• Ostatnia zmiana 07.09.2018 przez Medyk Białostocki

    Intensywna terapia neurologiczna

    W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku wykonuje się skomplikowane operacje mózgu z użyciem najnowszej technologii medycznej. Niestety, problemem jest właściwa pooperacyjna opieka neurologiczna. Jest szansa, że w przyszłości to się zmieni.

    Pacjenci po operacjach mózgu mogą liczyć tylko na opiekę na ogólnym oddziale intensywnej terapii. W Polsce nie ma oddziałów intensywnego leczenia ostrych stanów neurologicznych. Placówki takie od kilkunastu lat funkcjonują w USA pod nazwą „neurocritical care”. Teraz jest szansa, że taka jednostka powstanie także w USK. A to wszystko dzięki nawiązaniu współpracy Kliniki Neurochirurgii ze Stony Brook University w Nowym Jorku.

    Pacjenci (po operacjach mózgu, po leczeniu interwencyjnym ze świeżym udarem mózgu) mogą liczyć na opiekę na ogólnym oddziale intensywnej terapii. Zarówno w USK, jak i w całej Polsce, nie ma bowiem oddziałów intensywnego leczenia ostrych stanów neurologicznych. Placówki takie od kilkunastu lat funkcjonują w USA pod nazwą „neurocritical care”.

    Teraz jest szansa, że taka jednostka powstanie także w USK. A to wszystko dzięki nawiązaniu współpracy Kliniki Neurochirurgii ze Stony Brook University w Nowym Jorku. Swoją pomoc zadeklarowała pracująca tam Polka, która stworzyła i prowadzi taki właśnie oddział - prof. Elżbieta Wirkowski. To córka znanych białostockich lekarzy. Jej ojciec dr Piotr Szpakowicz przez wiele lat pracował w Klinice Neurochirurgii, zaś mama to profesor Teresa Hermanowska-Szpakowicz - wieloletnia kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji. Prof. Wirkowski rozpoczęła studia w Białymstoku, po trzech latach przeniosła się do Warszawy, by równocześnie z medycyną studiować biologię molekularną. Z dyplomem lekarza trafiła do USA. Tam najpierw nostryfikowała dyplom, a następnie zrobiła dwie specjalizacje: z psychiatrii i neurologii. To właśnie ona tworzyła podstawy organizacyjne i merytoryczne jednego z pierwszych w USA oddziałów „neurocritical care” i przez wiele lat go prowadziła, najpierw w Szpitalu Winthrop, a obecnie w Szkole Medycznej Uniwersytetu Stony Brook na Long Island. Prof. Wirkowski będąc w Białymstoku spotkała się z lekarzami z Kliniki Neurochirurgii i opowiedziała, jak wygląda taki oddział intensywnej terapii neurologicznej. Następnie zaprosiła do USA dr hab. Tomasza Łysonia, zastępcę kierownika Kliniki Neurochirurgii, by na żywo zobaczył, jak działa taka jednostka.

    - Moja wizyta w USA miała charakter studyjny, ale formalnie byłem „profesorem wizytującym”, dlatego zostałem zaproszony też do wygłoszenia wykładu dla neurologów i neurochirurgów na temat tego, co robimy w Białymstoku. Był to wykład głównie o chirurgii podstawy czaszki - mówi dr hab. Tomasz Łysoń.

    Dr Łysoń przyznaje, że amerykańscy lekarze byli zaskoczeni, że w Białymstoku działa tak doskonale wyposażony oddział, a lekarze robią tak specjalistyczne operacje, o których oni tylko czytali w doniesieniach naukowych.

    - Nie musimy w tej kwestii mieć kompleksów. W wielu miejscach ich wyprzedzamy albo robimy operacje, do których oni dopiero się przymierzają - przyznaje dr hab. Łysoń. - Wróciłem natomiast z ogromnym kompleksem dotyczącym opieki pooperacyjnej i intensywnej opieki neurologicznej. U nas pacjenci po operacjach czy udarach trafiają na ogólne oddziały OIT, gdzie wiedza o specyfice neurologicznej jest często umiarkowana. Oczywiście w razie konieczności jest dostępna konsultacja neurologiczna czy neurochirurgiczna. Ale to nie jest tak, że pacjent po interwencji dotyczącej mózgu, cały czas jest pod opieką neurologiczną i ma ciągłą kontrolę stanu tego narządu z zastosowaniem nie tylko zaawansowanych technik monitorowania, ale również bardzo specyficznej wiedzy lekarza prowadzącego. A tylko taka opieka daje szanse na to, że pacjent opuści szpital z jak najmniejszym deficytem neurologicznym.

    Czas determinuje sukces

    W przypadku uszkodzeń mózgu najważniejszy jest czas. Uszkodzone neurony bez dopływu tlenu i glukozy umierają w ciągu minut.

    - Na szczęście mózg do pewnego stopnia sam się broni, regulując dopływ krwi w zależności od swoich potrzeb. Ponadto jest jeszcze tzw. plastyczność mózgu: nawet po utracie pewnej liczby neuronów poprawa jest możliwa dzięki zmobilizowaniu tych, które przeżyją - mówiła na jednym z wykładów prof. Wirkowski - Jest wielka różnica między tym, czy człowiek będzie żył w domu opieki społecznej, podtrzymywany sztucznie przy życiu, nieświadom niczego, co się wokół niego się dzieje, czy będzie żył z niewielkim niedowładem, ale świadomie mógł dbać o siebie i zupełnie dobrze funkcjonować w najbliższym środowisku. Aby to osiągnąć, trzeba w krytycznym czasie zachować jak najwięcej komórek mózgowych przy życiu i tym się właśnie zajmuje ostra terapia neurologiczna.

