłatwiejsza od zawsze trasa wiodła przez Dubaj, do którego loty nie są zakazane. Jeżeli ktoś musi polecieć do USA, to znajdzie takie połączenie z wieloma przesiadkami, którym i tak dotrze narażając się niestety na dłuższy pobyt w samolotach i na lotniskach, a przez to zwiększy ryzyko zakażenia. Oczywiście kwarantanna wydaje się najprostszym rozwiązaniem, ale nie może dotyczyć wszystkich powracających, tylko tych, którzy przebywali w regionach szczególnie narażonych. Poza tym już najwyższy czas, abyśmy starali się żyć na tyle normalnie, na ile to możliwe, zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa. Niestety świat zapatrzony w rozpowszechnione przez media i internet obrazy z Wuhan i Lombardii nie uświadamia sobie, że COVID-19 to nie Ebola z 70 proc. śmiertelnością. Nie powinniśmy się bać samego wirusa, bo on wcale nie jest najgroźniejszym z tych, jakie natura stworzyła, lecz irracjonalnych zachowań ludzkich, które w opiece zdrowotnej mogą powodować poważne zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów.

    Czy jest jakiś kraj w świecie, którego postępowanie epidemiologiczne się Panu podoba?

    - Przede wszystkim cenię sobie konsekwencję w postępowaniu Korei Południowej, w której decyzje są podejmowane zgodnie z wiedzą ekspertów, a nie kaprysów polityków. Poza tym powinniśmy skorzystać z doświadczeń Szwedów, którzy popełnili błędy, ale wyciągali z nich wnioski, pozostawiając dużo swobody obywatelom. Oczywiście zapłacili za to wysoką cenę w postaci wysokiej śmiertelności. Wiedząc po 6 miesiącach, że w Polsce śmiertelność jest znacznie niższa od tej w Szwecji, może powinniśmy stopniowo odchodzić od zakazów i nakazów. Oczywiście nie powinno to zwalniać z czujności, a niektóre sfery życia, o udowodnionej roli w rozprzestrzenianiu zakażeń, takie jak wesela, powinny wręcz być objęte intensywniejszymi ograniczeniami.

    Jak Pan widzi koniec pandemii? Czy sama wygaśnie? Czy raczej pomoże dopiero szczepienie się?

    - Samoistne wygaśnięcie pandemii oczywiście jest możliwe, ale jeśli spojrzymy, jak pomału narasta odporność stadna, to musielibyśmy czekać na to wiele lat. Możemy oczywiście liczyć na selekcję szczepów mniej zjadliwych, na co może wskazywać obserwowany aktualnie łagodniejszy, jak się wydaje, przebieg kliniczny choroby. Najbliższe miesiące, szczytu zakażeń grypopodobnych pokażą, na ile trend ten utrzyma się lub nawet pogłębi. Niezależnie od tego wiele wskazuje na to, że na początku roku 2021 pojawi się na rynku przynajmniej jedna szczepionka. W oparciu o dostępne informacje wierzę, że będzie skuteczna, ale dopiero masowe szczepienia ujawnią jej mocne i słabe strony. Niezależnie od tego, pamiętajmy, że nie jest to ostatnia epidemia, a nawet pandemia. Wcześniej czy później pojawią się kolejne, więc wyciągnięcie wniosków na przyszłość jest koniecznością.

    Rozmawiała Katarzyna Malinowska-Olczyk

     

    Program SARSTer ma za zadanie ocenić skuteczność i bezpieczeństwo różnych opcji terapii COVID-19 stosowanych w Polsce u chorych leczonych w okresie od 1 marca do 31 grudnia 2020. Szczególny nacisk został położony na terapie zalecane w rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych (PTEiLChZ), co pozwoli na ich doskonalenie. Uzyskane dane będą analizowane, w zależności od wielu parametrów wyjściowych i z uwzględnieniem różnych punktów końcowych oceniających skuteczność terapii. W projekcie uczestniczy 30 polskich ośrodków leczących zakażenia SARS-CoV-2, w tym 10 pediatrycznych. Program został uruchomiony 7 czerwca 2020, a na dzień 12 września 2020 wprowadzono dane około 1500 chorych. Podstawowym kryterium włączenia jest rozpoznanie COVID-19. Pozyskane dzięki SARSTer informacje pozwolą na zoptymalizowanie postępowania terapeutycznego w COVID-19 u Polaków, u których przebieg choroby wydaje się odmienny niż w innych regionach świata, co ogranicza możliwość stosowania globalnych standardów terapeutycznych.

  • 70 LAT UMB            Logotyp Młody Medyk.