    Dr Łysoń przyznaje, że na amerykański „neurocritical care” czyli intensywną terapię neurologiczną trafiają zarówno pacjenci neurologiczni, czyli po udarach, jak i neurochirurgiczni po urazach czy operacjach wycięcia guzów.

    - Jeszcze kilka - kilkanaście - lat temu w USA też było tak jak teraz w Polsce, że na OIT-ach anestezjolog zajmował się respiratorem i patrzył, czy jest dobra saturacja, kardiolog zajmował się sercem itd. A nie było nikogo, kto by się zajmował mózgiem - mówi. - A wtedy okazywało się, że po pobycie na takiej intensywnej terapii serce, płuca czy nerki działają jak należy, tylko mózg obumarł albo uszkodzenia neurologiczne są znacznie większe niż powinny być. I wtedy zmieniono filozofię. Do tej opieki nad pacjentami włączyli się neurolodzy, którzy po odpowiednim szkoleniu mają wiedzę z pogranicza anestezjologii, intensywnej terapii i neurologii.

    Mózg pod nadzorem

    I teraz ci specjaliści opiekują się pacjentami, i czuwają, by ich mózgi były dobrze natlenowane, ukrwione oraz miały jak najmniej dodatkowych uszkodzeń. Decydują o tym, kiedy i w jakich dawkach należy podać sterydy lub leki przeciwobrzękowe. To oni przygotowują pacjentów neurochirurgicznych do operacji i opiekują się nimi po zabiegu.

    Na takich oddziałach prowadzone są różne formy monitorowania funkcji mózgu, które w Polsce, choć dostępne, nie są standardowo wykonywane. Dr Łysoń wymienia: - Są wykonywane pomiary ciśnienia parcjalnego tlenu w tkance mózgowej, badania dopplerowskie naczyń mózgowych, robiony jest pomiar ciśnienia wewnątrzczaszkowego, a zwłaszcza ciągła rejestracja EEG, dzięki czemu można reagować zawczasu, zanim uszkodzenie mózgu objawi się w postaci klinicznej, kiedy już zmiany najczęściej są nieodwracalne.

    Co ciekawe, pani profesor Wirkowski kładzie olbrzymi nacisk na odpowiednie wyszkolenie nie tylko lekarzy neurologów, ale przede wszystkim pielęgniarek. Uważa, że cykl szkolenia pielęgniarki powinien trwać około pięciu lat.

    - Nie jest to jeszcze standard nawet w USA, ale bardzo nam doradza, abyśmy zaczęli właśnie od tego i deklaruje swoją pomoc w szkoleniu kandydatek zarówno w Polsce, jak i poprzez ich wizyty w prowadzonej przez nią placówce w Nowym Jorku - dodaje dr Łysoń.

    Dr Łysoń marzy, by taki profilowany oddział intensywnej opieki neurologicznej powstał przy białostockiej klinice neurochirurgii.

    - Mamy w klinice całą niezbędną infrastrukturę w postaci nieczynnego obecnie, a doskonale wyposażonego w trakcie modernizacji szpitala tzw. OIT B - tłumaczy. - Profesor Wirkowski deklaruje wszelką pomoc i współpracę, jest gotowa przyjechać z wykładami, przyjąć do siebie naszych lekarzy i pielęgniarki, chce szkolić także przez internet. Ba, są już nawet młodzi adepci neurologii, chętni kształcić się w tym kierunku. Mamy więc szansę, by podobnie jak przypadku chirurgii podstawy czaszki, wyznaczać nowe trendy w polskiej medycynie.

    Katarzyna Malinowska-Olczyk

     

    Dr hab. n. med. Tomasz Łysoń jest od kilku miesięcy prezesem Polskiego Towarzystwa Chirurgii Podstawy Czaszki. Jest absolwentem UMB, od początku swojej pracy zawodowej związanym z Kliniką Neurochirurgii USK. Wspólnie z dr hab. Andrzejem Sieśkiewiczem, laryngologiem, 14 lat temu stworzyli w USK interdyscyplinarną grupę, która rozwinęła operacje endoskopowe podstawy czaszki i oczodołu. I są pionierami w tej dziedzinie na skalę nie tylko polską. Do mózgu dostają się przez nos, czasem również przez oczodół. Dzięki temu mogą eksplorować nie tylko regiony wokół przysadki mózgowej, ale również zmiany patologiczne trudno dostępne tradycyjnymi metodami neurochirurgii - te, które są położone bardzo głęboko w mózgu, np. w trzeciej komorze, czy na podstawie płatów czołowych lub skroniowych. W wielu wypadkach ten rodzaj operacji daje mniej powikłań, pacjenci szybciej wracają do zdrowia i nie mają okaleczających blizn.

     

     

     

  • Baner miejsc na twoją reklamę.      Logotyp 60 lat UMB.      Logotyp Młody Medyk.